Reklama

Niepokojące zmiany na Atlantyku. Mogą całkiem zdestabilizować klimat

Delikatny system utrzymujący w Europie stabilny, umiarkowny klimat jest bliski załamania. Naukowcy badający Ocean Atlantycki odkryli, że układ oceanicznych prądów morskich, bezpośrednio wpływających na naszą pogodę, jest najsłabszy od tysiąclecia.

Atlantyckie prądy morskie, nazywane zbiorczo atlantycką południkową cyrkulacją termohalinową (AMOC), to jeden z największych na świecie systemów kształtujących klimat. Przenoszą ciepłą wodę z Zatoki Meksykańskiej na północny Atlantyk. Tam ochładza się ona i staje bardziej słona, po czym - na północ od Islandii - opada na dno. Następnie zimna woda płynie na południe, gdzie ponownie się nagrzewa. Prądom morskim towarzyszy wiatr, który przynosi Europie cieplejszą i wilgotniejszą pogodę, niż wynikałaby z naszej, wysuniętej na północ, pozycji geograficznej. Bez tego systemu, klimat Europy byłby bardziej ekstremalny. 

Reklama

Pas transmisyjny ciepła

Naukowcy od lat ostrzegali, że globalne ocieplenie, zmieniające temperaturę i zasolenie oceanu może doprowadzić do znaczącego osłabienia systemu AMOC albo nawet do jego kompletnego zatrzymania. Nowe badanie pokazuje, że ten proces już trwa. 

Opublikowane w "Nature Geoscience" badanie, prowadzone przez uczonych z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem, irlandzkiego Maynooth University i brytyjskiego University College London, wykazało, że już dziś ten "pas transmisyjny" przenoszący ciepło z południa na północ jest najsłabszy od tysiąclecia - cyrkulacja wody jest o 15 proc. słabsza niż w połowie XX w. Ten proces prawdopodobnie jeszcze przyspieszy. Do końca stulecia możemy spodziewać się spadków o około 34 do 45 proc. Z kolosalnymi konsekwencjami dla ludzi. 

Osłabienie systemu zdestabilizuje europejską pogodę, prowadząc do większej liczby silniejszych burz, ostrzejszych zim i bardziej ekstremalnych lat o większej liczbie fal upałów i głębszych suszach. Osłabienie systemu cyrkulacji wody może też doprowadzić do wzrostu poziomu mórz na atlantyckim wybrzeżu USA. 

Naukowcy oszacowali tempo słabnięcia AMOC analizując dostępne dane - zarówno bezpośrednie pomiary systemu cyrkulacji, prowadzone od 2004 r., jak i osady, rdzenie lodowe z Grenlandii i inne metody pośredniego szacowania warunków klimatycznych. Z ich analizy wynika, że podobnego osłabienia nie było od co najmniej 1000 lat. 

Przyczyną procesu są zmiany klimatyczne, prowadzące m.in. do topnienia lodowców na Grenlandii. Wraz z ich kurczeniem się, do oceanu trafia ogromna ilość słodkiej wody, która zmienia zasolenie Oceanu Arktycznego zakłócając działanie systemu cyrkulacji, opartego na różnicach w gęstości wody, temperatury i zasolenia. 

Superburze, huragany, mróz

"Ryzykujemy przekroczeniem w tym stuleciu punktu krytycznego" - mówił "Guardianowi" współautor badania Stefan Rahmstorf z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem. "Jest bardzo mało prawdopodobne, że już go osiągnęliśmy, ale jeśli nie zatrzymamy globalnego ocieplenia, prawdopodobieństwo jego przekroczenia rośnie. Konsekwencje tego byłyby tak katastrofalne, że nawet 10-proc. Ryzyko powinno być niedopuszczalne". 

Osłabienie termicznego systemu Oceanu Atlantyckiego ze słynnym Golfsztromem nie doprowadziłoby, co prawda, do konsekwencji takich, jakie w filmie "Pojutrze" pokazał reżyser Ronald Emmerich (w filmie pokazano zamarznięcie większości Półkuli Północnej), ale zmiany  byłyby katastrofalne. 

W 2015 r. klimatolog James Hansen opublikował badanie, z którego wynikało, że spowolnienie cyrkulacji w Atlantyku powoduje gwałtowny wzrost najbardziej niszczycielskich zjawisk pogodowych po obu stronach oceanu. Rosnąca różnica temperatur między zimniejszymi wodami Oceanu Arktycznego o coraz cieplejszymi wodami na południu doprowadzi do powstawania superburz, które będą uderzać w Europę i Amerykę. Zwiększenie prędkości wiatru o 20 proc. zwiększa dwukrotnie niszczycielską moc huraganów. Brak dopływu ciepłej wody z południa doprowadzi do gwałtownego obniżenia zimowych temperatur w Europie, a latem bez stabilizującego wpływu kierującej się na południe zimnej, arktycznej wody, temperatury wzrosną jeszcze bardziej. 

Rezultatem będzie Europa stale wahająca się między dwoma temperaturowymi ekstremami, co byłoby katastrofą dla rolnictwa i przyrody.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy