Reklama

Szli do granicy 17 kilometrów. Na ramionach nieśli 12-letniego psa

Niesamowitą wytrwałością wykazała się rodzina 35-letniej Ukrainki, która uciekła przed wojną z Kijowa z dwoma psami. Uchodźcy ostatnie 17 kilometrów do granicy zdecydowali się przejść pieszo. Co jakiś czas musieli nieść na swoich ramionach 12-letniego owczarka niemieckiego.

Alisa to 35-letnia programistka, która uciekła do Polski z Kijowa. Ukrainka pracuje w niemieckiej firmie, która pomogła jej uciec za granicę. Uciekając z Ukrainy do Polski rodzina pani Alisy zabrała ze sobą dwa psy. Jednego z nich trzeba było co jakiś czas nieść na rękach. Zdjęcie pokazujące taki moment niedawno trafiło do internetu, zyskując ogromną popularność. Swoją historię kobieta opisała na łamach brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Uchodźcy z Ukrainy nie zapominają o swoich zwierzętach

Reklama

Dziewięć osób i dwa psy w jednym samochodzie

Cała rodzina wyjechała z Ukrainy w niewielkim samochodzie. W małym peugeocie 307 musiało zmieścić się aż dziewięć osób (w tym czworo dzieci) oraz dwa psy: Kolt i Pulya. Kobieta relacjonuje, że w środku auta było tak ciasno, że "nie można było się ruszyć". Przejechanie zaledwie 140 kilometrów zajęło rodzinie aż 16 godzin.

Gdy następnego dnia dotarli w okolice granicy z Polską, zastali tam sznury aut. Jak oceniła Alisa, przedostanie się przez granicę samochodem wiązałoby się z czekaniem od trzech do pięciu dni. Rodzina zdecydowała się więc przejść ostatnie 17 kilometrów pieszo. - Wyruszyliśmy o 4 rano - było minus siedem stopni - wspomina Ukrainka. - To była ciężka wyprawa wzdłuż gór i rzek. Moje dzieci płakały z powodu zimna. Też chciało mi się płakać, ale nie mogłam się poddać. To był mój pomysł, aby iść pieszo do granicy.

Psa nieśli na ramionach

Pulya to psia emerytka w typie owczarka niemieckiego. 12-letnia suczka ma problemy z poruszaniem, dlatego podczas pieszej wyprawy do granicy z Polską przewracała się co około kilometr i nie mogła się podnieść. Rodzina wspomina, że po drodze próbowali prosić innych ludzi o pomoc, jednak im odmawiano i radzono, aby zostawili psy za sobą.

Opieka nad zwierzętami mimo wojny. Tak to wygląda w Kijowie

- Ale nasze psy to część naszej rodziny. Mój pies doświadczył z nami wszystkich naszych szczęśliwych i smutnych chwil - pisze pani Alisa. Jej mąż co jakiś czas niósł 12-letnią suczkę na swoich ramionach. Zdjęcie, na którym rodzina uwieczniła jedną z takich chwil obiegło internet, zyskując setki tysięcy pozytywnych reakcji i tysiące komentarzy. Kobieta wspomina, że na granicy polsko-ukraińskiej spędzili jeszcze kilka godzin w specjalnych namiotach dla uchodźców. Byli zmęczeni i przemoknięci.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc!

Mąż kobiety, który co jakiś czas niósł na własnych barkach psa Pulyę, musiał wrócić do Ukrainy ze względu na wojskową mobilizację. Mężczyzna chce także zaopiekować się swoją matką i babcią, które zostały w kraju. 

Alisa mówi, że teraz najważniejsze jest dla niej zdecydowanie, czy chce zostać w Polsce, czy pojechać do Niemiec jak jej koledzy i koleżanki z pracy. Chce także znów zobaczyć męża. Po powrocie do Ukrainy ma również nadzieję pochować swojego ojca, który zmarł kilka dni przed rosyjską inwazją. Ze względu na wojnę rodzinie nie udało się dopełnić wszystkich formalności związanych z pogrzebem.

oprac. Jakub Wojajczyk

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | PSY (Park Jae-Sang) | suczka | Ukraina | Rosja | Ukraińcy | uchodźcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy