Problem importu artykułów tekstylnych w Ghanie trwa od lat i jest widoczny gołym okiem, bo odzież wala się po plażach, pływa w oceanach i bardzo powoli rozkłada się w środowisku. Największe wyrzuty sumienia z powodu tego zjawiska mogą mieć Brytyjczycy - wywożą tam najwięcej ubrań i dodatków.
Modowy cmentarz
Ubrania importowane do Ghany nie trafiają od razu na wysypisko. Część najpierw ląduje na targu niedaleko plaży Jamestown. Targ Kantamanto jest jednym z największych placów z używaną odzieżą na świecie - podaje "The Guardian". Ok. 40 proc. towaru to śmieci - relacjonuje brytyjski dziennik.
Część tekstyliów nie znajduje właściciela, ubrania nie zostają zagospodarowane i trafiają do wód lub zalegają na lądzie w okolicznych wioskach.
Problemowi w Ghanie przyglądają się międzynarodowe organizacje. Działa tu The Or Foundation oraz Greenpeace Africa, która żąda surowszych regulacji w kwestiach importu tekstyliów. Według organizacji na prowizoryczne wysypiska śmieci z targu Kantamanto trafia co tydzień pół miliona sztuk odzieży.

Plaże w Afryce są zalane przez ubrania z Europy
Reporterka "The Guardian" Fleur Britten donosi, że na plażach i w oceanie znalazł ubrania rozmaitych zachodnich marek: Next, Primark, Pretty Little Thing, Marks & Spencer, Adidas, Nike, Paul Smith. Na dowód pokazała zdjęcia. Wiele ubrań to odzież uszyta na bazie poliestru.
Podczas kilkugodzinnego spaceru brytyjska dziennikarka pozbierała z plaży tony odzieżowych śmieci, a wyczerpującą akcję opisała na łamach "The Guardian". Widok ubrań nad oceanem był szokujący i przygnębiający. Zużyte ubrania z Europy dosłownie zalewają tam plaże, zasłaniając piasek.
"Gdy opuszczaliśmy plażę, zobaczyliśmy, jaki mieliśmy wpływ na jej widok. Posprzątaliśmy zanieczyszczony fragment o wielkości boiska do siatkówki" - relacjonuje autorka. "Trudno nie czuć się winnym, przyjeżdżając do Ghany i będąc obywatelem Wlk. Brytanii".
Badania Greenpeace dowodzą, że 89 proc. odpadów tekstylnych zalegających w Ghanie zawiera ropopochodne włókna syntetyczne.
Część cmentarzyska modowego znajduje się pod wodą. Zalegają tam torby, buty, jeansy, paski, kurtki i inne elementy garderoby. Ekolodzy przewidują, że w przypadku tajfunu lub tsunami ubrania popłyną "dalej w świat".
Modowy kolonializm
Według The Or Foundation największą winę za przejmujące zjawisko w Ghanie odpowiada Wlk. Brytania, która jest największym eksporterem używanych ubrań do Ghany.
Niektórzy uważają, że to pokłosie kolonializmu. Używana odzież zaczęła przybywać do tego afrykańskiego kraju z Wysp z pierwszymi kolonialistami. Lokalna ludność była zmuszana do noszenia ubrań w stylu zachodnim, aby wejść do niektórych miejsc, otrzymać zatrudnienie, a nawet zostać przyjętym do szkół.
Obecnie ta forma kolonializmu wybrzmiewa jeszcze w inny sposób - zachodnie kraje rozwiązują swoje problemy nadprodukcji i zagospodarowania odpadów kosztem obywateli Afryki.
Rozwiązań gigantycznego problemu jest kilka - producenci powinni wytwarzać mniej, interesować się życiem swoich produktów także gdy zostają wyrzucone, a konsumenci mogliby kupować mniej nowych ubrań i korzystać z odzieży z drugiej ręki.














