Pirat to najsmutniejszy lis w Polsce. Uratowano go z piekła

Aktywiści uratowali interwencyjnie chorego lisa, który był hodowany na fermie w Wielkopolsce. Na miejscu okazało się, że stan zwierzęcia jest bardzo zły - ledwo stał, a na głowie miał otwarte rany, po których chodziły robaki. Stowarzyszenie Otwarte Klatki powiadomiło prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami. "Widziałam w swoim życiu wiele lisów, ale ten jest zdecydowanie najsmutniejszy" - mówi jedna z aktywistek.

Aktywiści Stowarzyszenia Otwarte Klatki otrzymali zgłoszenie o złej sytuacji zwierząt na fermie w Smolicach (woj. wielkopolskie). Na miejscu okazało się, że jeden z lisów jest w krytycznym stanie. Z jego ucha widoczny był wyciek cuchnącej wydzieliny, jedno z oczu było zapadnięte - lis wyglądał jakby nie miał oka. Jego zachowanie również było martwiące: był apatyczny, osowiały i nie reagował na bodźce. 

Pięć lat w klatce

Lis został wywieziony z fermy w trybie interwencyjnym. Obecnie znajduje się w klinice weterynaryjnej we Wrocławiu. Wiadomo już, że zwierzę cierpi też na zwyrodnienie kręgosłupa i stawów, oraz ma podejrzenie nowotworu płuc. Zwierzę otrzymało imię Pirat.

Reklama

"Lekarz weterynarii ocenił wiek Pirata na pięć lat. To oznacza, że należał on do stada rozrodowego, które trzyma się w celu rozmnażania zwierząt. Rzadko jednak zdarza się spotkać lisa w tym wieku. Pirat spędził całe życie w ciasnej klatce, co odbiło się nie tylko na jego zdrowiu fizycznym, ale też na jego psychice. Widziałam w swoim życiu wiele lisów, ale ten jest zdecydowanie najsmutniejszy" - komentuje Bogna Wiltowska, Dyrektorka ds. Śledztw i Interwencji w Otwartych Klatkach.

Pirat jako lis rozpłodowy był trzymany w klatce z sezonu na sezon. Spędził kilka lat w zamknięciu, obserwując, jak inne zwierzęta z fermy giną na futro.  "Popadał w coraz większą apatię i rezygnację" - informuje organizacja.

Otwarte Klatki złożyły zawiadomienie do prokuratury w Krotoszynie o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.

Europa żegna fermy lisów

Lisy na fermach są zabijane co roku. Wiosną przychodzą na świat, a jesienią, po osiągnięciu odpowiedniego rozmiaru, zostają zabite. Już ponad 1,5 mln Europejczyków i Europejek opowiedziało się przeciwko hodowli zwierząt na futro. 

Niedawno rząd Litwy zdecydował o wprowadzeniu takiego zakazu. Ferm futrzarskich nie mają już Holandia, Włochy, Słowacja, Słowenia, Austria, Czechy, Wielka Brytania i Norwegia. Szwajcarzy i Niemcy nie mają zakazu, ale z powodu dużych wymogów dot. dobrostanu zwierząt, nie ma tu żadnych ferm. Coraz bliżej zakazu jest też Rumunia.

Hodowla lisów w Polsce. Będzie zmiana?

Liczba ferm futrzarskich, jak i zwierząt hodowanych na futro w Polsce maleje z każdym rokiem, ale w kraju na fermach nadal przetrzymywane są zwierzęta zabijane na potrzeby przemysłu.

W ramach akcji przedwyborczej #WyboryDlaZwierzat2023 większość partii demokratycznej opozycji poparła postulat zakazu hodowli zwierząt na futro. Niedawno poseł Paweł Suski z KO zapowiedział, że będzie to pierwsza zmiana w ochronie zwierząt, jaka zostanie wprowadzona w nowej kadencji.

"Mamy gotowy projekt zakazu hodowli zwierząt na futro, przygotowany przez posłankę Małgorzatę Tracz. Liczymy, że w nowej kadencji Sejmu będzie to jedna z pierwszych ustaw, która trafi do prac, bo każdy rok zwłoki, to miliony takich zwierząt jak Pirat, które cierpią i umierają w męczarniach" - mówi Bogna Wiltowska.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Lis | ochrona zwierząt | hodowla klatkowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy