Reklama

Komisja Europejska przedstawia plan uniezależnienia Europy od rosyjskich surowców

KE chce, aby zależność od rosyjskiego gazu spadła o dwie trzecie w ciągu roku, między innymi w wyniku dywersyfikacji dostaw gazu, szybkiej rozbudowy źródeł odnawialnych i wzrostowi efektywności energetycznej.

Plan ma pozwolić KE na odejście od spalania rosyjskich paliw kopalnych "na długo przed rokiem 2030 rokiem".

Komisja proponuje również, aby państwa członkowskie UE opodatkowały zyski, jakie firmy energetyczne osiągnęły dzięki ostatnim zwyżkom cen gazu i zainwestowały te pieniądze w energię odnawialną i renowację budynków. W krótkim terminie KE proponuje zwiększenie importu LNG, m.in. z Kataru. Do kwietnia Komisja zamierza również przedstawić wniosek legislacyjny, zgodnie z którym do dnia 1 października każdego roku podziemne magazyny gazu w całej UE muszą być napełnione w co najmniej 90 proc.

Reklama

Według Międzynarodowej Agencji Energii, dostawy z Rosji odpowiadają za 45 proc. importu gazu do UE. Obniżenie zależności od Rosji w krótkim okresie będzie olbrzymim przedsięwzięciem.

Przyspieszyć OZE

Komisja stwierdza, że przyspieszenie transformacji w stronę zielonej energii jest sprawą nadrzędną.

"Nadszedł czas, abyśmy zajęli się naszymi słabymi punktami i szybko stali się bardziej niezależni w wyborze źródeł energii. Postawmy na energię odnawialną w błyskawicznym tempie. Odnawialne źródła energii są tanim, czystym i potencjalnie niewyczerpanym źródłem energii, a zamiast finansować przemysł paliw kopalnych w innych krajach, tworzą miejsca pracy tutaj. Wojna Putina w Ukrainie dowodzi, jak pilne jest przyspieszenie procesu przechodzenia na czystą energię" - powiedział wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans.

Według Zofii Wetmańskiej, starszej analityczki ds. taksonomii z Climate Bonds Initiative, "przedstawiony przez Komisję Europejską plan na uniezależnienie się od rosyjskiego gazu jeszcze kilka lat temu wydawałby się niemożliwy do zrealizowania, ale teraz nabiera realnych kształtów".

"O ile Polska już od dawna, wraz z coraz ambitniejszą polityką klimatyczno-energetyczną UE, powinna była wejść na ścieżkę systemowego porzucania paliw kopalnych, to teraz, w dobie wojny, taki krok to nie tylko mądry ekonomiczny wybór, lecz społeczny obowiązek" - mówi analityczka i dodaje, że "obecny kryzys kładzie kres myśleniu o gazie jako paliwie przejściowym, co jasno wynika z planu Komisji". 

Ropa problemem

Według niektórych analityków w opublikowanym przez KE zarysie planu brakuje jednak jasnego planu działania, który umożliwiłby podjęcie działań na taką skalę, jakiej wymaga kryzys. Dotyczy to także ropy naftowej, zużywanej przede wszystkim w transporcie. Unia zaspokaja importem aż 97 proc. swojego zapotrzebowania na ten surowiec. 

Duża część pochodzi z Rosji - Transport & Environment szacuje, że wspólnota wysyła Putinowi 285 mln euro dziennie. Ceny wciąż rosną, a według niektórych analiz możemy być świadkami czwartego kryzysu naftowego. Wielka Brytania i USA są bliskie zatrzymania importu ropy z Rosji.

"Strategia bezpieczeństwa energetycznego, która nie uwzględnia ropy, nie jest warta papieru, na którym została napisana. Kwestia gazu jest zrozumiała, ale to ropa finansuje wojny Putina. Przy cenach zbliżonych do 2 euro za litr każdego dnia wysyłamy ćwierć miliarda euro do reżimu Putina. Możemy z tym skończyć. Dlaczego tego nie robimy?" - skomentował plan William Todts, dyrektor Transport & Environment. 

Unijni liderzy odniosą się do propozycji Komisji na specjalnym spotkaniu Rady Europejskiej zaplanowanym na czwartek i piątek (10-11 marca).

"Mam nadzieję, że podczas Rady Europejskiej europejscy przywódcy podejmą działania ograniczające import ropy z Rosji. Dziś ceny tego surowca biją rekordy. Nasze uzależnienie od tego surowca i tego źródła być może jest tak wielkie, że zakaz importu okazałby się zbyt trudny dla naszego normalnego funkcjonowania, ale najmniej, co europejscy przywódcy powinni zrobić, to wprowadzić cła importowe, dzięki czemu obniżymy chociaż marżę, jaką na eksporcie ropy mają jej rosyjscy producenci" - stwierdził Marcin Korolec, dyrektor Instytutu Zielonej Gospodarki, były minister środowiska i prezydent COP19.
oprac. Mateusz Czerniak

Źródło: materiały prasowe, Komisja Europejska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy