Dawniej grzyby nazywane były "mięsem lasu". Były popularne szczególnie wśród mniej zamożnych warstw społeczeństwa, tak samo jak owoce leśne. Dziś sympatia do grzybów jest w Polsce powszechna - doceniamy je w kuchni oraz jako źródło wartościowych składników odżywczych, nawet jako ekwiwalent mięsa.
Grzyby - źródła białka i hormonu szczęścia
- Panuje przekonanie, że w grzybach jest niewiele białka - mówi prof. Bożena Muszyńska. - Ale jeśli przeliczymy to na suchą masę, weźmiemy pod uwagę różne grzyby, znajdziemy gatunki, które w suchej masie mają nawet do 50 proc. białek - zauważa ekspertka. Co ważne, często jest to białko dobrze przyswajalne.
Ze względu na wysoką zawartość protein specjalistka zaleca, aby podczas grzybobrania lub zakupów w sklepie zainteresować się m.in. smardzami lub pieczarkami brązowymi.
Ze względów zdrowotnych świetnym wyborem będą też boczniaki (szczególnie boczniaki różowe), które zawierają największe ilości 5-hydroksytryptofanu. Substancja ta jest prekursorem serotoniny, czyli tzw. hormonu szczęścia oraz melatoniny pomagającej na problemy ze snem - zauważa prof. Muszyńska.

Nie trzeba hodować jedynie pieczarek
W Polsce najczęściej hodowanym grzybem są pieczarki. - W Azji po wejściu do sklepu spożywczego zobaczymy całe ściany różnych gatunków grzybów - zauważa rozmówczyni Przemysława Białkowskiego.
Ekspertka wskazuje, że bardzo dobrym wyborem pod kątem hodowli mogą być np. popularne w Korei grzyby shimeji (nadają się do uprawiania również w Polsce) czy też soplówka jeżowata, której zbieranie jest zabronione, ale można ją hodować.
Jeszcze innym przykładem jest soplówka koralowa, która, jak wskazuje nazwa, z wyglądu przypomina koralowiec. - Ma kapitalny, migdałowo-orzechowy smak - mówi prof. Muszyńska. W Niemczech w restauracjach jest podawana jako przysmak - dodaje.
Mykolog jednocześnie przestrzega przed spożywaniem grzybów, które na pozór nie są trujące, ale i tak mogą szkodzić zdrowiu, tak jak np. olszówki. - To stopniowe zatruwanie organizmu - wyjaśnia ekspertka.














