Reklama

Jak sól na ulicy wpływa na środowisko?

Zima nieubłaganie się zbliża, a my jesteśmy już po pierwszych ujemnych temperaturach i śniegu na drodze. W internecie pojawiły się pierwsze filmy z utrudnieniami na drogach, a na jezdnie wyjechał ciężki sprzęt, który zapewni czarną nawierzchnię i to niewielkim kosztem. Stosunkowo niewielkim i to tylko biorąc pod uwagę sam materiał z pominięciem konsekwencji jego stosowania. Tak, chodzi oczywiście o sól drogową, czyli niekwestionowaną królową w "walce" z zimą.

Czym jest i jak działa sól drogowa?

Pewnie wiele osób zadaje sobie pytanie, czym jest sól drogowa i czym różni się od tej używanej w kuchni. Odpowiedź jest prosta - czystością. Sól drogowa zawiera domieszki innych soli.

Jej zadaniem jest obniżenie temperatury zamarzania wody, dzięki czemu nawet gdy termometry wskażą wartości poniżej zera, możemy cieszyć się dość dobrą przyczepnością na drodze. Jeśli śnieg już spadnie i posypiemy go solą, ta zacznie rozpuszczać biały puch.

Ale solą sypie się nie tylko w sytuacji, gdy wcześniej wystąpił opad. Gdy w prognozie pogody zapowiadane są przymrozki, pojazdy już wyjeżdżają na drogi by zawczasu obficie posypać drogi, by nie pojawiła się na nich zdradliwa cienka warstewka lodu.

Reklama

Konsekwencje stosowania soli

Jest najtańszym materiałem, łatwo się ją rozsypuje, obniża temperaturę zamarzania wody... to by było na tyle plusów jej stosowania. Natomiast jeśli chodzi o negatywne konsekwencje to można by całe książki pisać. Chociaż działa to dla środowiska (i nie tylko) konsekwencje jej stosowania są wybitnie niekorzystnie. Niszczy rośliny, obuwie, samochody, nawierzchnię, szkodzi zwierzętom, negatywnie wpływa na wody powierzchniowe i podziemne.

Negatywny wpływ soli na środowisko

Nasza świadomość ekologiczna jest coraz większa, więc nie powinno dziwić, że coraz częściej jednak zwracamy uwagę na to, jak człowiek wpływa na otaczającą nas przyrodę. A niestety sól bardzo negatywnie oddziałuje.

Sól użyta na drogach prędzej czy później zostanie z niej spłukana i trafi do kanalizacji, a dalej do rzek oraz do gleby. Niestety zasolenie gleb w pobliżu niektórych dróg jest tak duże, że zaczynają pojawiać się halofity, czyli roślinność słonolubna charakterystyczna dla... pustyń i obszarów nadmorskich. Natomiast pozostałe rosnące rośliny są przez sól osłabione. Nie mogą wytworzyć pokarmu, są bardziej podatne na ataki drobnoustrojów i grzybów, czy utrudniają im wchłanianie wody.

Niestety w naszym otoczeniu dominują gatunki, które słabo radzą sobie z zasoleniem. Należą do nich np. świerki, dęby, lipy, klony czy graby. Osłabienie drzew to nie tylko problem przyrodniczy, ale także bezpieczeństwa. Osłabione drzewo może być łatwo powalone na drogę. Wszystkie zniszczone i osłabione rośliny to dodatkowe pieniądze, które miasta muszą wydać, aby uzupełnić braki nowymi nasadzeniami.

Część soli trafia niestety przez kanalizację burzową do rzek. Nadmiernie ich zasolone to w rzeczywistości zmiana środowiska. Nie wszystkie gatunki słodkowodne  są w stanie poradzić sobie z tym problemem. Ale w końcu "jaki to problem, w rzece się rozcieńczy", ktoś powie. W takim przypadku warto przypomnieć sobie sytuację, którą żyła niedawno cała Polska. Tak, chodzi o Odrę i tony martwych ryb.

Sól to również problem dla naszych pupili. Posypany chodnik nie tylko jest chłodniejszy, ale osadzając się na łapach sól powoduje powstawanie ran, przez co spacery są bolesne. Sam mogę to potwierdzić, ponieważ kiedyś po spacerze z psem, ten po przejściu na swoje posłanie zostawił czerwone ślady. Łapy zwierząt po prostu krwawią, a do ran dostaje się kolejna dawka soli.

Negatywny wpływ na samochody i ulice

Cóż, to że sól uszkadza samochody wie chyba każdy. Czasem już po kilkuletnich autach widać użytkowanie ich na zimowych drogach. A to co jest rozsypywane to przecież nie tylko sama sól, ale mieszanka z piaskiem a czasem żwirem, które dodatkowo sprzyjają uszkodzeniom.

Ale jakże chętnie przy tym narzekamy, że tyle nowych dziur powstało. A to nie tylko wina wpływającej w szczeliny i zamarzającej wody, ale też wody z solą. Woda przecież odparuje, a sól? Ta zacznie się krystalizować, a powstające kryształy z jeszcze większą siłą będą rozsadzały fragmenty nawierzchni.

A może by tak żwir zamiast soli

Często podaje się przykład krajów skandynawskich lub nawet naszych południowych sąsiadów, Czech, jako niemal idealne rozwiązanie. Wydaje się jednak, że rzeczywistość i w tym przypadku jest mniej zero-jedynkowa niż byśmy sobie życzyli. Pomiędzy Czechami a Polską jest bariera orograficzna, czyli góry, które w pewnym stopniu utrudniają napływ chłodnego powietrza z północy (tak jak utrudniają napływ ciepłego powietrza z południa do Polski), przez co średnia temperatura jest tam nieco wyższa. Natomiast w krajach skandynawskich, temperatura w okresie zimowym jest w miarę stabilna, co umożliwia rozsypanie żwiru i unikanie solenia.

W naszym klimacie, przejścia temperatury przez zero są na tyle częste, że posypywanie piaskiem i żwirem musiało być co chwilę powtarzane. A przy tym sam materiał jest droższy. Co więcej piaskarki rozsypując piasek i żwir musiałyby się poruszać znacznie wolniej niż w momencie wysypywania soli. W sytuacji ograniczonej liczby pojazdów oraz konieczności udrożnienia maksymalnej ilości dróg jest po nie do zaakceptowania.

Niestety, ale wydaje się, że mimo tych wszystkich negatywnych konsekwencji, jeszcze przez wiele lat będziemy używać tego taniego i skutecznego środka do usuwania lodu z dróg.

Przeczytaj także:

Jak najszybciej trzeba pozbyć się warszawskich "kopciuchów"

Weekend przyniósł nam iście zimową aurę. Zobacz, jak pod białym puchem wyglądała polska przyroda

Przejechaliśmy Warszawę polskim autobusem na wodór. Oto co nas spotkało

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy