Miasta mogą wyżywić się same? Moje doświadczenie z Krakowską Farmą Miejską

Szalejące ceny warzyw pokazują nam, że poleganie na imporcie żywności jest niebezpieczne. Z tego powodu coraz więcej miast chce wrócić do korzeni i ożywić lokalne rolnictwo. Jednym z nich jest Kraków, który w idealnym scenariuszu, chce być w całości zaopatrywany przez miejskie lub podmiejskie ekologiczne gospodarstwa. W Krakowie funkcjonuje już jedna taka farma, z której miałam okazję skorzystać.

Celem projektu "Jadalny Kraków" jest uczynienie miasta suwerennym pod względem dostaw żywności.
Celem projektu "Jadalny Kraków" jest uczynienie miasta suwerennym pod względem dostaw żywności.Carlos Castro/Europa PressGetty Images

Globalizacja, jak każde zjawisko, ma swoją mocną i słabą stronę. Z jednej strony umożliwia w środku zimy import warzyw i owoców niedostępnych ze względu na porę roku. W wielu przypadkach dzięki niej ceny sprowadzanych nawet z drugiego końca świata warzyw są paradoksalnie o wiele niższe o tych, które są w stanie zaproponować lokalni rolnicy.

Z drugiej strony słabym aspektem zunifikowanej, globalnej sieci wzajemnych powiązań handlowych jest ich podatność na swojego rodzaju efekt motyla. Oznacza to, że wystarczy, by w Maroko napadało więcej śniegu, by mieszkaniec Wielkiej Brytanii stracił dostęp do pomidorów, a ich ceny w Polsce drastycznie poszybowały w górę.

W obliczu obecnych wyzwań klimatycznych oraz niepokoju związanego z wojną w Ukrainie, mieszkańcy coraz większej ilości miast zdają sobie sprawę z tego, że scentralizowany system żywnościowy jest wrażliwy na międzynarodowe wstrząsy. Niektóre miasta postanowiły wyjść temu problemowi naprzeciw.

Jadalny Kraków, czyli lokalne i ekologiczne farmy

Niedawno stolica Małopolski rozpoczęła projekt pt. "Jadalny Kraków". Jej celem jest wypracowanie takich rozwiązań rolniczych, które uczyniłyby z miasta królów "miasto przyszłości" - czyli przestrzeń świadomą zmian klimatycznych, nakierowaną na uprawę własnych ziół i warzyw w sposób ekologiczny i regenerujący ziemię.

Dzięki farmom miejskim, mieszkańcy będą mogli kupować lokalną żywność zamiast sprowadzać ją z drugiego końca świata, co nie tylko będzie lepsze dla środowiska, ale również zdrowsze dla mieszkańców i przyczyni się do wzmocnienia polskiej gospodarki.

Projekt powstał z inicjatywy miasta, a w spotkaniu inaugurującym uczestniczyli zarówno urzędnicy miejscy tacy jak zastępca prezydenta Jerzy Muzyk jak i organizacje CoopTech Hub, Fundacja im. Heinricha Bölla i Pracownia Dóbr Wspólnych.

Podczas spotkania dyskutowano nie tylko o samej idei "jadalnego miasta", która miałaby polegać na uczynieniu Krakowa suwerennym pod względem dostaw żywności. Prelegenci dyskutowali zarówno nad propagowaniem mikro-rozwiązań, takich jak hodowla warzyw na parapecie w bloku, jak i makro - czyli rozwijaniem miejskich farm spółdzielczych.

Celem oczywiście nie jest zupełna suwerenność. Kraków nie ma zamiaru zaprzestać importu bananów czy pomidorów. Żywności lokalnej ma się jednak nadać priorytet.

Krakowska Farma Miejska rozpoczyna sezon

Jeśli chodzi o miejskie i ekologiczne rolnictwo, Kraków nie startuje od zera. Już w 2020 r. we współpracy z Uniwersytetem Rolniczym powstała Krakowska Farma Miejska (KFM) która mieści się w Mydlnikach. Stanowi ona przykład rolnictwa wspieranego społecznie (RWS), którego cechą charakterystyczną jest bezpośredni kontakt między rolnikiem a konsumentem. 

Żywność jest dostarczana bezpośrednio z pola na stół klienta. Dzięki temu nie tylko skraca się łańcuch dostaw, ale również wokół farmy buduje się społeczność. Zakupy nie są już tylko zanonimizowaną, zdepersonalizowaną procedurą kupna, jak ma to miejsce w supermarkecie, lecz stają się formą relacji interpersonalnej.

Farma funkcjonuje w ramach zasad opracowanych przez market gardening. Jest to zatem produkcja intensywna lecz ekologiczna. Nie używa się przy niej chemii, sztucznych nawozów oraz maszyn. Stosuje się wyłącznie ręczne narzędzia oraz nie przekopuje gleby. Zamiast tego ściółkuje się ją i chroni warstwą kompostu. Dzięki takim rozwiązaniom hodowla roślin nie tylko nie eksploatuje gleby, ale regeneruje ją.

Warzywa z KFM można otrzymać na trzy sposoby. Pierwsza to abonament płatny z góry za cały sezon. Druga to zamawianie paczki co tydzień. Paczkę można odebrać samodzielnie lub zamówić dowóz. Trzecia forma, to barter. W zamian za pracę w polu można otrzymać paczkę. 

Prace na Krakowskiej Farmie Miejskiej już ruszyły.
Prace na Krakowskiej Farmie Miejskiej już ruszyły.Janek Szpil/Krakowska Farma Miejska

W tym roku KFM już rozpoczęła sezon. Na facebookowej grupie "Krakowska Farma Miejska - Barter" są na bieżąco udostępniane wszystkie informacje o pracach na polu, do których można dołączyć. Pierwsze paczki będą wydawane od 1 czerwca.

Moje doświadczenie z Krakowską Farmą Miejską

W zeszłym roku po raz pierwszy postanowiłam kupować warzywa z Krakowskiej Farmy Miejskiej. Nie zdecydowałam się na abonament, ponieważ wiązało się do dla mnie ze zbyt dużym ryzykiem. Każdego tygodnia zawartość paczek jest z góry ustalona, ponieważ wszystko zależy od tego, co akurat nadaje się do zbioru. Z tego powodu nie miałam pewności, czy będę miała ochotę na warzywa, które są w ofercie danego tygodnia, dlatego wolałam podejmować decyzję gdy było już wiadomo, co znajdzie się w paczce.

Jedna z przykładowych paczek dostarczanych w lipcu, która w 2022 r. kosztowała 55zł, zawierała: pęczek marchewki, pęczek buraka w paski, pęczek buraka liściowego, kalarepę, ogórki, cukinię, czosnek (2 szt.) i młodą cebulkę (4 szt.).  

Warzywa odbierałam osobiście i często widziałam, jak były wyciągane prosto z ziemi i bezpośrednio pakowane do torby, którą przynosiłam ze sobą. Gdy przychodziłam pod koniec dnia, zdarzało się, że dostałam jakąś cukinię lub marchewkę ekstra w zamian za uśmiech.

Warzyw w paczce było tak dużo, że czasami zajmowały całą torbę z Ikei (m.in. dlatego, że np. marchewka czy buraki miały obfitą nać, którą jednak również można wykorzystać w kuchni). Zazwyczaj zajmowały około połowy takiej torby. Na ich jakości nigdy się nie zawiodłam.

W moim przypadku paczka dla dwóch osób była nie do przejedzenia w tydzień, dlatego zamawiałam ją co dwa lub trzy tygodnie. Na drugą opcję decydowałam się wtedy, gdy w paczce było coś, co mi się już przejadło (ile można jeść buraki?) lub po prostu wyjeżdżałam z miasta. Generalnie jednak na różnorodność warzyw nie mogłam narzekać. Czasami miałam wręcz przeciwny problem gdy znalazłam w niej kalarepę (co to w ogóle jest?) czy pędy czosnku.

Nie stanowiło to jednak dla mnie problemu, ponieważ traktowałam to jako ciekawą okazję do spróbowania czegoś, po co nigdy sama z siebie bym nie sięgnęła. Większość zawartości paczki zawsze stanowiły warzywa, które doskonale znałam. 

Powrót do natury dla mieszczucha

Podczas korzystania z usług Krakowskiej Farmy Miejskiej uderzyło mnie to, w jaki sposób to ja muszę dostosowywać się do cyklów wegetacyjnych natury a nie dostosowywać cykle wegetacyjne pod siebie, co objawiało się poprzez dostępność lub niedostępność niektórych warzyw w danym tygodniu. Ten prosty fakt pozwolił mi uzmysłowić sobie, że powrót do natury nieuchronnie wiąże się z częściową utratą wygody, którą rozpieszcza nas globalizm poprzez dostęp do wszystkiego zawsze, lecz w zamian otrzymuje się wyższą jakość oraz poczucie związku z naturą. 

Dostosowywanie swojej diety do tego, co akurat rodzi Ziemia, sprawiło, że pomimo mieszkania w mieście, poczułam się częścią otaczającej mnie przyrody. Nawet jeśli wiązało się to z jedzeniem buraków.

Owady i mąka ze świerszczyINTERIA.PL
INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas