Ukraiński żołnierz Oleksandr Zhuhan nie ma zamiaru rezygnować ze swojej diety opartej na roślinach, bez produktów odzwierzęcych. Mówi, że na początku służby było mu bardzo trudno, a inni ludzie nie wierzyli, że mężczyzna wytrzyma i uda mu się skomponować pełnowartościowe posiłki w ekstremalnych warunkach. Zhuhan uzyskał jednak pomoc od innych wegan.
Dieta roślinna na wojnie
Oleksandr znalazł w internecie grupę aktywistów pomagających "wegańskim żołnierzom". Organizacja wspiera w sumie około 200 osób. Od kwietnia Oleksandr otrzymuje paczki z wegańskimi produktami: kiełbaskami, mlekiem sojowym, pasztetem i hummusem.
Sportowcy jedzący jedynie żywność wegańską głośno mówią o tym, że męskość, kondycja i mocne mięśnie nie muszą iść w parze ze zjadaniem mięsa.
"Napisałem do nich i w kwietniu przyszła pierwsza paczka - mówił żołnierz dla AFP. Przedstawicielka pomocowej organizacji mówi, że roślinne jedzenie dostarczali nawet wtedy, gdy nad ich głowami spadały bomby. Dla żołnierzy przygotowują dania z kaszą, pierogi, zupy i inną żywność. Działacze pomagają, jak mogą. Nie widzą sprzeczności między weganizmem a walką na froncie.
Kijowska fundacja "Every Animal" zrzesza około stu osób promujących weganizm i prawa zwierząt.
"Paczki, które wysyłamy, pozwalają żołnierzom przez dwa, trzy tygodnie uzupełniać zapasy, które dostają od wojska. Pozwala im to zachować zbilansowaną dietę" - powiedziała działaczka.
W Polsce od początku wojny funkcjonowały podobne "zupodzielnie". Każdy mógł przynieść ugotowane i zapasteryzowane jedzenie na bazie roślin. Żywność trafiała za granicę, w dużej mierze na front.
Z powodu wojny na Ukrainie, umierają miliony zwierząt.












