Reklama

Dostała w życiu tyle nagród, że zapewne sama miałaby trudności z wymienieniem ich wszystkich. Dwa Oscary, Emmy, siedem Złotych Globów czy dwie nagrody brytyjskiej akademii filmowej BAFTA to tylko najważniejsze z nich. Ta ostatnia nagroda była jednak wyjątkowa. Albo raczej wyjątkowe były okoliczności, w jakich przyszło Fondzie za nią podziękować. 

"Dziękuję BAFCIE! Dziękuję za przyznanie mi nagrody im. Stanleya Kubricka za osiągnięcia w sztuce filmowej! Jestem bardzo zaszczycona!" - wykrzyczała w stronę kamery, odprowadzana przez policjantów do radiowozu w plastikowych kajdankach. Podziękowanie, odtworzone na ceremonii rozdania nagród i umieszczone na oficjalnym kanale twitterowym akademii zrobiło furorę i warto je obejrzeć. 

Dla 81-letniej wówczas Jane Fondy, jednej z największych gwiazd w historii Hollywood, samo aresztowanie nie było niczym niezwykłym. 

Tylko w 2019 r. cztery razy spędzała noc w celi, pozostawiona sam na sam z karaluchami i kanapką z mortadelą. "Całkiem lubię mortadelę" - wspominała niedawno w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "The Guardian".

Od lat powód jej aresztowań jest dokładnie ten sam. Bierze udział w nie zawsze legalnych demonstracjach na rzecz obrony środowiska i klimatu. 

Jane Fonda protestowała przeciwko naftowym odwiertom w Arktyce i budowie rurociągów przez terytoria należące do rdzennych plemion indiańskich. Twierdzi, że nie doceniała wagi klimatycznego zagrożenia aż do czasu masowych, młodzieżowych protestów zainspirowanych przez szedzką nastoletnia aktywistkę Gretę Thunberg. 

"Młodzi ludzie tacy, jak Greta wzywali starsze pokolenia by te też przyłączyły się do walki, a ja jestem zdecydowanie starsza" - pisała w jednym z komentarzy. "To miało dla mnie sens. Dlaczego ciężar naprawiania problemu miałby spocząć na tych, którzy go nie stworzyli?"

Wspólnie z grupą amerykańskich aktywistów, w tym tych skupionych w Greenpeace USA, ruszyła więc z własną akcją, "Fire Drill Fridays", czyli "pożarowe piątki".

W ramach akcji ona sama, a także dziesiątki towarzyszących jej osób, wśród których często pojawiały się inne gwiazdy ekranu czasami dobijające osiemdziesiątki, regularnie protestowały w kluczowych punktach Waszyngtonu przeciw opieszałości polityków w obliczu kryzysu. I, co stało się towarzyszącym demonstracjom rytuałem, Fonda i wiele spośród towarzyszących jej osób opuszczało demonstracje w policyjnych kajdankach.

- Nie robię z siebie bohaterki, to prosta kalkulacja" - to zdanie gwiazda powtarzała już wiele razy, dodając: - Mój wiek i status dają nam zainteresowanie mediów w Ameryce i na całym świecie, którego potrzebuje ta sprawa.

Aresztowana na polecenie Nixona

Jane Fonda nie pierwszy raz wbija się cierniem w bok najpotężniejszych ludzi świata. W ciągu swojej trwającej już 70 lat kariery zasłynęła z aktywizmu w równym stopniu, co z aktorstwa. 

"Pierwszy raz aresztowano mnie pod zarzutem przemytu narkotyków z Kanady do USA" - wspominała. "Tak naprawdę to były witaminy, ale policjantowi w Cleveland nie robiło to różnicy. Twierdził, że ma polecenia z Białego Domu od Nixona". 

Był 1970 r., a aktorka zasłynęła jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy ruchu przeciwko wojnie w Wietnamie. "Lekcją, którą wyciągnęłam z tego incydentu jest to, jak potężnym narzędziem jest postawienie swoich ideałów naprzeciw maszynerii państwa. Pół wieku później to nadal działa". 

Protesty przeciw wojnie w Wietnamie przysporzyły jej wielu potężnych wrogów i sprawiły, że kontrowersje towarzyszyły jej przez dziesięciolecia. 

W 1972 r., jako jedna z setek aktywistów, działaczy praw człowieka i duchownych, odwiedziła Północny Wietnam, by zobaczyć, jak wygląda wojna z perspektywy przeciwników Ameryki. Wietnamskie władze oprowadzały wizytujące delegacje po cywilnych obiektach zniszczonych przez strategiczne bombardowania US Air Force. Drugiego dnia wizyty Fonda przysiadła - jak mówi nieświadomie - przy działku przeciwlotniczym. Zdjęcie obiegło świat, a przeciwnicy aktorki zaczęli nazywać ją pogardliwie "Hanoi Jane". 

Sama od lat powtarza, że wstydzi się zdjęcia, w które dała się wmanipulować, ale jest nadal dumna ze swojego sprzeciwu wobec wojny. 

Teraz nie ma mowy o manipulacji. Dumy, furii i przekonania o słuszności sprawy jest więcej, niż kiedykolwiek. 83-latka postanowiła do ostatniego tchu walczyć o coś, co uważa za absolutnie najważniejszą kwestię tego stulecia. 

"Antidotum na poczucie beznadziei jest zrobienie czegoś. Pytanie brzmi: czego?" - pisała w "The Guardian". "Zmiany w naszym stylu życia, takie jak rezygnacja z mięsa, z plastiku nie wystarczą, gdy czas nie stoi po naszej stronie. Musimy zajść dalej, szybciej. Zamiast zmieniać słomki i żarówki, musimy zmieniać politykę i polityków".

Jeśli ja mogę, to czemu nie ty?

Gwiazda podkreśla, że to kobiety będą odgrywać w tej walce kluczową rolę. Także starsze, tak jak ona, bo - jak twierdzi - kobiety z wiekiem tylko zyskują na odwadze. Choć ona nigdy nie mogła narzekać na jej brak. 

"Kobiety w większym stopniu odczuwają skutki kryzysu klimatycznego tak, jak bardziej odczuły skutki pandemii" - mówiła w wywiadzie dla magazynu "Mother Jones". "Kobiety są jednak socjalizowane w taki sposób, by myśleć kolektywnie. Rozumiemy co to znaczy polegać na sobie nawzajem. W całej historii polegałyśmy na sobie nawzajem w o wiele większym stopniu, niż mężczyźni". 

Jane Fonda liczy na to, że uda się jej zainspirować nowe pokolenie aktywistów. Niekoniecznie młodych. Twierdzi, że obywatelskie nieposłuszeństwo musi stać się nową normą. "Mam nadzieję, że ludzie zobaczą zdjęcia z mojego aresztowania i pomyślą: jeśli ta starsza pani tak może, to czemu nie ja?"

Okazji zapewne będzie jeszcze wiele, bo Jane Fonda nie ukrywa, że spodziewa się spędzić jeszcze niejedną noc w areszcie. Na szczęście lubi mortadelę.