Reklama

 Szacuje się, że wystrzelenie w kosmos jednej rakiety pozostawia w atmosferze nawet 300 ton dwutlenku węgla, który może tam zalegać latami. Miliarderzy Richard Branson, Jeff Bezos i Elon Musk chcą jednak, aby kosmiczna turystyka, w tym nawet w tak odległe miejsca jak Mars, stała się faktem.

Loty w kosmos zanieczyszczają ziemską atmosferę

Wszystkie rakiety spalają paliwa na bazie węglowodorów, co powoduje wydzielanie się sadzy. W ten sposób emitowane są także tlenek glinu oraz kwas solny, które mają zgubny wpływ na atmosferę. Największym problemem jest fakt, że, jak wskazują naukowcy, loty w kosmos zatruwają górne części atmosfery - stratosferę i mezosferę, które dotąd pozostawały nietknięte przez zanieczyszczenia i które są bardzo słabo zbadane przez naukowców.

"Zanieczyszczenia te są uwalniane w miejscach, gdzie zazwyczaj nie ma żadnych emisji" - wyjaśnia Karen Rosenlof z National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) w USA. I dodaje: "Zdecydowanie musimy to zrozumieć. Jeśli zwiększymy częstotliwość lotów, jakie będą potencjalne szkody?".

Na szczęście loty kosmiczne, które odbyły się do tej pory nie wyrządziły jeszcze znacznych szkód dla Ziemi. Ale to głównie dlatego, że rakiety latają w kosmos stosunkowo rzadko. Nawet kilkaset lotów kosmicznych, które odbywają się co roku to nic w porównaniu z milionami lotów samolotów pasażerskich. Jednak w przeliczeniu na pasażera (a tych podczas lotów kosmicznych jest zazwyczaj zaledwie kilkoro), zanieczyszczeń emitowanych przez rakiety jest nawet 100 razy więcej niż w przypadku samolotów.

Kluczowe będzie paliwo do rakiet

Jeśli chodzi o potencjalne emisje przyszłych, częstych lotów w kosmos czy na Marsa, kluczowy będzie zatem dobór takiego rodzaju paliwa, które będzie najmniej szkodliwe bądź całkowicie bezpieczne dla atmosfery na Ziemi.

Jednak wszystkie loty w kosmos, które do tej pory się odbyły, pozostawiły po sobie znaczny ślad węglowy. Statek kosmiczny Virgin Galactic jako paliwa używa rodzaju syntetycznej gumy spalanej w tlenku diazotu, który jest bardzo silnym gazem cieplarnianym. Blue Origin Jeffa Bezosa ma o wiele mniejsze emisje niż odpowiednik Bransona, bo spala wodór i płynny tlen. Nie znaczy to jednak, że jest to czyste paliwo.

Z kolei silniki stosowane przez SpaceX Elona Muska wykorzystują mieszankę niskoprzetworzonej nafty, do której dodawany jest ciekły tlen. Podczas ich spalania powstają dwutlenek węgla, para wodna i wiele szkodliwych substancji, takich jak węglowodory, tlenek węgla czy tlenki azotu. Kolejna generacja silnika ma zamiast nafty wykorzystywać metan, dzięki czemu w reakcji powstanie tylko para wodna i CO2.

I choć pewnie jeszcze długo nie zobaczymy rakiet wystrzeliwanych w kosmos przy pomocy całkowicie ekologicznego paliwa, to Elon Musk widzi takie rozwiązanie na Marsie. To właśnie tam miliarder chce założyć pozaziemską kolonię. Takie bezemisyjne paliwo miałoby korzystać z technologii wychwytywania dwutlenku węgla.

Kosmiczne śmieci to już ogromny problem

Jeśli wydawało wam się, że problem z wszechobecnymi śmieciami mamy tylko na Ziemi, to jesteście w dużym błędzie. Od 1957 roku w kosmos poleciało blisko 6,2 tys. rakiet, które umieściły na orbicie ponad 12,7 tys. satelitów. Ponad 7,8 tys. z nich wciąż jest na orbicie, ale tylko 5,4 tys. działa. Oznacza to, że wokół Ziemi już teraz dryfują tony kosmicznych śmieci. Kolejne wyprawy w kosmos prawdopodobnie tylko zwiększą tę ilość.

Space Environment Statistics ocenia, że na orbicie są też miliony mniejszych bądź większych obiektów, które mogły powstać na skutek np. eksplozji czy kolizji. 36,5 tys. z nich to obiekty ponad 10-centymetrowe, około miliona z nich ma między 1 a 10 cm, a ok. 130 mln to obiekty jeszcze mniejsze, między 1 mm a 1 cm.

Co prawda jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne technologie, których zadaniem będzie uporanie się z kosmicznymi śmieciami, ale to na razie pieśń przyszłości. Faktem pozostaje jednak to, że mimo postępu technologicznego w kosmos już teraz zabieramy wszystkie najgorsze zanieczyszczenia, którymi tak bardzo zatruliśmy już Ziemię.