Reklama

Przymiarki do majstrowania przy klimacie

Naukowcy chcą wysłać balon próbny, by badać sposoby redukcji docierającego do powierzchni Ziemi promieniowania słonecznego. Geoinżynieryjny eksperyment budzi jednak wielkie kontrowersje.

Wspólne badanie naukowców z Uniwersytetu Harvarda i Szwedzkiej Korporacji Kosmicznej, ma się zacząć w czerwcu. Początkowo planowano, że bezzałogowy lot odbędzie się nad terytorium USA, ale plany pokrzyżowała pandemia SARS-CoV-2. 

Zdecydowano więc, że balon poleci nad położone za kołem arktycznym szwedzkie miasto Kiruna. Na wysokość 20 km wyniesie sprzęt naukowy ważący ponad 600 kg. Dopiero, gdy ta misja się powiedzie, na jesieni tego roku lub wiosną 2022 r. naukowcy wyślą kolejny balon. Tym razem po to, by uwolnił w stratosferze dwa kilogramy nietoksycznego pyłu węglanu wapnia. 

Reklama

Naukowcy chcą się dowiedzieć, jak ta substancja na tak dużych wysokościach wpłynie na przepuszczanie światła słonecznego. - Istnieje wiele poważnych obaw odnośnie ryzyka wiążącego się z geoinżynierią słoneczną - przyznaje biorący udział w projekcie prof. David Keith, fizyk z Harvard School of Engineering and Applied Sciences. Podkreśla jednak, że do zrozumienia zagrożeń potrzebna licznych badań i eksperymentów. 

Nieznane zagrożenia

Przeciwnicy geoinżynierii widzą ten projekt, jako krok na równi pochyłej w stronę prób manipulowania klimatem. Ich zdaniem ze sztucznym ograniczaniem ilości promieniowania słonecznego wiążą się potencjalnie duże i bardzo trudne do przewidzenia zagrożenia m.in. związane ze zmianami w globalnych opadach. 

- Ten test nie ma sam w sobie żadnej wartości poza tym, że umożliwia postawienie następnego kroku. Nie można przeprowadzać próby zapalnika bomby mówiąc: to nie wyrządzi żadnej krzywdy - twierdzi Niclas Hällström, dyrektor szwedzkiego ekologicznego think-tanku WhatNext?.

- Szwedzkie społeczeństwo coraz głośniej wzywa do wdrożenia prawdziwych i pilnych rozwiązań dotyczących kryzysu klimatycznego, takich jak szybkie odejście od paliw kopalnych i stworzenie społeczeństwa zeroemisyjnego - dodaje Hällström. Jego zdaniem projekt naukowców z Uniwersytetu Harvarda i Szwedzkiej Korporacji Kosmicznej to przeciwieństwo takich postulatów. Co więcej, może stwarzać wrażenie, że dalsze wykorzystywanie paliw kopalnych jest możliwe. 

Czerwona linia

Lili Fuhr, szefowa działu międzynarodowej polityki środowiskowej w Fundacji Heinricha Bölla w Niemczech także uważa, że projekt jest "przekroczeniem ważnej, politycznej czerwonej linii". - Nie chcą ograniczyć się do tego jednego, małego eksperymentu. Ich celem są eksperymenty na większą skalę - mówi. 

Zdaniem Fuhr i Hällström eksperyment, który ma być przeprowadzony nad Szwecją, narusza obowiązujące od 2010 r. moratorium na działania geoinżynieryjne, wprowadzone przez Konwencję ds. Bioróżnorodności ONZ. Ten niewiążący dokument zezwala jednak na prowadzenie badań naukowych na małą skalę.  

Szefowie harwardzkiego projektu, znanego jako Stratospheric Controlled Perturbation Experiment (Eksperyment z Kontrolowanymi Perturbacjami Stratosferycznymi), czyli SCoPEx, są przekonani, że nie potrzebują żadnej specjalnej zgody ze strony Szwecji na przeprowadzenie badania. Podkreślają, że w 2019 r. wystartowało około 300 podobnych balonów stratosferycznych. Wśród osób i instytucji wspierających SCoPEx jest założyciel Microsoftu, Bill Gates. 

Anni Bolenius, rzeczniczka Szwedzkiej Korporacji Kosmicznej na te zarzuty odpowiada, że "zastosowano się do wszystkich właściwych przepisów krajowych i międzynarodowych".

Zwolennicy geoinżynierii słonecznej twierdzą, że rozwój tej technologii może pomóc w spowolnieniu wzrostu globalnych temperatur. Już dziś coraz częściej zmiany klimatyczne powodują wywołują m.in. katastrofalne susze, potężne pożary lasów, czy zakwaszenie mórz spowodowane pompowaniem miliardów ton gazów cieplarnianych do atmosfery.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy