Reklama

Realizują się czarne scenariusze podnoszenia poziomu mórz

Najgorsze scenariusze dotyczące wzrostu poziomu mórz zaczęły się już realizować - wynika z badania opublikowanego w magazynie "New Communications". To znaczy, że do końca wieku pod wodą może znaleźć się m.in. Gdańsk.

Naukowcy wykorzystali dane z lat 2007-2018, pochodzące ze zdjęć satelitarnych oraz ze 177 mareografów, czyli urządzeń automatycznie mierzących poziom wody. Na podstawie ich wskazań sprawdzali wiarygodność scenariuszy, jakie przed siedmioma laty opublikował Międzyrządowy Zespół do Zmian Klimatu. Skupiając się na koncentracji dwutlenku węgla w atmosferze (a nie jego poziomie emisji), zakładają one cztery możliwe ścieżki rozwoju sytuacji. Pierwszy, optymistyczny scenariusz zakłada, że do 2100 r. poziom mórz wzrośnie od 30 do 60 cm. Wedle najgorszego, poziom wody wzrośnie będzie wyższy nawet o dwa i pół metra.

Reklama

- W scenariuszu wysokich emisji gazów cieplarnianych, istnieje prawdopodobieństwo znacznego podniesienia się poziomu mórz, zwłaszcza po 2100 r. - mówi współautor badania John Church z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii. Zdaniem badaczy wyniki ich analizy wskazują z 90 proc. pewnością, że scenariusze podniesienia się poziomu wód na świecie sprawdzają się. I niestety, zrealizują się scenariusze najbardziej pesymistyczne.

Autorzy badania byli zaskoczeni tym, jak bardzo wyniki pokrywały się z prognozami. - Nasze analizy wskazują, że modele są zbliżone do obserwacji. To zwiększa naszą pewność, co do obecnych prognoz na najbliższe dekady - mówi prof. Church. 

Naukowiec dodaje jednak, że nie ma jeszcze całkowitej pewności co do prognoz długoterminowych i nadal nie jest do końca jasne, w jakim stopniu topnienie lodowców przyspieszy ocieplenie klimatu, bo to - zdaniem prof. Churcha - może jeszcze bardziej przyspieszyć podnoszenie poziomu mórz. 

Wzrost zaledwie o metr oznacza, że pod wodą znalazły by się Amsterdam, ale także m.in. Gdańsk i Elbląg. Morze wdarło by się się do Hongkongu, Tokio, czy Nowego Jorku. Proces zachodziłby stopniowo, jednak te miasta powoli przestałyby nadawać się do życia.

Można to obserwować już teraz na przykład w Indonezji. W zeszłym roku stolicę tego kraju nawiedziła kolejna powódź. Zginęło 66 osób, a 60 tys. musiało uciekać z domów. Poziom wody na ulicach metropolii sięgał nawet dwóch metrów. Była to najgorsza powódź w regionie od 2007 r. W związku z tym, że do powodzi dochodzi tam coraz częściej, dwa lata temu rząd Indonezji zdecydował o przeniesieniu stolicy z Dżakarty, która leży na wyspie Jawa, do Kalimantanu, na wyspie Borneo.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy