Smog w Polsce nadal dusi i zabija. Nawet mimo zakazu palenia węglem

Zakaz palenia węglem obowiązuje w Krakowie od 2019 r., a w Warszawie - od miesiąca. Oba miasta nie poradzą sobie jednak ze smogiem, dopóki nie zajmą się dwoma wciąż istniejącymi problemami: kopciuchami w pobliskich miejscowościach i zanieczyszczeniami samochodowymi.

1 października w Warszawie wszedł zakaz palenia w domach węglem (z pewnymi wyjątkami). Choć teoretycznie kopciuchy w stolicy powinny więc już zniknąć, wciąż pozostaje ich ok. 4,2 tys. - ok. 4 tys. w budynkach prywatnych i 200 w zasobie miejskim. 

Zakazują palenia węglem

Postęp jest znaczący, bo jeszcze w 2017 r. starych pieców było zainstalowanych ok. 18 tys. Mimo to, jak widać, kopciuchów przed wejściem w życie nowych przepisów jeszcze nie wyeliminowano. Ale nie tylko nimi trzeba się zająć, jeśli powietrze w stolicy ma być zauważalnie lepsze.

To samo dotyczy zresztą Krakowa, w którym zakaz palenia węglem i drewnem obowiązuje już od 2019 r. W stolicy Małopolski w niecałą dekadę wyeliminowano aż 40 tys. kopciuchów - połowę przy wsparciu różnych form dotacji (sam Urząd Miasta Krakowa wydał na to 400 mln zł), a połowy mieszkańcy pozbyli się wyłącznie własnym kosztem. 

Reklama

Obecnie przestarzałych pieców jest już mniej niż 300 i z różnych przyczyn wymienić ich nie można (np. z powodu nieuregulowanej sytuacji prawnej). Efekt? Stężenia pyłu PM10 i rakotwórczego benzo[a]pirenu spadły o ponad 40 proc., co zaowocowało m.in. kilkukrotnym spadkiem przypadków astmy u dzieci i młodzieży.

Z drugiej strony oznacza to jednak, że wiele zanieczyszczeń wciąż unosi się w powietrzu. Tego samego można też oczekiwać w Warszawie. Dlaczego?

Smog samochodowy

Pierwsza przyczyna to zanieczyszczenia z transportu. Według rankingu think tanku ISGlobal, przygotowanego kilka lat temu we współpracy z naukowcami ze Szwajcarii i Holandii, za prawie 1000 przedwczesnych zgonów w Warszawie odpowiadają emisje dwutlenku azotu. Zdecydowana większość z nich pochodzi z transportu drogowego.

Stolica Polski zajmuje w zestawieniu około 900 miast 24. miejsce - najwyższe spośród polskich miejscowości. Co prawda Kraków zajmuje "dopiero" 197. miejsce, ale ponad 200 osób umierających co roku przez smog samochodowy to nie jest statystyka, z której można by być dumnym.

Dlaczego Warszawa jest w rankingu tak wysoko? W skrócie: bo duże miasta mieszczą więcej samochodów, które częściej stoją w korkach czy na światłach. A że do tego stolica ma dobrze ma rozbudowaną sieć ciepłowniczą i gazowniczą, do których jest podpięta zdecydowana większość budynków, to zanieczyszczenia z transportu są tu statystycznie jeszcze bardziej zauważalne. W skali roku odpowiadają za aż 60-80 proc. ogólnego zanieczyszczenia powietrza.

Ale Kraków też ma swoje problemy. - Na krakowskich alejach mamy 105 dni smogowych, to najwyższy wynik w Polsce. To samo dotyczy stężeń pyłu PM10 oraz dwutlenku azotu. To jest to, co robi nam niekontrolowany transport kołowy. To przekłada się na problemy zdrowotne - udary mózgu, nadciśnienie, poronienia. Ogromny wachlarz chorób. Spaliny emitowane przez silniki diesla są rakotwórcze, tak samo, jak tlenki azotu - przemawiała przed rokiem na sesji rady miasta Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego.

Strefa Czystego Transportu

To właśnie wtedy krakowscy radni jako pierwsi w Polsce przyjęli Strefę Czystego Transportu. I jest to najlepszy sposób na to, by ze smogiem samochodowym walczyć.

Krakowska Strefa Czystego Transportu obejmie całe miasto (z wyjątkiem kluczowych tras przejazdowych). Od lipca 2024 r. do miasta nie wjedzie ok. 2 proc. dzisiejszej floty najbardziej zanieczyszczających, najstarszych pojazdów, a od 2026 r. będzie to już kilkanaście procent. Dzięki temu emisje pyłów PM mają spaść o 84 proc., a emisje tlenku azotu - o 49 proc.

W ramach konsultacji społecznych za wprowadzeniem strefy opowiedziało się 75 proc. mieszkańców. Z kolei w niedawno zakończonym badaniu opinii publicznej na reprezentacyjnej grupie warszawiaków pomysł ten poparło blisko 70 proc. osób.

Zakaz, podobnie jak w Krakowie, ma z początku objąć ok. 2 proc. wszystkich samochodów. Początkowo zakładano, że SCT obejmie ok. 7 proc. obszaru miasta (większość śródmieścia), ale teraz urzędnicy myślą o powiększeniu jej do 18 proc.. W Warszawie strefa również zacznie obowiązywać od lipca 2024 r., a w kolejnych latach zakaz poruszania się będzie obejmować kolejne typy pojazdów. Stolica ma jednak mniej ambitne plany, bo w 2026 r. emisje z pyłów PM mają spaść "tylko" o 55 proc., a emisje tlenku azotu - o 27 proc. To wyraźnie mniej niż w przypadku Krakowa.

- Każde ograniczenie zanieczyszczenia ma znaczenie. Ale skoro już podejmujemy poważny wysiłek związany z całym procesem tworzenia strefy, to korzystniej przyjąć zasady bardziej ambitne, by zwiększyć efektywność tego rozwiązania - komentuje Urszula Stefanowicz z Polskiego Klubu Ekologicznego Okręgu Mazowieckiego.

"Obwarzanki" wciąż kopcą

O ile spaliny z samochodów to problem, który mogą rozwiązać władze konkretnego miasta, tak z drugim pozostającym problemem same już sobie nie poradzą. I w Warszawie, i w Krakowie znaczna część smogu napływa dziś z miast ościennych, czyli tzw. obwarzanka.

Przeprowadzone przez Europejskie Centrum Czystego Powietrza badanie pokazało, że aż 67 proc. respondentów popiera zakaz spalania węgla w Warszawie, a 57 proc. chce podobnego zakazu na obrzeżach miasta. I taki zakaz wejdzie w życie. Zgodnie z uchwałą antysmogową województwa mazowieckiego palenie węglem w kopciuchach stanie się nielegalne od 2028 r. Zakaz obejmie powiaty: wołomiński, warszawski zachodni, otwocki, pruszkowski, piaseczyński, nowodworski, miński, legionowski i grodziski.

O wiele wcześniej podobne przepisy zaczną obowiązywać w Małopolsce. Tak naprawdę już powinny obowiązywać, bo poczatkoo uchwała małopolskiego sejmiku wprowadzała taki zakaz od końca 2022 r. Za sprawą radnych PiS i PSL zmianę przeniesiono jednak na kwiecień 2024 r. Skargę do sądu w tej sprawie złożyli zarówno władze Krakowa, jak i mieszkańcy Małopolski.

- Wymieniliśmy media, ogrzewanie, staliśmy się ekologiczni, tworzymy jak najlepsze warunki wypoczynku. Nie tylko w czystej atmosferze i powietrzu, ale także w czystym otoczeniu. Każdy miał na to siedem lat. I w tej chwili w twarz śmieją się sąsiedzi, którzy przez te siedem lat nie kiwnęli palcem w bucie, aby cokolwiek zrobić! I teraz po decyzji sejmiku ten śmiech rozbrzmiewa jeszcze mocniej - komentuje na łamach SmogLabu przedsiębiorczyni Agata Wojtowicz, jedna ze skarżących działania władz województwa.

O tym, że problem smogu trzeba rozwiązywać wspólnie, przekonują też badania naukowców z AGH, które przeprowadzono w trakcie pandemii. Wykazały one, że głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w badanym okresie było ogrzewanie paliwami stałymi poza miastem.

- Pomimo wielu przepisów zakazujących stosowania paliw kopalnych do ogrzewania, zanieczyszczenia nadal migrują do miasta z lokalizacji zewnętrznych, co w niektóre zimowe dni czyni je jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie - podkreśla prof. Tomasz Danek, który kierował zespołem badawczym.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: smog | zanieczyszczenia powietrza | węgiel | palenie w piecu | kopciuchy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy