Reklama

Betonoza w Leżajsku. Władze miasta: "O gustach się nie dyskutuje"

Kolejne miasto znalazło się w ogniu krytyki po tym, gdy szumnie zapowiadana rewitalizacja okazała się być następnym przykładem „betonozy”. Tym razem chodzi o Leżajsk, gdzie za 14 milionów złotych z rynku usunięto drzewa, a w zamian plac pokryto granitowymi płytami. Grozi to niebezpiecznie wysokimi temperaturami oraz zatrzymywaniem wody. „O gustach się nie dyskutuje” – odpowiada mieszkańcom zastępca burmistrza Leżajska.

Pomysł na przebudowę rynku w Leżajsku pojawił się kilka lat temu. Władze miasta poinformowały o niej w internecie w 2019 roku, gdy powstały wizualizacje zmian. Już wtedy spotkały się one z krytyką mieszkańców. Pod wpisem burmistrza pokazującym plany co do "rewitalizacji" zawrzało.

"Czy w dobie coraz dłuższych fal upałów wycinanie zielonych skwerów w celu budowy pustych, betonowych placów to dobry pomysł?" - pytała jedna z komentujących. "Wszystkie wybetonowane place w dużych miastach są puste" - zauważyła inna.

Cały projekt rewitalizacji składał się z trzech elementów: przebudowy zabytkowej wieży, zagospodarowania placu przed miejskim centrum kultury i właśnie remontu płyty rynku. Zasadniczą częścią prac miała być całkowita wymiana nawierzchni.

Reklama

Rewitalizacja po polsku

Remont rynku zakończył się na przełomie maja i czerwca tego roku. Asfalt wymieniono na granit, powstały nowe miejsca parkingowe i oświetlenie. Pojawiły się także ławki i fontanny. Mimo że nie zapomniano o nowych nasadzeniach, to w czasie remontu z rynku usunięto niemal wszystkie drzewa.

Mieszkańcy nie szczędzą słów krytyki co do tego, jak przebiegła rewitalizacja. Mówią, że jest za dużo betonu, a za mało zieleni.

Burmistrz Leżajska Ireneusz Stefański na krytykę odpowiada, zasłaniając się opinią konserwatora zabytków. Miał on stwierdzić, że drzewa mogą rosnąć tylko w części rynku. Reszta musi pozostać odsłonięta, aby należycie eksponować elewacje zabytkowych kamienic. Dlatego przed nimi mogą stać co najwyżej niskie rośliny.

- Konserwator prezentuje podejście, które nie ma nic wspólnego z realną troską o zabytki - ocenia Jan Mencwel, autor książki "Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta". - Jest to nie tylko szkodliwe, ale wręcz groźne dla życia i zdrowia ludzi. Tworzenie takich betonowych "patelni" przy takich upałach, jakie mamy teraz, sprawia, że te przestrzenie nie tyle odrzucają wszystkich, co przebywanie w takich miejscach może być po prostu groźne dla zdrowia - zauważa aktywista w rozmowie z Zieloną Interią.

Władze Leżajska odpowiadają na zarzuty o betonozę

Cała trzyetapowa rewitalizacja kosztowała 14 milionów złotych, z czego dziewięć stanowiło dofinansowanie. Niestety nie ma co liczyć na to, że na placu pojawi się więcej drzew lub zieleni. Unijna dotacja sprawia, że na rynku w Leżajsku nie będzie można wprowadzić żadnych dużych zmian przez następne pięć lat, bo obowiązuje tzw. okres trwałości projektu - tłumaczą władze miasta.

Przedstawiciele profilu "Leżajsk Info" na Facebooku zapytali wiceburmistrza Andrzeja Janasa o to, czy mieszkańcy zgłaszają swoje niezadowolenie związane z nowym wyglądem rynku. "Nie zgłaszają, ale nawet gdyby, to przecież wszystko mieści się w konwencji de gustibus non est disputandum (o gustach się nie dyskutuje)" - miał odpowiedzieć wiceburmistrz Leżajska.

"Na wiosnę trzeba będzie skorygować to i owo, nie wszystkie bowiem roboty (także z powodów pogodowych) udało się wykonać w oczekiwanej jakości" - napisał Andrzej Janas w biuletynie miejskim. "Dzisiejsze złośliwości jednych i towarzyszący im rechot drugich przeminą. Pozostanie to, co trwałe" - dodaje samorządowiec.

Leżajsk. Jeśli nie beton, to co?

Jan Mencwel zdecydował się przyznać burmistrzowi Ireneuszowi Stefańskiemu symboliczny tytuł "Beton roku". - Uważam, że wyjątkowo się przyczynił do betonozy w swoim mieście - wyjaśnia aktywista w rozmowie z Zieloną Interią. - Część burmistrzów zrozumiała już, że wycinanie drzew pod pretekstem rewitalizacji to nie jest dobry pomysł, ale pan Stefański cały czas tkwi w tym sposobie myślenia.

Pozbawianie przestrzeni miejskiej zieleni i zalewanie jej betonem mści się przede wszystkim podczas upałów. Tam, gdzie nie ma dorosłych drzew temperatura może być o nawet 15-20 stopni Celsjusza wyższa niż w cieniu.

- Mówimy też o średniej temperaturze w całym mieście. Jeżeli w centrum miasta będziemy mieli mało drzew - nie tylko na placach, ale też przy ulicach, w podwórkach i innych miejscach - to średnia temperatura w centrum miasta będzie wyższa nawet o 10 stopni niż na obrzeżach - wyjaśnia Jan Mencwel. Jest to efekt tzw. miejskich wysp ciepła.

Negatywne skutki usuwania zieleni na rzecz nawierzchni betonowych czy asfaltowych widać nie tylko podczas upałów, ale także ulewnych deszczy. - To bardzo obniża retencję wody. Każda taka przestrzeń zwiększa ryzyko zalania w przypadku nawalnego deszczu. Każde drzewo jest gąbką, która pochłania wodę - podkreśla autor książki "Betonoza".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy