Tur wymarł 400 lat temu. Tym bardziej zaskakujące było odkrycie w Azji

Ten film to zupełny unikat. Widać na nim całą grupę zwierząt podobnych do bydła albo bawołów. Kiedy jednak się bliżej przyjrzeć, okaże się że sylwetką przypominają one bardzo istotę, która od 400 lat nie istnieje - tura. Nawet samce są bardzo ciemne, prawie czarne i ich rogi zaginają się ku przodowi jak u turów. Film nakręcono jednak nie w Europie, ale w Kambodży.

Nosi tytuł "Wild Cattle of Cambodia" czyli "Dzikie bydło z Kambodży", a powstał w 1957 roku na podstawie materiału zebranego w Azji przez Charlesa Heizera Whartona z Cornell University. W 1951 roku zorganizował on wyprawę do Indochin, by sfilmować tam i zbadać przyrodę tego regionu. Interesowało go zwłaszcza dzikie bydło żyjące w południowej Azji jako ostatni przodkowie i krewniacy naszych domowych krów.

Charles H. Wharton sfilmował bawoły arni, bantengi i gaury, co było nie aż tak trudne. Na jego filmie znalazł się jednak jeszcze jeden krewniak domowego bydła, o którym krążyły dotąd jedynie mity i opowieści. Miał mieszkać na terenach północnej Kambodży i tam Wharton specjalnie wybrał się, by go sfilmować. Mówiono o tym zwierzęciu, że wygląda jak tur, ma tak samo jak on zakrzywione ku przodowi rogi i nawet samce są ciemne, prawie czarne.

Reklama

No tak, ale tur przecież wymarł 400 lat temu. Ostatni osobnik padł w Polsce, w Puszczy Jaktorowskiej w 1627 roku. Skąd miałby się wziąć po drugiej stronie świata, w Kambodży? Charles Wharton napotkał jednak całe stado takich zwierząt w kambodżańskim lesie i nakręcił je. Oto ten unikalny film:

To jedyne zdjęcia pokazujące nieznany gatunek na filmie. Poza nim zachowało się nieco starych zdjęć, w tym niestety wiele, na których zwierz leży już martwy, powalony przez myśliwych. Wharton nagrał go żywego i oświadczył dumnie:

Kambodża do II wojny światowej była częścią francuskich Indochin. W 1937 roku francuski biolog Achille Urbain przebywał w tej kolonii i to w jego ręce trafił młody osobnik zwierzęcia nazywanego przez Khmerów "kuprej" czyli "wół leśny". Złapano go w prowincji Preah Vihear. A że Francuz był dyrektorem paryskiego zoo, zwierzę trafiło tam i przez jakiś czas mieszkańcy Paryża mogli je oglądać.

Kuprej wyglądał jak szczupły tur

Szczęśliwcy, nie każdy mógł to o sobie powiedzieć. Wyprawa Whartona w 1951 roku ruszała już po zwierzę niemal mityczne, o którym więcej słyszano, a mniej je widziano. A gra była warta świeczki, bo kuprej jak żaden inny współczesny krewniak bydła domowego nie przypominał tura. I nie był żadną hybryda, mieszkanką w stylu niemieckiego bydła Hecka. To był prawdziwy, nowy gatunek wyglądający niemal jak skóra i rogi zdjęte tura.

Tyle, że od niego mniejszy i inaczej się zachowujący.

Kuprej sprawiał bowiem wrażenie tura po diecie odchudzającej. Zgrabny, wiotki, wręcz smukły stanowił ciekawą alternatywę dla dawnego, masywnego tura. Zachowaniem bardziej przypominał antylopę niż bawoła. Chociaż widywano go i sfilmowano na brzegu lasu, to jednak jego środowiskiem były raczej tereny otwarte np. kambodżańskie sawanny, polany. Do lasu wchodził, by się ochłodzić. 

Badanie tych zwierząt nie było łatwe, bowiem niezwykle trudno było je zaobserwować w naturze. Trzeba było dedukować. Dostrzeżono np. stępione końcówki rogów tych zwierząt. A że kuprej miał rogi niczym tur kierowane ku przodowi, okazało się że używa ich jako narzędzia. Drąży nimi np. dołki w glebie w poszukiwaniu wody i surowców mineralnych. Tworzą w ten sposób lizawki mineralne, bardzo dla nich ważne. Kto wie, czy tury nie robiły podobnie.

Dowiedzieliśmy się też, że zwierzęta zmieniały kolor. Nie tylko byki, które z wiekiem ciemniały aż niemal po czerń. Cielęta rodziły się wręcz czerwonawe i potem traciły ten kolor. Możliwe, że barwa młodych miała znaczenie sygnalizacyjne w stadzie.

Podejrzewano, że kupreje były jakąś odmianą bantengów albo ich hybrydą z zebu, ale badania genetyczne to wykluczyły. W 2021 roku ponad wszelką wątpliwość udało się dowieść, że kuprej to odrębny gatunek dzikiego bydła, który niegdyś mieszkał na rozleglejszych terenach Indochin, a szczątki jego przodków znajdowano nawet w Chinach. Z czasem zachował się tylko na niedużym skrawku Indochin jako niezwykły unikat.

Nie był bantengiem, gaurem, żadną hybrydą, ale był w stanie mieszać się z tymi gatunkami, w wyniku czego powstawały hybrydy kupreja z nimi. To o tyle istotne, że niewykluczone, iż to jedyna pozostałość po tym wspaniałym ssaku.

Gdy patrzy się na film Charlesa Whartona z lat pięćdziesiątych, aż zazdrość bierze. Amerykanin miał okazję na własne oczy widzieć całe stado tych zwierząt. My nie mamy już na to szans. Jeszcze w latach siedemdziesiątych pojawiały się zdjęcia kuprejów zabitych przez myśliwych, a w 1990 roku szacowano liczebność tych zwierząt na dwieście sztuk, z czego połowa w Kambodży, reszta w Laosie i nieliczne osobniki w Wietnamie. Wielu naukowców uważa, że już wtedy były to szacunki zawyżone.

Kłusownictwo, utrata siedlisk, zamiana polan i sawann w pola, wreszcie rządy Pol Pota w Kambodży, podczas których upadł cały przygotowany w latach sześćdziesiątych plan ochrony kupreja przyczyniły się do zagłady. W każdym razie od końca lat osiemdziesiątych nie widziano go już na wolności.

W 2011 roku w Kambodży zamontowano fotopułapki, które też nie przyniosły dowodów na to, że zwierzę istnieje. Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody z 2008 roku wymienia kupreja jako krytycznie zagrożony i prawdopodobnie wymarły. W 2022 roku ruszyła do Kambodży jeszcze jedna wyprawa, by przeszukać dawne środowiska zwierzęcia. I też nic.

Cuda się zdarzają i "efekt Łazarza" czasem zaskakuje przyrodników, ale wiele wskazuje na to, że kuprej podzielił los swego krewniaka, którego tak przypominał. Wymarł tak jak tur.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Kambodża | wymarłe gatunki
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy