Sportowe konie potraktowane jak mięso. Utknęły na granicy polsko-ukraińskiej

Pan Jakub Krzysztofiak od soboty tkwi na przejściu granicznym w Korczowej wraz z trzema końmi. Ze względu na zmianę przepisów i zakaz wwozu produktów rolnych, właściciel dostał informację, że jego zwierzęta muszą wracać na Ukrainę.

Pan Krzysztofiak po przejściu kontroli Straży Granicznej i służb weterynaryjnych został zatrzymany przez celników. Po procedurze, która trwała łącznie 10 godzin ustalono, że nie może on wjechać do Polski wraz z końmi. Wynika to z faktu, że przez nowe przepisy, które są efektem afery związanej ze zbożem technicznym, zabrania się wwozu produktów rolnych. 

Właściciel konia jest oburzony. Jego zwierzęta są końmi sportowymi — nigdy nie były hodowane na mięso. Przez Polskę miały przejechać tranzytem — celem ich podróży była Hiszpania. 

Reklama

Zdaniem celników nowe przepisy zakazują również wjazdu koni sportowych.  

Głos organizacji prozwierzęcych

Do sprawy odniosło się Schronisko Pegasus, które brało również udział w ewakuacji zwierząt z Ukrainy. Zajmuje się ratowaniem koni i innych zwierząt gospodarskich. Działa już od 20 lat

Organizacja jasno mówi, że przetrzymywanie przez długie godziny na granicy czujących istot jest skandaliczne i stanowi zagrożenie dla ich zdrowia. 

Jak przypomina Geilke, podczas ewakuacji zwierząt z nieba lał się żar, a termometry wskazywały 40 stopni. Wolontariusze nie mieli możliwości napojenia zwierząt, ponieważ celnicy zabronili im wejść do toalety, by nabrać wody. 

W ocenie Schroniska, sprawa koni, które obecnie stoją na granicy, są kolejnym dowodem na to, że rząd w ogóle nie bierze pod uwagę zwierząt. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Koń
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy