Reklama

COP26 i dlaczego jest ważny? Przewodnik po szczycie klimatycznym w Glasgow

Mówi się, że szczyt klimatyczny w Glasgow zdecyduje o tym, jak będzie wyglądała przyszłość kolejnych pokoleń. COP26 ma być też kluczowym testem, czy światowi przywódcy są w stanie się dogadać w sprawie ratowania klimatu. Odpowiadamy na najważniejsze pytania o COP26: co to za szczyt klimatyczny, kto nim kieruje i co musi się na nim wydarzyć.

Szczyt COP26 w Glasgow, na którym spotkają się przywódcy państw, dyplomaci, działacze i szefowie wielkich firm ma jeden cel: zwiększenie mobilizacji w walce ze zmianami klimatycznymi. To ma pozwolić na ograniczenie i zatrzymanie wzrostu globalnej temperatury. Porozumienie paryskie zakłada, że świat powinien zatrzymać proces globalnego ocieplenia zanim średnia temperatura wzrośnie o 1,5 st. Celsjusza powyżej poziomów sprzed epoki przemysłowej. Rozmowy mają trwać od 31 października do 12 listopada. 

Reklama

Co to jest COP26?

Skrót ten oznacza "Conference of Parties", czyli "Konferencję Stron". Te strony to państwa, które przyjęły Ramową Konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu. Celem Konwencji, podpisanej w 1992 r. podczas Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro, jest ochrona klimatu i redukcja emisji gazów cieplarnianych na świecie. Międzynarodowy pakt klimatyczny ma 197 sygnatariuszy. 

Od 1995 r. szczyty COP odbywały się corocznie. Dopiero pandemia sprawiła, że najnowszy z nich został opóźniony. Za każdym razem delegaci spotykają się w innym kraju. Pierwsze spotkanie zostało zorganizowane w Berlinie. Trzykrotnie COP były organizowane w Polsce - w 2008 r. w Poznaniu, w 2013 r. w Warszawie i w 2018 r. w Katowicach. Szczyt w Glasgow będzie 26 spotkaniem COP. 

Najważniejszym elementem wszystkich szczytów sa negocjacje w sprawie mechanizmów prawnych, na podstawie których kraje mogą być rozliczane z realizacji swoich zobowiązań. Tym negocjacjom towarzyszy jednak wiele innych rozmów, spotkań i konferencji, w których biorą udział politycy, biznesmeni, aktywiści czy dziennikarze, którzy omawiają różne aspekty działań na rzecz klimatu. 

Kto kieruje COP26?

Za najnowszy szczyt, organizowany w Glasgow, odpowiadają rządy Wielkiej Brytanii i Włoch. Brytyjczycy odgrywają wiodącą rolę, bo większość negocjacji będzie odbywać się na ich terytorium - istotny wpływ na organizację COP26 ma, oprócz Londynu, także autonomiczna szkocka administracja w Edynburgu. Włosi, jako współorganizator, prowadzą serię poprzedzających zasadniczy szczyt spotkań w Mediolanie. 

Przewodniczącym COP26 będzie Alok Sharma. To polityk rządzącej w Wielkiej Brytanii Partii Konserwatywnej, który wcześniej pełnił rolę brytyjskiego ministra ds. biznesu i energetyki. Ze strony ONZ kierującej samymi negocjacjami, najważniejszą osobą na COP26 będzie meksykańska dyplomatka Patricia Espinosa, która jest obecną sekretarz wykonawczą Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. 

Ambicje COP26

Kluczowym słowem podczas szczytu, które będzie odmieniane przez wszystkie przypadki, są "ambicje". Celem całego szczytu jest mobilizowanie uczestników do zwiększenia swoich klimatycznych ambicji, mierzonych przede wszystkim tym, jakie cele dotyczące redukcji emisji i ograniczenia wzrostu temperatury deklarują. 

W 2015 r. w Paryżu 197 krajów zgodziło się wspólnie obniżyć emisje, aby ograniczyć globalny wzrost temperatury "znacznie poniżej 2 st.  Celsjusza", najlepiej na tyle szybko, by rosnąca temperatura nie przekroczyła poziomu 1,5 st. Aby osiągnąć ten cel, każdy kraj został poproszony o wniesienie wkładu w redukcję emisji i wyznaczenie sobie celów w tym zakresie. Te cele, nazywane "wkładami określonymi na szczeblu krajowym" lub NDC, mają zostać wypełnione do 2025 r. lub 2030 r.

To podejście oznacza, że to same rządy decydują o tym, jak szybko dekarbonizować swoje gospodarki. Choć większość krajów zgłosiła już cele ograniczania emisji, to eksperci twierdzą, że są one zdecydowanie niewystarczające. Według analiz Climate Action Tracker nawet, jeśli zostaną  wypełnione, globalne ocieplenie do końca wieku zdecydowanie przekroczy poziom 1,5 st., a może być nawet dwukrotnie wyższe. 

ONZ szacuje, że przedstawione do końca 2020 r. plany wystarczą do zatrzymania wzrostu emisji do 2030 r. Tyle że według naukowców sama tylko stabilizacja nie wystarczy. Aby ludzkość miała szansę zatrzymać rosnące temperatury, do końca tej dekady emisje powinny spaść o co najmniej 45 proc. w porównaniu z poziomem z 2010 r. 

Co musi wydarzyć się na COP26?

Zgodnie z Porozumieniem paryskim wszystkie kraje powinny aktualizować swoje NDC co pięć lat. Każdy kolejny plan powinien być bardziej ambitny, niż poprzedni i odzwierciedlać  "najwyższe możliwe ambicje" państw. COP26 jest pierwszym testem tego mechanizmu.

Do końca lipca swoje nowe plany w ONZ przedłożyło 110 sygnatariuszy, w tym Unia Europejska, USA, Wielka Brytania i Kanada. Wielu spośród największych emitentów gazów cieplarnianych świata nie dotrzymało jednak terminu. Na liście państw, które nie odrobiły "pracy domowej", są m.in. Chiny, Arabia Saudyjska i Indie. Inne kraje, takie jak Australia, Rosja, Szwajcaria czy Indonezja nie podniosły dotychczasowych celów, a Brazylia obniżyła deklarowane cięcia emisji. Dyplomaci będą naciskać na te państwa zwiększyły swoje zaangażowanie. 

Jakie są cele organizatorów COP26?

Boris Johnson, premier Wielkiej Brytanii, podsumował brytyjskie priorytety: "węgiel, gotówka, samochody i drzewa" (Po angielsku hasło "coal, cash, cars and trees", co brzmi nieco bardziej chwytliwie).

Jeśli idzie o węgiel, Brytyjczycy chcą, by COP26 przypieczętował koniec ery węgla. Skupiająca najbogatsze kraje świata grupa G7 zgodziła się w maju zakończyć już w tym roku bezpośrednie, rządowe wsparcie dla energetyki węglowej, ale nie wyznaczyła harmonogramu odchodzenia od spalania tego paliwa. Włosi chcą wynegocjować podobne zobowiązanie ze strony szerszej grupy G20, ale na razie napotykają opór krajów takich, jak Chiny, Rosja i Indie. 

Gdy brytyjski premier mówi o "gotówce", chodzi mu przede wszystkim o konkretne, finansowe wsparcie dla krajów rozwijających się. Kraje rozwinięte uzgodniły w 2009 r., że do 2020 r. zmobilizują 100 mld dol. rocznie na finansowanie w państwach rozwijających się działań związanych ze zmianą klimatu, zarówno dotyczących tworzenia "zielonej" gospodarki, jak i zabezpieczenia ich obywateli przed skutkami ekstremalnych zjawisk pogodowych. Według ostatnich wyliczeń, do osiągnięcia celu brakowało około 20 mld dol. Za negocjacje mające na celu wypełnienie tej luki podczas COP26 odpowiadać będą negocjatorzy z Niemiec i Kanady. Rozpoczęły się też negocjacje dotyczące wyznaczenia kolejnego finansowego celu wsparcia, który ma zostać osiągnięty po 2025 r.

Samochody mają być istotnym elementem negocjacji, bo Brytyjczycy mają nadzieję, że uda się przyspieszyć proces elektryfikacji transportu. Londyn proponuje zakończenie sprzedaży nowych aut spalinowych do 2040 r. Powołano w tym celu Radę Przejściową Pojazdów Zerowych Emisji, skupiającą ministrów i przedstawicieli głównych rynków samochodowych, choć na liście uczestników brakuje Chin. 

Ostatnim z priorytetów mają być drzewa. Brytyjczycy zobowiązali się walczyć z globalnym wylesianiem i jego konsekwencjami klimatycznymi. Wraz ze Stanami Zjednoczonymi i Norwegią, Wielka Brytania uruchomiła Koalicję Liścia, której celem jest zmobilizowanie w 2021 r. środków publicznych i prywatnych o wartości miliarda dolarów na ograniczenie emisji spowodowanych wylesianiem i degradacją lasów.

Co jeszcze będzie ważne podczas szczytu klimatycznego?

To oczywiście nie wszystkie cele całej konferencji. Zwłaszcza najbiedniejsze kraje świata, które nie przyczyniają się w takim stopniu, jak globalna północ do zanieczyszczania planety, będą chciały, by świat w większym stopniu pomógł im w zwalczaniu już dziś odczuwalnych skutków zmian klimatycznych. 

Dostosowanie do skutków zmian klimatu jest jednym z celem Porozumienia paryskiego, ale poza ogólnym stwierdzeniem wciąż brak konkretów o tym, jak te działania miałyby wyglądać w praktyce. Nie wiadomo, jak w globalnej skali miałoby wyglądać zapobieganie najgroźniejszym skutkom susz, huraganów, powodzi czy pożarów, ani jak wspierać poszkodowanych przez nie ludzi. Te problemy zostały jeszcze spotęgowane przez pandemię COVID-19 i gospodarcze spowolnienie. Dlatego właśnie najbiedniejsze kraje wzywają do stworzenia pakietu solidarnościowego, który miałby wesprzeć programy zapobiegawcze i działania humanitarne.  

Co muszą osiągnąć negocjatorzy podczas COP26?

Poza dużymi kwestiami politycznymi, naukowymi i gospodarczymi, szczyt w Glasgow będzie musiał znaleźć rozwiązania dla licznych kwestii technicznych związanych z Porozumieniem paryskim, które nadal nie zostały rozstrzygnięte. 

Chodzi między innymi o zasady, na których funkcjonować ma globalny rynek emisji dwutlenku węgla, jaką role w nim będą odgrywały reguły ustalone jeszcze w porozumieniu z Kioto, w jaki sposób wykorzystać wpływy z handlu emisjami i jaki ich odsetek powinien być przeznaczony na adaptacje do skutków zmian klimatu czy to, w jaki sposób uniknąć podwójnego liczenia redukcji emisji, które mogłoby pozwolić firmom uchylać się od redukowania emisji za pomocą biurokratycznych wybiegów.

Negocjatorzy będą również musieli uzgodnić zasady przejrzystości redukcji emisji oraz to, czy przyszłe plany klimatyczne krajów powinny obejmować okres pięciu czy 10 lat.

Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na COP26?

Szczyt już raz został opóźniony przez pandemię. Ostatecznie ma w nim wziąć udział nawet 20 tys. osób. Organizatorzy zdają sobie sprawę z zagrożenia infekcjami, ale zapewniają, że zdrowie i bezpieczeństwo uczestników i mieszkańców Glasgow jest najważniejsze.

Pandemia powoduje jednak problemy organizacyjne. Dotyczą one zwłaszcza biedniejszych krajów, które wciąż mają problem z dostępnością szczepionek. O ile ponad 65 proc. Brytyjczyków zostało już w pełni zaszczepionych, o tyle w wielu krajach Afryki ten odsetek wynosi poniżej 5 proc. 

Gospodarze, jak powtarzają, "mocno zachęcają" wszystkich uczestników do zaszczepienia i wspólnie z ONZ przygotowali program szczepień dla uczestników, jeśli dostęp do szczepionek jest utrudniony w ich własnych krajach. Szczepienia delegatów trwają od września. 

Problemem jest też to, że część państw, z których przyjeżdżają delegaci, jest na brytyjskiej "czerwonej liście". Oznacza to, że ich przedstawiciele muszą izolować się po przylocie w objętym kwarantanną hotelu przez pięć dni, jeśli są zaszczepieni i przez 10 jeśli nie są. Brytyjski rząd obiecał, że pokryje ich rachunki za kwarantannę.

Sam kongres ma odbyć się przy zachowaniu wszystkich pandemicznych środków bezpieczeństwa, z regularnymi testami, maseczkami i zachowaniem dystansu między uczestnikami.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje