TSUE nakazał wstrzymanie wydobycia węgla w kopalni Turów

Trybunał Sprawiedliwości UE przychylił się do wniosku Czech i nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów.

Kopalnia węgla brunatnego w Bogatyni dzieli Polaków i Czechów
Kopalnia węgla brunatnego w Bogatyni dzieli Polaków i CzechówPrzemysław Graf/ReporterEast News

"Polska zostaje zobowiązana do natychmiastowego zaprzestania wydobycia węgla brunatnego w kopalni Turów. Podnoszone przez Czechy zarzuty dotyczące stanu faktycznego i prawnego uzasadniają zarządzenie wnioskowanych środków tymczasowych" - czytamy w postanowieniu wydanym przez wiceprezes Trybunału.

"Wydaje się wystarczająco prawdopodobne, że dalsze wydobycie węgla brunatnego w kopalni Turów do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku może mieć negatywny wpływ na poziom lustra wód podziemnych na terytorium czeskim. Działalność ta prowadzi do ciągłego odpływu znacznych ilości wody z terytorium Czech na terytorium Polski, co niewątpliwie obniża poziom wód podziemnych na terytorium czeskim, co może z kolei zagrozić zaopatrzeniu w wodę pitną społeczności zależnych od dotkniętych tym zjawiskiem części wód" - pisze Trybunał w swoim postanowieniu.

Na decyzję Trybunału zareagowała Polska Grupa Energetyczna. Spółka na Twitterze napisała, że "decyzja TSUE to droga do dzikiej transformacji energetycznej. Unijny #zielonyład na naszych oczach ponosi porażkę".

Minister w KPRM Michał Wójcik ocenił, że decyzja TSUE jest skandalem. "Złoże w kopalni Turów jest eksploatowane od dziesiątków lat. Dziś sędziowie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nakazali natychmiastowe wstrzymanie wydobycia. Tak, to skandal. Koszty społeczne i gospodarcze mogą być ogromne. Na decyzji zarobią sąsiednie państwa" - napisał na Twitterze.

Na początku marca Czechy wniosły do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej skargę przeciwko Polsce dotyczącą rozbudowy kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów. Główną przyczyną jest negatywny wpływ kopalni na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych. Praga domagała się wstrzymania wydobycia w Turowie do czasu decyzji TSUE, do czego Trybunał się przychylił. 6 kwietnia Polska wniosła o odrzucenie wniosku.

Pod koniec kwietnia minister klimatu i środowiska przedłużył termin obowiązywania koncesji na wydobywanie węgla brunatnego i kopalin towarzyszących ze złoża "Turów". Odkrywka miała działać do 2044 r.

- W Turowie jak w soczewce widzimy jak nieudolnie polski rząd podchodzi do sprawiedliwej transformacji energetycznej i jakie konsekwencje powoduje ośli upór trwania przy węglowym status quo - twierdzi Joanna Flisowska. Jej zdaniem "przez nieodpowiedzialność rządu i PGE kopalnia musi zaprzestać działania z dnia na dzień". - Tej sytuacji można było uniknąć. Liczymy na to, że decyzja TSUE podziała jak kubeł zimnej wody na ministra Jacka Sasina odpowiedzialnego z transformację sektora wydobywczego i energetycznego. Nie ma innej drogi jak odejście od węgla w ciągu najbliższej dekady - mówi Flisowska.

Koncesja przed ustawą

Według Greenpeace decyzja o wydłużeniu koncesji nastąpiła mimo braku ostatecznej decyzji środowiskowej oraz tuż przed wejściem w życie nowelizacji ustawy OOŚ, która zwiększa możliwości udziału społeczeństwa w postępowaniach dotyczących inwestycji znacząco oddziaływujących na środowisko.

- To absolutnie skandaliczne. Po raz kolejny zignorowano krytyczne uwagi zgłoszone przez organizacje pozarządowe, czeskie ministerstwo środowiska, samorządy regionów Liberca i Zittau oraz tysiące mieszkańców przygranicznych czeskich i niemieckich miejscowości, wskazujące na wadliwie przeprowadzony proces konsultacji transgranicznych, niewystarczające zabezpieczenie dostępu do wody pitnej w Czechach oraz postępujące osuwanie się ziemi i budynków w Niemczech, spowodowane przez działanie leja depresji odkrywki - komentowała tuż po wydaniu decyzji o przedłużeniu działania odkrywki koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska Anna Meres.

Greenpeace twierdzi również, że "jako sygnatariusze porozumienia paryskiego zobowiązaliśmy się do przeciwdziałania skutkom kryzysu klimatycznego". - Dzisiejsza decyzja ministra stoi w sprzeczności z jego założeniami i pokazuje jawne lekceważenie społeczeństwa, w które najbardziej uderzą skutki zmian klimatu oraz źle przeprowadzonej transformacji energetyczne  - twierdził dr hab. Leszek Pazderski, ekspert do spraw polityki ekologicznej w Greenpeace Polska.

Wyjaśnienia w Sejmie

30 marca sprawa była dyskutowana w Sejmie na posiedzeniu połączonych komisji. - Międzynarodowy problem z kopalnią Turów nie jest niczym nowym. Sięga 2015 r. i działań PGE o przedłużenie prac kopalni do 2044 r. Ten spór narastał od sześciu lat. Działania rządu i PGE doprowadziły do otwartego konfliktu z naszym południowym sąsiadem przed TSUE - zarzucała wówczas Zjednoczonej Prawicy Małgorzata Tracz, przewodnicząca Partii Zieloni.

Z zarzutami czeskiego rządu nie zgadzają się przedstawiciele polskich władz. - Według niezależnych ekspertów głównym czynnikiem, który ma wpływ na zasoby wody po stronie czeskiej, nie jest kopalnia, a susza hydrologiczna, jaka po tamtej stronie panuje - mówił posłom wiceminister w Ministerstwie Aktywów Państwowych Zbigniew Gryglas.

Zarzuty odpierało także Ministerstwo Klimatu. - Nasza służba geologiczna jest w kontakcie z czeską służbą geologiczną. Czeska służba nie wykazuje negatywnej reakcji wobec tego, że po stronie czeskiej brakuje wody. Mamy dowody na to, że ta woda jest - mówił Piotr Dziadzio, wiceminister klimatu. Główny Geolog Kraju wyjaśniał, że ministerstwo posiada dowody na to, "że na sytuację obniżenia się poziomu wód gruntowych, które następują na terenie całej Europy, wpływ mają zjawiska klimatyczne i ilość opadów".

Resort klimatu przypominał także, że Polska Grupa Energetyczna wybudowała specjalną kurtynę, która miała zapobiegać odpływowi wody z Czech do Polski. Problemem za to ma być żwirownia, która znajduje się między czeskim ujęciem wody, a polską kopalnią. To ona, zdaniem wiceministra, może mieć wpływ na te zasoby.

Przedstawiciele rządu twierdzą, że nie rozumieją pozwu strony czeskiej. Zdaniem zarówno przedstawicieli ministerstwa klimatu, jak i PGE GiEK, rozmowy szły w dobrym kierunku. - Z wielkim niezrozumieniem przyjmujemy, że ten temat wraca, mimo wcześniejszych uzgodnień. Na dostosowanie do wymogów środowiskowych wydaliśmy 85 mln zł - powiedziała w marcu posłom prezes zarządu PGE GiEK Wioletta Czemiel-Grzybowska. Jej zdaniem, biorąc pod uwagę okoliczny przemysł, Turów nie powinien wzbudzać aż takiej dyskusji. - Nasza kopalnia wydobywa zaledwie 5 mln ton węgla. Zarówno po stronie czeskiej i niemieckiej są większe kompleksy węglowe, które wydawać by się mogło, że powinny stanowić większe zainteresowanie niż Kopalnia Turów - podkreślała Czemiel-Grzybowska.

Kopalnia odkrywkowa Turów znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Zittau (Żytawa). Jej działalność powoduje zanik wód podziemnych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Według analizy dr hab. Ralfa E. Kruppa, z powodu pracy kopalni, poziom wody obniżył się o 100 m. Naukowcy przewidują dalsze obniżenie o kolejne 20 m. Z tego powodu w Żytawie zapadają się domy, miejscami nawet o 72 cm. Dla mieszkańców oznacza to obawy o utratę stabilności i spadek wartości nieruchomości.

Elektrownia zaopatruje w energię 2,3 mln odbiorców, a po oddaniu kolejnego bloku będzie to dodatkowe 1 mln odbiorców.

Wydany przez Trybunał zakaz ma obowiązywać do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia sprawy.

Źródło: PAP, Zielona Interia. 

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas