Badacze ze słynnego Uniwersytetu w Cambridge opracowali system pozwalający przekonwertować dwa strumienie odpadów na dwa produkty chemiczne w tym samym czasie. Produkcja paliwa odbywa się w reaktorze, który jest zasilany energią słoneczną.
Syntezowy gaz ze składowisk i plastiku
Reaktor jest w stanie zamienić dwutlenek węgla emitowany ze składowisk odpadów i plastik w dwa różne produkty, które można wykorzystać w wielu przemysłach. CO2 przerabiany jest na gaz syntezowy - fundamentalny składnik ekologicznych paliw ciekłych.
Z kolei plastik dzięki wynalazkowi angielskich naukowców zamienia się w kwas glikolowy, który na szeroką skalę wykorzystuje się w branży kosmetycznej. Technologię można na dodatek modyfikować tak, aby uzyskać inne produkty. Wystarczy zmienić rodzaj katalizatora zastosowany w reakcji.
"Zamiana plastiku i gazów cieplarnianych - dwóch największych zagrożeń dla świata naturalnego - w wartościowe i przydatne produkty, używając do tego energii solarnej, to istotny krok w transformacji ku bardziej zrównoważonej, cyrkularnej gospodarce" - napisali naukowcy z Cambridge. "Napędzana energią technologia pomocna jednocześnie w walce z plastikiem i gazami cieplarnianymi mogłaby całkowicie zmienić rozwój gospodarki cyrkularnej" - powiedział Subhajit Bhattacharjee, współautor badania.
Polacy jak arabscy szejkowie? To możliwe dzięki śmieciom
To prawda. Daleko nie trzeba szukać - Polska jest bowiem krajem, który nadal niemal 40 proc. swoich odpadów deponuje na składowiskach. To najgorszy możliwy sposób zagospodarowania śmieci, bo nie są one w żaden sposób dalej wykorzystywane. Przy tym trują glebę oraz emitują szkodliwe gazy - metan i dwutlenek węgla.

Zdaje sobie z tego sprawę m.in. Unia Europejska, która chce, żeby państwa członkowskie ograniczyły składowanie odpadów do zaledwie 10 proc. do 2035 r. Zatem taka technologia, jaką opracowali badacze z Cambridge, mogłaby się nam bardzo przydać. Biorąc pod uwagę, że na naszych składowiskach zalegają prawie 2 mld ton śmieci, byłoby z czego robić paliwo i inne produkty. W takiej sytuacji stalibyśmy się wręcz europejskimi Emiratami Arabskimi i spalibyśmy na pieniądzach.
Mamy paliwo z odpadów. I nic z nim nie robimy
Co ciekawe, w Polsce mamy już bardzo dużo innego paliwa ze śmieci. Chodzi o tzw. RDF, nazywany też frakcją palną. Są to rozdrobnione kawałki odpadów, najczęściej z plastiku, powstające ze śmieci zmieszanych. Wykorzystuje się je jako paliwo alternatywne, ponieważ mają dużą kaloryczność, czyli, w dużym skrócie, dobrze się palą i dają dużo energii.
Zobacz również:
Paliwo RDF wykorzystywane jest w spalarniach. W Polsce działa ich tylko dziewięć, w budowie są dwie nowe, a największa - w Warszawie - jest przebudowywana. W planach są projekty jeszcze w kilku innych miastach. Dla porównania - w Niemczech takich zakładów jest ok. 70.
Spalarnie w Polsce mają odgórnie ograniczone moce przerobowe i, mimo że mogłyby spalać więcej odpadów, ich możliwości nie są wykorzystywane w 100 proc. Ministerstwo Środowiska zabroniło deponować na składowiskach paliwo RDF, więc naturalna kolej rzeczy była taka, że góry tych odpadów zaczęły rosnąć, bo spalarnie nie były w stanie ich wykorzystać. Szacuje się, że w polskich zakładach odpadowych może zalegać już co najmniej kilka milionów ton paliwa gotowego do spalenia w spalarniach.
Co się dzieje z paliwem alternatywnym zalegającym w magazynach? Bywa, że ktoś je podpala (dlatego fala pożarów odpadów w Polsce łączona jest właśnie z zakazem składowania frakcji palnej) i wtedy problem znika. Nie ulega jednak wątpliwości, że lepiej by było, gdyby takie śmieci trafiły do spalarni. Obecnie trafia do nich ok. 15 proc. odpadów, a mogłoby nawet dwa razy tyle. Problemem często są jednak zawiłe przepisy, coraz mniej dofinansowań z UE oraz sprzeciw społeczny.











