Wilki pojawiły się niespodziewanie. Trzeba było użyć nadzwyczajnych środków
Otoczone kolczastym drutem, betonowymi płytami, szeroka blachą i specjalnie stawianymi strachami gospodarstwa we wsi Rafałówka w gminie Zabłudów wyglądają jak bunkry. W ten sposób mieszkańcy chcą zabezpieczyć swoje domy i zwierzęta przed... wilkami. Drapieżniki mocno dają się w kość tutejszym hodowcom. Rafałówkę odwiedził Marcin Szumowski.

Powiewające na wietrze czerwone fragmenty materiału i kolorowa czapka. Tak wygląda strach na wilki. Siedlisko, na którym żyje i gospodaruje Wanda Rakowska istnieje od ponad stu lat. Jak sama, mówi jeszcze trzy lata temu żyło się tutaj spokojnie i bezpiecznie. Wilki pojawiły się niespodziewanie.
Wilki na Podlasiu. Podchodzą coraz bliżej domów
Drapieżniki porwały cztery koźlęta. Od tej pory ich kilkukrotne wizyty stały się normą. Ostatnio próbowały się podkopać pod wybieg dla psów.
Wilki odwiedziły też hodowlę owiec Marka Kuźmicza. "Weszły od strony działek, działkowicz starał się je odstraszyć. One nic sobie nie robiły, weszły i zagryzły 18 owiec" - relacjonuje mężczyzna.
Później były kolejne ataki. Dziś gospodarstwo pana Marka przypomina prawdziwą twierdzę. "W drzwiach położone są betonowe płyty, drzwi drewniane obiliśmy do półtora metra blachą" - wylicza hodowca.
Podobne zabezpieczenie pojawiły się w gospodarstwie pani Wandy. Elektryczny pastuch otacza budynki. Strachy imitujące ludzi stoją przed lasem, a dom chronią silne reflektory.
Sygnały o wilkach grasujących w okolicy Zabłudowa otrzymują również leśnicy. Burmistrz Zabłudowa zareagował bardzo szybko i wystąpił do regionalnej dyrekcji ochrony środowiska o zgodę na płoszenie drapieżników. Działania zdaniem burmistrza są konieczne, bo wilki widziane były też przy domu dziecka.
"Z opisu wynikało, że dosłownie w godzinach jeszcze dziennych, tuż obok boiska widziane były wilki" - relacjonuje Adam Tomanek, burmistrz Zabłudowa. Samorządowiec chce wystąpić do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska o zgodę na odstrzał zwierząt.










