Ciąć czy nie ciąć? Dlaczego debata o lasach prowadzi do kłótni

W Biłgoraju, jak w soczewce widać problem. W okolicy miasta Lasy Państwowe wycinają drzewa. Mieszkańcy protestują. Teoretycznie na rozmowy otwarte są obie strony. A las, jak znikał, tak znika.

article cover
Biłgoraj broni swojego lasu

100 hektarów lasów - tyle wycięto w Biłgoraju. W mieście, liczącym 26 tys. mieszkańców, ponad tysiąc osób dołączyło do protestu przeciwko wycince. Twierdzą, że "tracą miejsce do odpoczynku i naturalny bufor broniący ich przed wszechpotężnym smogiem". "Wiemy, że wycinka na tym terenie trwa nawet teraz, monitorując las, widzimy poszerzające się zręby. Dzieje się to pomimo okresu lęgowego dla ptaków, który rozpoczął się z początkiem marca, co dodatkowo bardzo nas smuci" - pisali w odpowiedzi na nasze pytania członkowie grupy "Biłgoraj broni swego lasu".

I jeszcze jeden cytat z mieszkańców: "Nie przyjmujemy argumentów przedstawianych przez nadleśnictwo, że lasy biłgorajskie pełnią jedynie funkcję gospodarczą. Jako obywatele - współwłaściciele dobra wspólnego, jakim jest las - chcemy decydować o sposobie jego zagospodarowania. Nie wyrażamy zgody na pozbawienie nas możliwości korzystania ze spacerów w cieniu tych dostojnych drzew, których życie może trwać nawet do 350 lat. Naszego zdrowia nie można przeliczać na pieniądze uzyskane ze sprzedaży drewna".

Biłgoraj broni swojego lasu

Protestujących popiera burmistrz Biłgoraja. Janusz Rosłan na kilka godzin przed naszą rozmową spotkał się z przedstawicielami nadleśnictwa. Powiedział nam, że planowane jest szersze spotkanie, podczas którego wszyscy będą mogli się spokojnie wypowiedzieć. Rosłan przyznaje jednocześnie, że ratusz przegapił ogłoszenie w sprawie konsultacji Planu Urządzenia Lasu. Te zazwyczaj są zamieszczone w Biuletynie Informacji Publicznej. Jednak Janusz Rosłan zapowiada: - Przy opracowywaniu kolejnego takiego planu na pewno bacznie będziemy się przyglądać projektom i otwarcie walczyć o uwzględnienie wniosków mieszkańców.

Wcześniej burmistrz napisał do nadleśnictwa list, w którym prosił o wstrzymanie wycinki ze względu na kwestie klimatyczne i smog. Nadleśniczy odpisał, że wycinka jest uzasadniona wiekiem drzew. Te przekroczyły sto lat, przez co już przestają pochłaniać dwutlenek węgla i zaczynają go emitować, więc przyszedł czas na utorowanie drogi nowym drzewom, które starsze przysłaniały.

- Akurat w okolicy Biłgoraja, niestety czy na szczęście, jest dużo stuletnich drzew. Ponad sto lat temu Austriacy zdewastowali okoliczne lasy. Nowa Polska rozpoczęła odbudowę tych terenów i sadziła sosny. Przez te sto lat Lasy Państwowe pielęgnowały ten las. Teraz należy go przebudować, aby był bardziej dostosowany m.in. do środowiska, w jakim rośnie - wyjaśniał nam nadleśniczy Mateusz Szwed. Jego zdaniem w sporze z mieszkańcami bardziej chodzi o to, że przyzwyczaili się oni już do chodzenia po dawnych ścieżkach.

Biłgoraj broni swojego lasu

Nadleśnictwo twierdzi, że zatwierdzonego już Planu Urządzenia Lasu zmienić nie może. - Możemy przygotować aneks tylko w przypadku wystąpienia klęski żywiołowej bądź szkody. Możemy coś zmodyfikować w naszych cięciach, jestem otwarty na rozmowy. Mam nadzieję, że przyniosą dobre efekty - tłumaczy nadleśniczy Mateusz Szwed.

Spotkanie mieszkańców i przedstawicieli nadleśnictwa zaplanowano na poniedziałek.

Żadnych przełomów w rozmowach nie spodziewa się Marta Jagusztyn. Twórczyni inicjatywy "Lasy i Obywatele" uważa, że leśnicy nie potrafią rozmawiać z lokalnymi społecznościami, jak z partnerem. - Im chodzi o to, by wyedukować, bo "społeczeństwo się myli". To prowadzi do spięć, bo nikt nie lubi być traktowanym z góry.

A co z zapowiedzią otwartości na zmiany? Jagusztyn przywołuje przypadek lasu, w okolicy którego mieszka, o którym przez wiele godzin rozmawiała z leśnikami. Jak podkreśla, zazwyczaj rezultaty takich rozmów "nie odpowiadają na rzeczywiste potrzeby lokalnych społeczności". Jej zdaniem wycinka lasu nadleśnictwu po prostu się opłaca. Wszystko inne wymagałoby inwestycji, które nie przyniosłyby zysków.

- Las, taki jaki jest w Biłgoraju, spokojnie mógłby sobie stać i żyć przez najbliższe kilkadziesiąt lat, o ile leśnicy potrafiliby miejscami dać priorytet funkcji społecznej nad gospodarczą. Wtedy jednak trzeba w las inwestować, dbać o niego, i nie można go wyciąć i spieniężyć. Lasy Państwowe nie wypracowały modelu, w którym realnie realizowałyby społeczną funkcję lasu i mają ogromny problem z uznaniem tego, że lokalna społeczność powinna być włączona w decyzje o lesie - tłumaczy założycielka inicjatywy "Lasy i Obywatele".

Według burmistrza Biłgoraja problemem jest także to, co pozostanie w miejscu zrębu. - Po poprzednich wycinkach sadzono nowe drzewa. Tym razem te tereny są przeznaczone na samosiew. Jeżeli to nie nastąpi, dopiero wtedy nadleśnictwo zainterweniuje. Nasze wątpliwości budzi jednak to, czy tak duża wycinka jest uzasadniona. Chcemy, żeby zarówno zwierzęta, jak i ludzie nie odczuli braku lasu. Las to coś znacznie więcej niż miejsce produkcji drewna - wyjaśnia Rosłan.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas