Reklama

Ofiarą linczu był 38-letni Djamel Ben Ismail, algierski artysta, który - wedle tego, co sam pisał o sobie na Twitterze - 11 sierpnia wyjechał ze stolicy do prowincji Kabylia, by pomóc w walce z szalejącymi tam pożarami. 

Dotąd w związku z jego morderstwem aresztowano 61 osób. Tłum miał uznać artystę za podpalacza odpowiedzialnego za serię pożarów, które dotknęły kraj. W ogniu zginęło ponad 90 osób. Teorie spiskowe mówiące o tym, że za kataklizm odpowiadają sabotażyści, rozpowszechniali członkowie algierskiego rządu. 

Rządowa machina nieufności

Wieczorem poprzedzającym śmierć Ben Ismaila premier Aymen Benabderrahmane powiedział, że pożary były wynikiem "czynu kryminalnego". W telewizyjnym wystąpieniu dodał: "Wstępne śledztwo wykazało, że miejsca rozpoczęcia pożarów zostały starannie wybrane, aby spowodować największe możliwe straty". 

Tego samego dnia minister spraw wewnętrznych Kamel Beldjoud stwierdził, że pożary zostały spowodowane przez "przestępców pełnych nienawiści do naszego kraju". Algieria ogłosiła, że dokona przeglądu swoich stosunków z Marokiem, oskarżając ten kraj o przyczynienie się do pożarów. Skutkiem była fala paniki i paranoi. Mieszkańcy dotkniętych pożarami regionów mieli nieufnie patrzeć na samochody z tablicami rejestracyjnymi z innych prowincji 

Nikt z algierskiego rządu nie zająknął się za to o zmianach klimatu, jako o jednej z przyczyn tego, że pożary rozwinęły się aż tak bardzo. W tygodniu, w którym wybuchły, notowano temperatury dochodzące do 46 st. Celsjusza. 

Statystyka podpaleń

Śmierć 38-letniego Algierczyka jest najbardziej jaskrawym przykładem tego, jak tragiczne skutki mogą mieć teorie spiskowe rozsiewane wokół szalejących na całym świecie pożarów. Ale skutki dezinformacji sięgają daleko i mogą utrudnić zarówno walkę z samymi pożarami jak i ze zmianami klimatycznymi. 

"Przypisywanie winy za pożary podpalaczom jest łatwe, ponieważ podpalacze rzeczywiście istnieją, więc takie wyjaśnienie brzmi prawdopodobnie" - mówił portalowi "Earther" Stephan Lewandowsky, psycholog z Uniwersytetu w Bristolu. "Obwinianie podpalaczy oznacza, że pożary nie mają związku ze zmianą klimatu. Możesz powiedzieć: "gdyby nie ten jeden zły facet, nie byłoby tego pożaru". Nawet jeśli nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. 

Amerykańscy strażacy szacują, że podpalenia stanowiły zaledwie 7 proc. wszystkich pożarów, które wybuchły w ubiegłym, rekordowym sezonie w Kalifornii. W Australii szacunki Narodowego Centrum Badań nad Pożarami Buszu i Podpaleniami mówią, że celowe zaprószenie ognia odpowiada za 13 proc. wybuchających każdego roku pożarów lasów. 

Zarówno Australijczycy jak i Amerykanie przyznają, że działalność człowieka odpowiada ostatecznie za większość wybuchających pożarów, ale w przytłaczającej przypadków winne są problemy techniczne, np. uszkodzone linie energetyczne, niedbałość lub zwykła głupota. Służby ratunkowe nie pozostawiają jednak wątpliwości: bez względu na przyczynę, to zmiany klimatu potęgują efekty pożarów. I to one sprawiają, że ogień obejmuje coraz większe obszary, rozwija się coraz szybciej i staje się coraz bardziej nieprzewidywalny.

Ochrona przed "mrocznymi siłami"

Mimo to media społecznościowe są zalewane przy okazji każdego dużego pożaru informacjami o celowych podpaleniach. Niektóre są zupełnie absurdalne: amerykańska członkini kongresu Marjorie Taylor Green sugerowała, że katastrofalne pożary lasów, które szalały w Kalifornii w 2020 r., mogły być wywołane przez orbitalne działa laserowe, powiązane w jakiś sposób z rodziną Rothschildów. Rząd Brazylii o pożary w Amazonii oskarżył ekologów, którzy mieli w ten sposób próbować dyskredytować prezydenta Bolsanaro. 

Plotka o tym, że ogień podkładają aktywiści Antify sprawiła, że w wielu dotkniętych ogniem obszarach w Oregonie pojawiły się na drogach tworzone przez miejscowych, uzbrojonych aktywistów blokady mające "obronić" lasy przed mrocznymi siłami. Miejscowa policja wystosowała apel o niezgłaszanie na numer alarmowy doniesień o domniemanych podpalaczach, bo blokowały one linie telefoniczne i uniemożliwiały walkę z prawdziwymi zagrożeniami. 

Australijscy badacze twierdzą, że to nie przypadek, a za błyskawicznym rozprzestrzenianiem się teorii spiskowych o podpaleniach stoją zorganizowane działania. 

Fake newsy i polityka

Timothy Graham, specjalista od mediów cyfrowych i komunikacji na Queensland University of Technology w Brisbane przeanalizował to, jak na Twitterze rozchodziły się plotki o tym, że za falę australijskich pożarów odpowiadają podpalacze. Ustalił, że większość wiadomości z hashtagiem #ArsonEmergency była rozprowadzana przez fałszywe konta i boty. "To naprawdę wygląda pod wieloma względami jak klasyczna kampania dezinformacyjna" - pisał badacz. Twierdzi, że zorganizowana kampania wydawała się mieć na celu zmianę narracji wokół pożarów i promowanie sceptycyzmu wokół zmian klimatycznych. 

"Pożar to kryzys, który należy szybko rozwiązać, ale jeśli nie dysponuje się poprawnymi informacjami, trudniej jest przejąć nad nim kontrolę. Jeśli ludzie sądzą, że pożary wzniecają lewicowi aktywiści lub podpalacze, wyjdą, aby chronić swoją ziemię, co utrudni ugaszenie pożarów" - mówi Victor Galaz, prowadzący badania pożarowej dezinformacji na Uniwersytecie Sztokholmskim. 

Twierdzi, że wszędzie powtarza się ten sam wzór: pożary są wykorzystywane, jako okazja do realizacji różnych programów politycznych. Dezinformacja może mieć jednak skutki daleko wykraczający poza doraźny interes i może podsycać coraz większą negację zmian klimatycznych. "Naukowcy ustalili, że zmiany klimatyczne powodują coraz częstsze pożary, ale teorie spiskowe odrzucają takie wyjaśnienie" - twierdzi badacz. "To może prowadzić do tego, że ludzie zaczną kwestionować fakty dotyczące zmian klimatu"

Winni bez winy

John Cook z Climate Change Communication Research Hub na Uniwersytecie Monash twierdzi jednak, że teorie spiskowe zawsze znajdą podatny grunt u ludzi, którzy nie przyjmują do wiadomości katastrofalnych skutków zmian klimatu "Myślę, że przyjmą każde wyjaśnienie, które nie jest spowodowaną przez człowieka zmianą klimatu" - powiedział w rozmowie z "Eartherem". "Niezależnie od zjawiska, zawsze będą chwytać się każdego alternatywnego wyjaśnienia"

Istotnym czynnikiem jest też to, że przypisanie winy za ogień konkretnemu przestępcy, a nie mglistemu zjawisku, jakim jest ocieplanie się planety, daje poczucie kontroli. Podpalacza, przynajmniej w teorii, można powstrzymać czy złapać. Wobec zmiany klimatu pojedynczy człowiek jest zupełnie bezsilny. 

W 2013 r. badanie naukowców z Mason University wykazało, że ludzie silnie przekonani o tym, że człowiek nie ma nic wspólnego ze zmianami klimatu, nie zmieniali zdania nawet po tym, jak sami padli ofiarami ekstremalnych zjawisk pogodowych czy katastrof naturalnych. Potrzeba wiary w to, że mamy kontrolę nad własnym losem czasami sprawia, że ludzie trzymają się jakiegokolwiek niepowiązanego ze zmianami klimatu wyjaśnienia. Czy są nim pożary, czy kosmiczne lasery.