Bomby ekologiczne przerastają polskie miasta. Pomoże specustawa?

"Zachem" w Bydgoszczy, "Organika-Azot" w Jaworznie, "Tarnowskie Góry" w Tarnowskich Górach, Zakłady Przemysłu Barwników "Boruta" w Zgierzu oraz Zakłady Włókien Chemicznych "Wistom" w Tomaszowie Mazowieckim. Co łączy te miejsca? Wszystkie tereny to tzw. bomby ekologiczne. Zalegają na nich niebezpieczne odpady, których usunięcie jest zbyt kosztowne dla samorządów. W Sejmie trwają właśnie nad specustawą, która ma pomóc miastom w "rozbrojeniu" bomb ekologicznych zagrażających środowisku.

W Sejmie trwają prace nad specustawą dotyczącą tzw. bomb ekologicznych po zakładach przemysłowych, które zalegają w polskich miastach. Jednym z takich miejsc są byłe zakłady "Zachem" w Bydgoszczy
W Sejmie trwają prace nad specustawą dotyczącą tzw. bomb ekologicznych po zakładach przemysłowych, które zalegają w polskich miastach. Jednym z takich miejsc są byłe zakłady "Zachem" w BydgoszczyPolska Press/East NewsEast News

W środę sejmowe komisje zaakceptowały poprawki legislacyjno-redakcyjne do projektu specustawy dot. zagospodarowania poprzemysłowych bomb ekologicznych. Nowe przepisy powstały, aby przyspieszyć uporządkowanie pięciu obszarów w Polsce, m.in. po zakładach chemicznych "Zachem" w Bydgoszczy i "Boruta" w Zgierzu.

Bomby ekologiczne zalegają w polskich miastach

W środę połączone komisje środowiska oraz samorządu terytorialnego rozpatrzyły rządowy projekt ustawy o wielkoobszarowych terenach zdegradowanych. Posłowie i posłanki przyjęli kilkadziesiąt poprawek do projektu (głównie legislacyjnych i redakcyjnych), które wynikały z sugestii sejmowych legislatorów.

Celem projektowanej ustawy jest usunięcie i ograniczenie negatywnego oddziaływania na środowisko i zdrowie ludzi wielkoobszarowych terenów zdegradowanych. Efektem nowych przepisów będzie zagospodarowanie lub zabezpieczenieodpadów stwarzających zagrożenie oraz oczyszczenie tych terenów.

Projekt ma charakter specustawy. W załączniku do nowych przepisów wskazano pięć rozpoznanych wielkoobszarowych terenów zdegradowanych, dla których jest konieczne podjęcie działań związanych z poprawą stanu środowiska.

Są to tereny:

  • po byłych zakładach chemicznych "Zachem" w Bydgoszczy, 
  • "Organika-Azot" w Jaworznie, 
  • "Tarnowskie Góry" w Tarnowskich Górach,
  • Zakłady Przemysłu Barwników "Boruta" w Zgierzu,
  • Zakłady Włókien Chemicznych "Wistom" w Tomaszowie Mazowieckim. 

Projekt przewiduje jednak, że lista zdegradowanych terenów będzie mogła być rozszerzona poprzez nowelizację przepisów, co będzie wymagało też osobnej oceny takich terenów.

Specustawa ma pomóc w rozbrojeniu bomb ekologicznych

Wiceminister klimatu i środowiska Jacek Ozdoba podkreślił podczas posiedzenia komisji, że jest to przełomowy projekt, ponieważ kompleksowo podchodzi do kwestii zagospodarowania, uprzątnięcia i naprawy środowiska na zdegradowanych wielkoobszarowych terenach. Dodał, że nowe przepisy regulują m.in. kwestie właścicielskie takich obszarów.

Podczas posiedzenia dyskusję wśród posłów wywołała właśnie kwestia sfinansowania zagospodarowania wielkoobszarowych terenów zdegradowanych. Agnieszka Pomaska (KO) podkreśliła, że projekt nakłada nowe obowiązki na samorządy, a nie idą za tym odpowiednie środki finansowe. Jej zdaniem skoro wcześniej to Skarb Państwa był właścicielem wymienionych w projekcie ustawy trenów przemysłowych, to on powinien ponieść ciężar finansowy związany z ich zagospodarowaniem.

Posłanka złożyła też wniosek o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu, ale nie zdobył on większości. To samo stało się z poprawką, która jako źródło finansowania wskazywała budżet państwa.

Posłanka Gabriela Lenartowicz (KO) proponowała, by rewitalizacja obszarów była zadaniem państwa i później było zlecane samorządom. Zwracała ponadto uwagę, że w projekcie jako jedno ze źródeł finansowania zadań wpisano KPO, z którego wypłata środków jest niepewna.

Kto zapłaci za usunięcie bomb ekologicznych w Polsce?

Anita Sowińska z Lewicy zaznaczyła, że projektowana ustawa jest potrzebna, ale - jej zdaniem - najsłabszą stroną nowych przepisów jest właśnie finansowanie. Jej koleżanka klubowa Daria Gosek-Popiołek pytała też, dlaczego w specustawie znalazło się tylko kilka terenów zdegradowanych. Zwracała uwagę, że w Polsce jest ich znacznie więcej.

Projektu broniły przedstawicielki PiS m.in. Anna Paluch oraz Barbara Dziuk. Grzegorz Lorek podkreślił, że ustawa jest potrzebna. Uczestniczący w posiedzeniu przedstawiciele samorządów z Bydgoszczy oraz Zgierza przekonywali, że koszty zagospodarowania odpadów po zakładach przemysłowych sięgać będą miliardów złotych, tylko na terenach ich gmin.

Wiceminister Ozdoba, odpowiadając posłom, przyznał, że w obecnej chwili nie jest możliwe oszacowanie kosztów uprzątnięcia takich terenów. Dodał, że jeśli ustawa nie zostałaby przyjęta, to na pewno nie można byłoby skorzystać ze środków KPO na rekultywację terenów poprzemysłowych.

Jak podkreślił Ozdoba, jednym z celów ustawy jest to, by "nikt na tym nie zarobił"; chodzi o naprawę środowiska naturalnego na terenach zdegradowanych. Przypomniał ponadto, że dzięki zmienionym już przepisom dot. zwalczania przestępczości środowiskowej, do NFOŚiGW mają trafiać większe nawiązki, z których będzie można finansować zagospodarowanie terenów poprzemysłowych.

Co w takim razie może zdziałać specustawa o bombach ekologicznych?

Projekt specustawy definiuje wielkoobszarowy teren zdegradowany oraz składowiska historycznych odpadów przemysłowych i miejsca gromadzenia historycznych odpadów przemysłowych.

Zgodnie z projektowanymi przepisami Główny Inspektor Ochrony Środowiska będzie miał obowiązek prowadzenia ewidencji, zarówno rozpoznanych, jaki i dotychczas nierozpoznanych, wielkoobszarowych terenów zdegradowanych.

Projekt wskazuje ponadto na organy administracji, które będą odpowiedzialne za poprawę stanu środowiska na wielkoobszarowych terenach zdegradowanych. Chodzi o wójta, burmistrza, prezydenta miasta lub - dla terenów zamkniętych - regionalnego dyrektora ochrony środowiska.

Nowe przepisy określą też zasady wywłaszczenia nieruchomości lub czasowego ich zajęcia, by móc przeprowadzić odpowiednie prace, mające na celu poprawę stanu środowiska na terenie zdegradowanym. Ustalą też zasady ustalania wysokości odszkodowań dla podmiotów władających danymi nieruchomościami, a także nakładania opłat w związku ze wzrostem wartości nieruchomości w wyniku uprzątnięcia terenu.

Pieniądze mogą się znaleźć w KPO

Specustawa ma również zagwarantować zwrot poniesionych kosztów w związku np. z usunięciem i unieszkodliwieniem odpadów w przypadku prowadzonej przez właściwy organ sprzedaży lub zwrotu nieruchomości poprzedniemu właścicielowi na rzecz odpowiednio funduszu ochrony środowiska i gospodarki wodnej, z którego uzyskano środki finansowe lub gminy.

W ocenie skutków regulacji projektu (OSR) wskazano też źródła, z których będzie można uzyskać środki na likwidację takich bomb ekologicznych. Jednym z nich jest KPO, w którym na finansowanie prac badawczo-koncepcyjnych zarezerwowano kwotę 55 mln euro.

Dodano jednak, że prace terenowe związane z poprawą stanu środowiska będą musiały być sfinansowane z innych źródeł - krajowych i europejskich. "Rozbrajanie" takich "bomb ekologicznych" będzie można sfinansować m.in. z programu FEnIKS - na ten cel zarezerwowano 40 mln euro; Regionalnych Programów Operacyjnych czy z funduszu InvestEU - na zasadach gwarancji kredytowej ze strony UE. Dodano, że finansowanie w formie zwrotnej i bezzwrotnej mogą udzielać NFOŚiGW oraz wojewódzkie fundusze ochrony środowiska.

Dlaczego warto spacerować?SCP
PAP
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas