Reklama

Koniec fotowoltaicznego eldorado? Eksperci: zbyt gwałtowna reforma przyhamuje rozwój

Rząd zapowiedział zmiany dotyczące prawa energetycznego. Planowana likwidacja upustów sprawi, że inwestowanie w fotowoltaikę od początku 2022 r. będzie mniej opłacalne. Eksperci zgadzają się, że samo urynkowienie fotowoltaiki jest koniecznie, ale zmiany - ich zdaniem - są zbyt gwałtowne.

Zapowiedziane zmiany sprawią, że gospodarstwa domowe, które zainwestują w fotowoltaikę od początku 2022 r., nadwyżki prądu sprzedadzą firmom zajmującym się handlem energią. Minimalna cena za taką sprzedaż będzie równa średniej cenie sprzedaży prądu na rynku konkurencyjnym (głównie giełdzie) w poprzednim kwartale. Dla ostatnich danych jest to kwota 256,22 zł/MWh. Kiedy jednak gospodarstwu będzie brakować prądu, będzie musiało ją odkupić po cenie rynkowej. W tym momencie wynosi ona 667 zł/MWh.

Reklama

Do tej pory było tak, że prosumenci nadwyżki wyprodukowanej energii oddawali do sieci, a kiedy ich panele nie wytwarzały prądu, mogli odebrać z sieci do 80 proc. oddanego wcześniej prądu za darmo. To system zwany net-meteringiem. 

Z wyliczeń Bartłomieja Derskiego z portalu Wysokie Napięcie wynika, że gospodarstwo domowe zużywające 4,5 MWh energii elektrycznej rocznie i posiadające instalację fotowoltaiczną o mocy 5,5 kW, straci na zmianach w sumie około tysiąca złotych rocznie.

Zbyt gwałtowne zmiany

- Problemem, jeśli chodzi o te zmiany, jest ich tempo. Rząd chce nagle całkowicie wycofać obecny wysoki opust i zmienić całkowicie zasady dla prosumentów. W ten sposób dojdzie do krótkoterminowego boomu inwestycyjnego przed wejściem w życie zmian, po czym nastąpi załamanie popytu i rynek będzie się po tym długo odbudowywał - mówi Zielonej Interii Aleksander Śniegocki, kierownik programu Energia, Klimat i Środowisko w instytucie WiseEuropa. 

Z drugiej strony Śniegocki podkreśla, że same zmiany są potrzebne. - System opustów był dobry na początkowym etapie rozwoju rynku, jako mocna i prosta zachęta do inwestycji, kiedy jeszcze nie było dużego zainteresowania fotowoltaiką, a jej koszty były znacznie wyższe. Kiedy rośnie jednak rola tej technologii w systemie, to tego rodzaju narzędzia wsparcia nie mogą być dłużej utrzymywane, bo zakłócają bodźce do efektywnej rozbudowy systemu - mówi Śniegocki dodając, że jeżeli chcemy zbudować system z wysokim udziałem OZE i źródeł rozproszonych, to nie możemy w nieskończoność udawać, że ta sama energia, którą fotowoltaika wytwarza latem, jest wykorzystywana zimą.

Według niego nowy model rynku, do którego mamy przejść jest niezbędny, by zrobić krok naprzód i zachęcić do inwestowania w magazynowanie czy inteligentny rozwój sieci, a obecny system po prostu nie daje do tego bodźców. Jak stwierdza ekspert, to, że wraz z rozwojem fotowoltaiki trzeba będzie wdrażać tego rodzaju zmiany, wynika z kształtu reformy rynku energii na poziomie całej Unii Europejskiej. To zmiana, która z prosumenta jako odbiorcy dotacji, robi docelowo pełnoprawnego uczestnika rynku. 

- Kluczowym problemem jest jednak to, że w ostatnich latach skumulowano za mocno wszystkie dotacje i preferencje dla prosumentów, a w tym momencie gwałtownie przecina się kluczowy element wsparcia. Rozsądniejsze byłoby rozpoczęcie stopniowego ograniczanie opustu na przykład z kwartału na kwartał, czy z półrocza na półrocze, już jakiś czas temu - mówi Śniegocki

Według niego wówczas wsparcie z programów takich, jak "Mój prąd", czy wprowadzenie ulgi termomodernizacyjnej łagodziłoby zmiany, a nie prowadziło do krótkotrwałego boomu inwestycyjnego. - Zresztą wciąż możliwe jest dostosowanie proponowanego tempa wycofywania opustów tak, by nie nastąpiło ono z dnia na dzień - konkluduje ekspert.

Wylanie dziecka z kąpielą

Bardziej surowy w ocenie reformy jest natomiast Paweł Czyżak, ekonomista i analityk danych fundacji Instrat. - Ta reforma jest wylaniem dziecka z kąpielą. Obecny system nie jest idealny, ale moim zdaniem rząd powtarza właśnie sytuację z energetyką wiatrową, w przypadku której najpierw mieliśmy także szybki rozwój, a potem nagłe zahamowanie ze względu na gwałtowną zmianę systemu. A mikroinstalacje fotowoltaiczne to jest tak naprawdę jedyna rzecz, która działa w Polsce, jeśli chodzi o OZE i nieco ratuje nasze beznadziejne osiągnięcia w innych obszarach celów klimatycznych - mówi Zielonej Interii.

Czyżak podkreśla, że faktem jest to, iż obecnie faworyzuje się małych prosumentów, ale zamiast nagle zmieniać cały system, należy powoli wprowadzać reformy w rozwiązaniach prawnych. 

- Gwałtowne zahamowanie mikroinstalacji, które może być efektem tej reformy, będzie bardzo złe w kontekście naszych celów klimatycznych. Urynkowienie fotowoltaiki prędzej czy później będzie potrzebne. Jednak urynkowienie powinno służyć celom klimatycznym. Celom, które wyznacza Unia Europejska, więc motywowanie przez rząd zapowiadanych zmian kwestią dostosowania się do unijnej polityki, wydaje mi się szczególnie kuriozalne. Zaproponowana reforma w obecnej formie stoi w opozycji do tych celów - mówi ekspert.

Według niego razem z urynkowieniem, które powinno być stopniowe, musi iść także silniejsze promowanie magazynów energii, takie jak w programie "Mój prąd". To pomogłoby rozwiązać kwestię tego, że dzisiaj dystrybutorzy energii muszą za darmo dostarczać usługę magazynowania prosumentom, co jest jedną z przyczyn zmian.

- Dlatego cały czas mam nadzieję, że zmiany zostaną złagodzone i rozłożone w czasie - stwierdza Czyżak.

Źródło: Zielona Interia, wysokienapiecie.pl

mcz

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy