Reklama

Plastik zanieczyszcza oceany, morza i rzeki na całym świecie, powodując ogromne szkody dla ekosystemów.  Szacuje się, że na świecie zalega już co najmniej 6 miliardów ton odpadów z tworzyw sztucznych. Oprócz zagrożenia dla środowiska, największym problemem dla ludzi mogą okazać się mikroplastiki. Tych, jak przekonali się ostatnio naukowcy, może być dużo więcej niż nam się do tej pory wydawało.

Badacze obliczyli, że kilogram piasku na plaży może zawierać około 60 cząsteczek mikroplastiku, a osady na dnie morza - nawet 300. Cząsteczki tworzyw sztucznych obecne są także w wodzie pitnej: z kranu oraz butelkowanej. Mówi o tym między innymi raport Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Dostają się one do wody z wielu źródeł: kanalizacji, rozkładających się opakowań, a nawet z oczyszczalni.

Mikroplastiki mogą zagrażać naszemu zdrowiu na wiele sposobów. Cząsteczki plastiku fizycznie uszkadzają organy wewnętrzne, są także źródłem szkodliwych chemikaliów. Na fragmentach tworzyw sztucznych tworzą się też biofilmy, czyli błony biologiczne złożone z bakterii i innych organizmów. Ze względu na ograniczoną liczbę badań ich potencjalna toksyczność dla ludzi nie została jeszcze całkowicie zidentyfikowana.

Butelki i dzbanki z plastiku też mogą nam szkodzić

Ostatnie badania wskazują także, że negatywny wpływ na ludzkie zdrowie mogą mieć butelki PET wyprodukowane z plastiku pochodzącego z recyklingu. Naukowcy zbadali, że z plastikowych butelek do przechowywanych w nich napojów dostaje się aż 150 różnych rodzajów chemikaliów. Osiemnaście z nich przekraczało stężenie dozwolone w przepisach.

Butelki z recyklingu wypadły pod kątem zanieczyszczeń gorzej niż opakowania z tzw. plastiku pierwotnego. Badacze podejrzewają, że jest to związane z niedopatrzeniami w procesie recyklingu tworzywa sztucznego i sugerują, aby przykładać do tego procesu większą uwagę lub w ogóle zrezygnować z plastikowych opakowań.

Jako alternatywę dla napojów w plastikowych butelkach często prezentuje się pojemniki wielorazowe. Duńscy naukowcy odkryli jednak, że pijąc z butelek i innych opakowań wielokrotnego użytku również jesteśmy narażeni na potencjalnie groźne chemikalia. Zagrożenie jest jeszcze większe, jeśli myjemy je w zmywarce.

Ekologiczną alternatywę dla jednorazowych butelek stanowią także dzbanki z filtrami do wody. One też mogą jednak potencjalnie nam zaszkodzić. Badania wykonane w oczyszczalniach wskazują, że filtry węglowe i odwróconej osmozy z czasem pogarszają jakość wody. Wynika to z tego, że filtry gromadzą bakterie, które potem namnażają się wewnątrz dzbanków.

Musimy zatrzymać pandemię plastiku

Z powodu coraz większego zużycia plastiku i jego potencjalnej szkodliwości dla ludzkiego zdrowia na całym świecie trwają prace, aby zatrzymać tę "pandemię". 

Zagrożenie odpadami z tworzyw sztucznych dostrzegła w ostatnim czasie nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych, która rozpoczęła prace nad traktatem plastikowym. Plan zaakceptowały wszystkie kraje członkowskie ONZ, ale nie zawiera on jeszcze konkretnych wytycznych. Te mają powstać dopiero w kolejnych miesiącach.

Pandemia koronawirusa pokazała, że plastik jest nam z jednej strony potrzebny - to materiał niezastąpiony na przykład jeśli chodzi o odzież ochronną dla medyków - ale także musimy zdecydowanie lepiej radzić sobie z jego zagospodarowaniem i recyklingiem. Sama epidemia COVID-19 spowodowała, że na świecie pojawiło się dodatkowo ponad 200 tys. ton śmieci, głównie z plastiku. A to dane obejmujące wyłącznie odpady medyczne ze szpitali, które, zgodnie z zasadami gospodarki odpadami, powinny trafić do spalarni. 

Jakub Wojajczyk