W muzeum Iwana Pawłowa w rosyjskim Riazaniu wypchany pies ma na pysku nacięcie, do którego podłączono fiolkę na ślinę. To umożliwiało badanie jego gruczołów. W ten sposób badano tzw. odruch Pawłowa. Sukces rosyjskiego naukowca na tyle zrewolucjonizował biologię, że w 1904 r. otrzymał Nagrodę Nobla z medycyny. 

Testy na zwierzętach to temat, który od lat rozgrzewa emocje. Z jednej strony są naukowcy, którzy mówią, że bez takich eksperymentów nie byłoby leków. Obrońcy praw zwierząt domagają się większej kontroli nad testami, ograniczenia cierpienia zwierząt albo w ogóle zakazu wykorzystywania ich. 

Testowanie po polsku

W 2019 r. przeprowadzono w Polsce testy na 143 tys. zwierząt. Ponad dwie trzecie z nich na myszach i szczurach. Na każde takie badanie, zgodnie z prawem, powinna być zgoda komisji etycznej. Zdaniem naukowców, otrzymanie jej jest trudne. - Ilość obowiązkowych szkoleń, cyklicznie odnawialnych zezwoleń, niezbędnych formularzy i ocen komisji etycznej do planowania i przeprowadzenia doświadczeń na zwierzętach jest większa niż te do badań psychologicznych na ludziach. Szybciej dostaniemy zgodę na eksperyment psychologiczny na dziecku, co już samo w sobie uchodzi za ekstremalnie trudne, niż na podanie zastrzyku myszy – mówi dr Paweł Boguszewski, kierownik Pracowni Metod Behawioralnych, Instytut Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN.

Z tym zdaniem nie zgadza się Anna Plaszczyk z fundacji Viva!: - W przypadku jednego z postępowań, gdzie fundacja była stroną, wnioskodawca dostał zgodę na testy na 1,3 tys. szczurów. Chodziło o bardzo poważne operacje. Po odwołaniu do Krajowej Komisji Etycznej, to pozwolenie zostało cofnięte. Uzyskanie zgody nie jest takie trudne, nawet na doświadczenie, które jest niezgodne z przepisami. 


Naukowcy, z którymi rozmawialiśmy, utrzymują, że mamy jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów w Europie dotyczące ochrony zwierząt w doświadczeniach eksperymentalnych. Jednocześnie coraz częściej odstępuje się od nich dzięki rozwojem technologii. Na razie nie ma jednak możliwości całkowitego wykluczenia zwierząt. - Stosujemy szeroki arsenał metod, którymi możemy zastępować część badań na nimi. To m.in. hodowle tkankowe, organoidy czy metody in silico (badania za pomocą symulacji komputerowych). Ale dopóki biologia nas zaskakuje, dopóty nie da się eksperymentów na zwierzętach zredukować do zera – mówi dr Boguszewski.

W przypadku testów leków, zwierzęta zazwyczaj muszą być uśmiercane, aby można było zbadać wpływ środków farmakologicznych na ich tkanki i narządy. W przypadku testów behawioralnych - takich, gdzie obserwujemy zachowanie się zwierząt, np badania śmiechu u szczurów -  zwierzęta żyją i mogą być oddane do adopcji.

Zmiany w prawie

Nad badaniami w Polsce czuwa Krajowa Komisja Etyczna, której lokalne oddziały mają kontrolę nad tym, jakie testy można prowadzić. Członkami komisji są lekarze, naukowcy, prawnicy, etycy oraz obrońcy praw zwierząt.

Ci ostatni alarmują: rząd chce wykluczyć organizacje pozarządowe z procesu wydawania decyzji. W nowelizacji ustawy o prawach zwierząt, wyłączony jest art. 31 kodeksu postępowania administracyjnego. Zezwala on organizacjom pozarządowym, jak stowarzyszenia obrony praw zwierząt, na bycie stroną podczas rozpatrywania wniosku o wydanie zgody na testy na zwierzętach.

Ministerstwo Edukacji i Nauki wyjaśnia, że zmiany są konieczne. - Możliwość udziału organizacji (…) budzi poważne kontrowersje z uwagi na ryzyko ujawnienia danych chronionych prawami własności intelektualnej i związane z tym narażenie badaczy na ujemne konsekwencje – mówi Zielonej Interii Anna Ostrowska, rzeczniczka prasowa resortu. Jak dodaje, wniosek o dopuszczenie organizacji do udziału w postępowaniu składali członkowie komisji, którzy jednocześnie byli członkami tych organizacji i ją reprezentowali.

- Jest szalenie interesujące, że ministerstwo widzi konflikt interesów w przypadku członków komisji, którzy jednocześnie reprezentują organizacje społeczne, a nie widzi konfliktu, kiedy naukowcy rozpatrują wniosek badaczy ze swojej uczelni – podkreśla Anna Plaszczyk z fundacji Viva! Na pytanie, czy wówczas członkowie wyłączają się z prac komisji, tak jak robią to ich koledzy podczas reprezentowania stowarzyszeń praw zwierząt, Plaszczyk odmawia odpowiedzi. Jak tłumaczy, obowiązuje ją tajemnica procedowania wniosków.

Resort proponuje jednak rozwiązanie. - W sytuacjach, gdy trzech członków komisji będzie zgłaszało zastrzeżenia i sformułuje zdanie odrębne od uchwały lokalnej komisji, zainicjowana zostanie procedura weryfikacji takiej uchwały przez Krajową Komisję Etyczną do Spraw Doświadczeń na Zwierzętach – pisze Ostrowska.

Organizacji pozarządowych taki zapis jednak nie satysfakcjonuje. – To iluzoryczne rozwiązanie. Członkami komisji z ramienia stowarzyszeń broniących praw zwierząt zostają osoby, których organizacje zrzeszają naukowców przeprowadzających testy. Ułatwia im to prosty zapis w statucie stowarzyszenia. Z tego powodu uzyskanie poparcia trzech osób staje się niemożliwe.

Znika także ścieżka prawna. Zdaniem organizacji obrońców praw zwierząt, nowelizacja ustawy uniemożliwia odwołanie się od uchwały komisji do sądu, co obecnie jest możliwe.

Krzyk małp

W 2019 r. media obiegło nagranie ze znajdującego się niedaleko Hamburgu laboratorium. Na nim było widać małpy, których szyje unieruchomiono metalowymi obręczami. Na nagraniu słychać było krzyk cierpiących zwierząt. Ukryta kamera zarejestrowała także wycieńczone psy, które leżały na zakrwawionej posadzce. Laboratorium zamknięto w lutym 2020 r. po protestach organizacji obrońców praw zwierząt. Pół roku później sąd wydał zgodę na jego powtórne otwarcie jednak pod warunkiem, że błędy zostaną naprawione.

Na świecie co roku testom medycznym i naukowym poddawane jest około 100 mln zwierząt.  Najwięcej, bo aż 80 mln, w Stanach Zjednoczonych. W Unii Europejskiej od kilkunastu lat zakazane są testy na zwierzętach do celów przemysłu kosmetycznego. Nie wolno także sprzedawać kosmetyków, które powstały w ten sposób.