Reklama

Sklonowana dla ratowania gatunku

Elizabeth Ann - tak naukowcy dali na imię pierwszemu sklonowanemu tchórzowi czarnołapemu. Materiał genetyczny pobrali od zwierzęcia, które umarło 30 lat temu.

Naukowcy potrafią sklonować już niemal wszystko, począwszy od pojedynczych komórek, aż po złożone organizmy takie, jak słynna przed laty owca Dolly. Teraz wykorzystali te umiejętności, by ratować gatunek, który już raz uznano za wymarły.

Reklama

Małą Elizabeth Ann powołano do życia, bo jedną z największych przeszkód w odbudowie populacji tchórza czarnołapego jest bardzo mała pula genetyczna. Wszystkie obecnie żyjące osobniki mają łącznie siedmiu przodków. Poszerzenie puli genowej sprawia, że spada ryzyko pojawienia się chorób i wad wynikających z tzw. chowu wsobnego.  

Willę, czyli zwierzę, z którego została stworzona Elizabeth Ann, naukowcy wybrali dlatego, że był to jeden z ostatnich tchórzy czarnołapych schwytanych na wolności. Mieli więc pewność, że jej "rodowód genetyczny" nie ma nic wspólnego z siedmioma osobnikami, od których pochodzi dziś żyjąca populacja tych zwierząt.

Samo klonowanie gatunku z pewnością nie wskrzesi, ale może pomóc w jego odbudowie. New York Times donosi, że sklonowane rodzeństwo Elizabeth Ann jest już w drodze, a potencjalni partnerzy (także sklonowani), przyjdą na świat za klika miesięcy.

To pierwsze klonowanie gatunku pochodzącego z Ameryki Północnej. Wcześniej naukowcy rozmnażali tchórze czarnołape metodą in vitro. To, że teraz populacja tych zwierząt liczy ponad 200 osobników uważane jest za sukces i wzór, jak ratować gatunek, którego mogło już nie być.

Tchórze czarnołape zamieszkiwały amerykańskie zachodnie wybrzeże jeszcze na początku XX w. Zniknęły niedługo po tym, jak ich główne źródło pożywienia, czyli nieświszczurki (ssaki z rodziny wiewiórkowatych) zostały zdziesiątkowane przez choroby i utratę naturalnych siedlisk.

W 1981 r., gdy tchórze czarnołape uznawano już za wymarły gatunek, przypadkiem odkryto niewielkie stado w stanie Wyoming. Możliwe, że cała historia potoczyła się inaczej, ale w okolicy nie pojawiły się zakażenia nosówką i dżima. Zanim ostatnie stado całkiem wymarło, ludziom udało się wyłapać 18 zwierząt. Przeżyło i wydało potomstwo tylko siedem z nich.

Próbki tkanek Willi znajdowały się w Ogrodzie zoologicznym w San Diego. Od lat 70. w ciekłym azocie, czyli w temperaturze - 196 st. Celsjusza przechowywany jest tam materiał biologiczny ponad tysiąca gatunków zwierząt i roślin uznawanych za krytycznie zagrożone wyginięciem lub takich, których dziś już nie ma. W warunkach krionicznych materiał genetyczny może być przechowywany dowolnie długo. 



INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje