Baterie i akumulatory to tykająca bomba. Pożary mogą skończyć się fatalnie

Kiełczów i Stanowice - to dwie miejscowości, w których doszło do groźnych pożarów w tym roku. O przypadku płonącego składowiska niebezpiecznych odpadów pod Zieloną Górą mówiła cała Polska. A dlaczego inne, te z Kiełczowa i Stanowic, praktycznie nie wybrzmiały w mediach? Przecież tam też płonęły odpady niebezpieczne. I to bardzo niebezpieczne. Płonęły akumulatory i baterie.

Średnio każdego roku w naszym kraju zużywamy średnio 250 mln jednorazowych baterii różnego typu. Te najpopularniejsze, nazywane "paluszkami", stanowią 90 proc. całej masy odpadów baterii. Wraz z akumulatorami zaliczane są do odpadów niebezpiecznych, ze względu na materiały z jakich je wyprodukowano. 

Baterie w Polsce nie zawsze trafiają do recyklingu

Aż 22 proc. Polek i Polaków przyznaje się, że zdarzyło się im wyrzucić baterie do odpadów zmieszanych. Według danych statystycznych Unii Europejskiej w 2020 r. ok. 35 tys. ton baterii przenośnych wraz z odpadami komunalnymi trafiło na składowiska odpadów. 

Reklama

W przypadku akumulatorów samochodowych dane statystyczne na temat ich zużycia i przekazania do recyklingu są praktycznie nie do oszacowania na obecną chwilę. Dotychczas popularne akumulatory ołowiano-kwasowe technologicznie zastępowane są akumulatorami litowo-jonowymi. Szacunki zużycia opisujące dawne akumulatory nie są możliwe do określenia

Przed 2009 r. powszechną metodą pozbywania się tego rodzaju odpadów było wyrzucanie ich do pojemników na śmieci zmieszane lub deponowanie na dzikich wysypiskach. Należy zaznaczyć, że niepracujący akumulator ołowiowo-kwasowy, stale poddawany działaniom czynników pogodowych, zaczyna ulegać korozji w okresie od 20 do 40 lat. Wydłużenie czasu zależne jest od jego miejsca składowania. Zgromadzone pod zadaszeniem korodują wolniej. Wyrzucone na dzikie składowisko szybko pękają, a do środowiska przedostaje się cała toksyczna "chemia" zawarta w akumulatorze. 

Oszacowano, że w warunkach polskich masowy czas rozszczelniania akumulatorów i baterii przypadnie za ok. 10-14 lat. Koniecznie trzeba dodać, że Polska, wraz z silnie rozwijającym się rynkiem ogniw litowo-jonowych, wykorzystuje coraz więcej tego rodzaju akumulatorów, np. w samochodach elektrycznych. Nie bez znaczenia pozostaje również obrót panelami fotowoltaicznymi. Ale czy Polska ma opracowany i przyjęty szczegółowy program gospodarowania tego rodzaju ogniwami? Niestety nie.

Skażenie w razie pożaru baterii może być katastrofalne

Przyjęto, że jedna bateria guzikowa, taka jak np. w zegarku, ze względu na swój skład chemiczny może skazić aż 1 m3 gleby. Przyjęto również, że ta sama bateria po rozszczelnieniu truje chemicznie aż 400 litrów wody. To tyle, ile wypijamy w ciągu 6-7 miesięcy. Obliczono, że średnio w jednej tonie baterii "paluszków" znajduje się do 3 kilogramów rtęci, pół kilograma kadmu, a także około kilograma niklu i kilograma litu. 

Potencjalna możliwość odzyskania metali ciężkich i ponownego ich wykorzystania jest ogromna. Ale co się dzieje, jeśli ta ilość przedostanie się do środowiska? Rtęć, jak i kadm są pierwiastkami kumulowanymi w organizmach żywych. Ich stężenie w tkankach wzrasta wraz z czasem ekspozycji, jak również w kolejnych poziomach troficznych. Przede wszystkim odpowiadają za szereg różnego rodzaju mutacji materiału genetycznego, wzrostu przypadków wad płodu i częstszego pojawiania się chorób nowotworowych. 

Kadm odpowiada za niewydolność nerek, a rtęć m.in. za otępienie mózgowe i paraliż nerwów. W zdrowym organizmie kadm oznaczany jest w ilościach śladowych i nie stanowi on zagrożenia. Jednak ze względu na jego toksyczność opracowano wartości graniczne dla zdrowia człowieka. Ostre zatrucia kadmem pojawiają się u osób, które w ciągu godziny oddychały powietrzem zanieczyszczonym tym pierwiastkiem na poziomie 40-50 mg/dm3. Dawka śmiertelna mieści się w granicach od 300 do 3500 mg kadmu i zależna jest od ogólnej kondycji zdrowotnej człowieka.

Rtęć, kadm i ołów

Jak wskazały badania, stężenie kadmu w dymie z płonących składowisk akumulatorów i baterii może sięgać wartości nawet 10 000 mg/dm3 w centrum słupa dymu. Warto dodać, że tego rodzaju produkty spalania mają dużą zdolność przemieszczania się w powietrzu i skutki skażenia tym pierwiastkiem są odczuwalne do 40 kilometrów od epicentrum pożaru. Nawet jednokrotna ekspozycja na dym z płonących baterii i akumulatorów wywołuje zaburzenia w oddychaniu, zawroty głowy i mdłości

Badania dowiodły również, że czas od momentu wniknięcia toksycznej dawki kadmu do organizmu człowieka do uaktywnienia niewydolności nerek wynosi nawet 15 lat. A co się dzieje z "chemią" z akumulatorów ołowiowo-kwasowych? Wodny roztwór kwasu siarkowego o stężeniu 37 proc. zawarty w akumulatorze działa silnie odwadniająco na każdy żywy organizm. Jest drażniący, a przy dłuższej ekspozycji na opary prowadzi do paraliżu nerwów twarzowych i rozwoju licznych nowotworów związanych z błonami śluzowymi. 

I ołów. Sprawa skażenia ołowiem nadal jest aktualna. W 2019 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie wydał prawomocny wyrok skazujący dyrektora zakładu recyklingu akumulatorów w Korszach za dopuszczenie się skażenia powietrza, ziemi i wody ołowiem w promieniu 200 metrów od zakładu przetwarzającego akumulatory. Według ustaleń prokuratury emitowane zanieczyszczenia z ołowiem realnie mogły zagrozić zdrowiu okolicznych mieszkańców, a także mogły spowodować zniszczenia w świecie zwierząt w znacznym stopniu. Do dziś nie wiadomo, na jakie dawki ołowiu narażeni byli okoliczni mieszkańcy. Nie wiadomo również, czy skażenie nadal na nich nie oddziałuje.

Polskę będą trawić pożary baterii?

Przy obecnie przyjętych rozporządzeniach, aktach wykonawczych i nie w pełni rozpoznanym temacie z składowanymi akumulatorami i bateriami wraz z upływem czasu problem nabiera na znaczeniu. I to poważnie. Polskie prawo wyznacza szczegóły, w jaki sposób powinny być składowane tego rodzaju odpady i w jakim czasie należy poddać je recyklingowi. Niestety w obecnej sytuacji ekonomicznej i panujących przekonaniach gospodarowanie odpadami niebezpiecznymi staje się przedmiotem przepychanek politycznych, a nie realnym zajmowaniem się tykającą bombą ekologiczną. 

Ocena rynkowa recyklingu akumulatorów i baterii pokazała, że wskaźnik przetwarzania tych odpadów jest o 1,2 większy niż w przypadku zakupu nowych nośników energii. Nakładające się problemy z akumulatorami i bateriami w naszym kraju pozwalają wnioskować, że w ciągu kilku lat coraz częściej będzie dochodziło do pożarów tych odpadów, a tym samym przedostawania się do środowiska znacznych ilości trujących, toksycznych i rakotwórczych związków chemicznych pochodzących ze spalania.

Warto wspomnieć, że średni czas wypalania się pojedynczego akumulatora litowo-jonowego wynosi do 1,5 doby. Obecnie nie dysponujemy wystarczającym zapleczem technicznym i materiałowym do szybszego gaszenia tych akumulatorów. Powszechne jest stosowanie wody w celu chłodzenia, a temperatura wewnątrz płonącego akumulatora litowo-jonowego może wynosić nawet 650 st. C. 

Akumulatory ołowiowo-kwasowe płoną krócej. Jednak w porównaniu z poprzednimi powstające opary dymu przemieszczają się na dalsze odległości i trwalej skażają środowisko. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że zapotrzebowanie na akumulatory litowo-jonowe stale będzie rosło. Tym samym przy ograniczonym procesie recyklingu, zaistnieje większa potrzeba wydobycia tego pierwiastka, a tym samym większa degradacja środowiska naturalnego.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: baterie | akumulator
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy