Reklama

​Nigel Farage - eurosceptyk, populista i... ekowojownik?

Od wielu lat był na obrzeżach brytyjskiej polityki. Choć podczas referendum ws. Brexitu odegrał kluczową rolę, to nie jest już czynnym politykiem. Teraz ma się zajmować kryzysem klimatycznym, w który wcześniej wątpił.

Nigela Farage’a ponoć się uwielbia albo się go nienawidzi. Krytycy zarzucają mu populizm, demagogię oraz niszczenie demokracji. Z kolei jego zwolennicy podkreślają, że to "facet z pubu". Ktoś, z kim faktycznie moglibyśmy porozmawiać przy piwie o polityce. Prostym językiem przez wiele lat krytykował Unię Europejską, balansując na granicy rasizmu i ksenofobii. Członkowie United Kingdom Independence Party często pozwalali sobie na politycznie niepoprawne komentarze. Farage odpowiadał na nie, rozkładając ręce i uśmiechając się: to nie moje słowa, ich pytajcie. 

Reklama

Po tym, jak Wielka Brytania zdecydowała się na wyjście z Unii, zapowiedział odejście z polityki. Wrócił do niej na krótko, z powodu przedłużających się negocjacji z Brukselą. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego jego partia zgarnęła najwięcej głosów. Mandat jednak stracił wraz z wyjściem Londynu ze Wspólnoty. W marcu po raz kolejny ogłosił, że odchodzi z polityki. Krótko potem poinformowano, że będzie doradzał holenderskiej firmie, która sadzi drzewa. I to ma być ponoć kolejna walka, którą Farage zamierza wygrać.

Holenderska Dutch Green Business (DBG) do 2030 r. chce zasadzić trzy biliony drzew. Takie przedsiębiorstwo może wydawać się nietypowym wyborem dla człowieka, który złośliwie komentował energię wiatrową, krytykował organizacje ekologiczne za "alarmizm klimatyczny" oraz zadeklarował wojnę przeciwko "agendzie woke" (to termin odnoszący się do świadomości zagadnień dotyczących sprawiedliwości społecznej i rasowej).

Farage przyjęcie stanowiska doradcy i rzecznika firmy wytłumaczył chęcią ochrony środowiska i natury, a nie tylko walki ze zmianami klimatycznymi, których jego zdaniem nauka całkowicie nie potwierdziła. - Myślę, że ludzie będą chcieli sadzić drzewa i poprawiać bioróżnorodność przez DGB, które jest dosyć sceptyczne wobec zmiany klimatu. Z drugiej strony są też ci, którzy są tym bardzo zaniepokojeni - powiedział Farage w rozmowie z agencją Reuters.

Architekt Brexitu podkreśla, że "jeżeli ich motywacje płyną bardziej z bioróżnorodności, niż zmiany klimatu, to co z tego?"

Wybór Farage’a na doradcę i rzecznika tłumaczy szef firmy, Selwyn Duijvestijn. Jego zdaniem ma to pomóc w dotarciu do tych ludzi, którzy do tej pory nie interesowali się sprawami natury. - Połowa ludzi uwielbia słuchać Grety Thunberg. Jednak jest jeszcze pozostałe 50 proc., na przykład pracownicy szybów naftowych w Teksasie. Oni raczej posłuchaliby Nigela - tłumaczy Duijvestijn.

- Jesteśmy zszokowani tym, że organizacja, która wydawałoby się, chce być wiarygodna, zatrudnia na rzecznika i doradcę kogoś, kto spowalniał działania klimatyczne, siejąc wątpliwości w sprawie faktów i powagi zmian klimatu - powiedziała Sarah Leugers, dyrektor biura ds. komunikacji Gold Standard, jednej z największych firm zajmujących się kompensacją emisji dwutlenku węgla. Z powodu zatrudnienia byłego polityka, firma South Pole zawiesiła współpracę z DGB.

© 2021 Reuters

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nigel Farage | bioróżnorodność | brexit

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje