Reklama

​Podtopienia i powodzie. Nowa polska rzeczywistość

W Polsce z powodu podtopień w ostatnich tygodniach tysiące razy interweniowała staż pożarna. Naukowcy nie mają złudzeń: będzie do tego dochodzić coraz częściej.

W Krakowie wezbrana Wisła zalała bulwary. Prezydent miasta Jacek Majchrowski ogłosił pogotowie przeciwpowodziowe. Z kolei w Oświęcimiu rzeka Soła przekroczyła poziom pięciu metrów. W mieście ogłoszono alarm przeciwpowodziowy. Tym razem w obu miastach podtopienia były lokalne i nie wyrządziły większych szkód. W krakowskim Bieżanowie udało się powstrzymać powódź dzięki wałom z worków z piaskiem. To lekcja wyciągnięta z sytuacji przed kilkoma tygodniami. Wówczas woda podeszła na tyle wysoko, że mieszkańców trzeba było ewakuować z domów łodziami. 

W Mysłowicach woda z rzeki Przemszy przelała się przez wał. Podtopione zostały budynki mieszkalne i zakłady pracy. Osunęły się skarpy przy autostradzie A4.  

Reklama

Wystarczy kilkadziesiąt minut intensywnej ulewy. Poziom wody w lokalnych rzekach i zbiornikach wodnych gwałtownie się podnosi. Zalać okolicę może nawet strumyk, który zazwyczaj ma kilka, kilkanaście centymetrów głębokości. Zatykają się studzienki kanalizacyjne, podtapiane są ulice i główne arterie miast. Woda wpływa także to piwnic, niszcząc dobytek. 

Po pierwsze retencja

Zdaniem naukowców retencja jest kluczowa, a dbać o nią należy zwłaszcza w czasie suszy. Woda powinna być jak najdłużej zatrzymywana w lokalnym środowisku. Można to osiągnąć poprzez pozostawienie terenów zielonych, jak trawniki, czy parki. Dodatkowo można przeznaczać część gruntów na rozlewiska, tak aby woda miała gdzie bezpiecznie ujść.

- Przeważa taki sposób myślenia, że nadmiaru wody musimy się pozbyć. Z drugiej strony, jeżeli tak rozumiemy, to patrząc z perspektywy zmiany klimatu, pozbywamy się szansy na zatrzymanie wody w krajobrazie, która później może być wykorzystana do nawadniania czy poprawy mikroklimatu - tłumaczy nam klimatolog prof. Bogdan Chojnicki z Pracowni Bioklimatologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Z powodu ocieplenia klimatu, ekstremalne zjawiska pogodowe stają się coraz bardziej intensywne. Zdaniem prof. Chojnickiego, jeżeli nie zastosuje się metod retencji, "to takie sytuacje będą się powtarzać".

Adaptacja klimatyczna

Poza redukcją emisji gazów cieplarnianych, która napędza kryzys klimatyczny, możemy także zaadaptować nasze otoczenie do zmieniającego się klimatu, oraz przywrócić część przestrzeni, którą zabraliśmy naturze. Postępująca w Polsce betonoza, czyli zastępowanie parków i trawników betonem i kostką, nie tylko wycięła wiele drzew, ale i zlikwidowała dużo zielonych przestrzeni, szczególnie w miastach.Betonując bądź brukując place, zabraliśmy miejsca retencji wody. Ta utrzymywałaby się np. w trawnikach, czy korzeniach drzew. 

Z niedawno opublikowanych badań amerykańskich naukowców wynika, że różnicę mogą robić nawet pojedyncze drzewa. Dzięki nim nie tylko możemy magazynować więcej wody, ale i obniżać temperaturę w mieście, co dodatkowo wpływa na nasze samopoczucie. - Bardzo mocno porządkujemy krajobraz wokół nas. Jednak robimy to pod nasze potrzeby. Chodzi o uszczelnienie powierzchni. Każdy trawnik, czy inna nietknięta powierzchnia to potencjalna gąbka, która zatrzymuje wodę. My wolimy betonować i kłaść chodniki. Biorąc pod uwagę podtopienia, możemy zapytać: czy to jest mądre? Nie za bardzo - mówi prof. Chojnicki.

Działania państwa

Poprawa lokalnych zasobów wody jest jednym z celów, jakie ma przed sobą Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. To instytucja, która odpowiada w Polsce za gospodarkę wodną. Wśród jej priorytetów, jest tzw. mała retencja. "Pozwala nam zatrzymać lub spowolnić spływ wód, dbając przy tym o rozwój środowiska naturalnego. To zestaw wielu różnorodnych działań, które przynoszą wymierne korzyści zarówno dla ludzi, jak i przyrody. Budowa niewielkich zbiorników, oczek wodnych i stawów, zadrzewianie, renaturyzacja małych rzek oraz ochrona terenów podmokłych - to działania lokalne, które realizujemy i wspieramy. W połączeniu z inwestycjami z zakresu dużej retencji są skutecznym narzędziem w przeciwdziałaniu skutkom suszy i powodzi" - czytamy na stronie instytucji.

Zdaniem prof. Chojnickiego, retencja powinna być w naszym kraju strategiczną kwestią. Jednak zmian nie będzie można dokonać bez czynnego wkładu obywateli. - Tutaj potrzebna jest edukacja. Gdy mamy do wyboru wybrukowaną i wolną powierzchnię, to wolimy tę pierwszą. Myślenie w sposób zrównoważony to myślenie długoterminowe. Nie chodzi o pompowanie wody tam, gdzie jej nie ma. Chodzi o lokalne podejście, o każde miejsce, w którym możemy wodę wychwytywać. Ale do tego potrzebna jest zmiana mentalności - tłumaczy klimatolog. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy