
Chociaż w zasadzie może należałoby powiedzieć, że właśnie jest - jeden z najlepszych żartów w wykonaniu polskich naukowców i to na dodatek taki, który został usankcjonowany przez naukę. Żart, który okazał się prawdą - idealny na Prima Aprilis.
Od niedawna bowiem jeżeli jakieś dziecko zapyta rodzica:
- Mamusiu, tatusiu, czy smok wawelski naprawdę istniał i żył w Polsce?
Nie można już zgodnie z prawdą odpowiedzieć: "ależ skąd, to przecież tylko bajka". Smok wawelski był bowiem faktem, nie tylko zamieszkiwał południową Polskę, całkiem blisko Krakowa, ale na dodatek w dziejach polskiej przyrody pobił wszelkie rekordy. Jest bowiem największym znanym drapieżnikiem, jaki występował w naszym kraju. Osiągał - bagatela - sześć metrów długości! Nie zmieściłby się nawet w sporym pokoju. Był dwukrotnie większy od niedźwiedzia brunatnego.

Spokojnie jednak, już nie istnieje. Wymarł ponad 200 milionów lat temu, zatem w późnym triasie, gdy najwcześniejsze dinozaury dopiero przejmowały panowanie nad Ziemią. Mogły zabić go zmiany klimatu np. na skutek erupcji wulkanów, a zatem paradoksalnie... siarka.
Czy smok wawelski był dinozaurem?
Początkowo zresztą smoka wawelskiego uznano właśnie za wczesnego dinozaura, zwłaszcza że odkrycie jego szczątków zbiegło się z innymi tego typu wykopaliskami w Polsce na początku XXI wieku. Odnalazł je kolekcjoner skamieniałości Robert Borzęcki, który w 2005 roku przeszukiwał okolice Lisowic niedaleko Lublińca - to jeden z najważniejszych w Polsce skansenów dawnego życia z epoki triasu. Tutaj znajdował się zapewne styk lądu z pradawnym morzem, z ujściem rzek i mokradłami. Tutaj odnaleziono resztki niezwykłych zwierząt, w tym smoka.
Odkrycie wyglądało na zgoła sensacyjne, bowiem znaleziono w Polsce kości tego zwierzęcia zakrawały wręcz na najstarszego na świecie przedstawiciela tetanurów - dinozaurów drapieżnych, do których zaliczamy przecież samego tyranozaura!

Do tej pory za pierwszego i jednego z najstarszych na świecie dinozaurów uważano silezaura czyli "jaszczura ze Śląska" odkrytego w Krasiejowie na Opolszczyźnie. Jednakże wielu naukowców uważa, że silezaur był zbyt mało zaawansowany ewolucyjnie, by nazywać go dinozaurem. A smok wawelski? Niewykluczone, że i on nie był dinozaurem, on z końcem triasu oddawał im pole, przynajmniej w dawnej Polsce.
Czym zatem był?
Wygląda na to, że archozaurem, ale pewności co do tego nie ma. Polscy naukowcy uważają, że wiele cech łączy go z drapieżnymi dinozaurami (teropodami), ale inne upodabniają go do archozaurów, zwłaszcza rauizuchów, uważanych za przodków krokodyli.
Smok wawelski o szczękach jak tyranozaur
Niemniej smok wawelski został wykopany i niezależnie od tego jak go zaklasyfikujemy, wiemy że zamieszkiwał Polskę ponad 200 milionów lat temu, siejąc postrach swymi rozmiarami, siła i zębatą paszczą. Siła jego zgryzu była tak potężna, że nasunęła skojarzenie z hienami - najczęściej tak silne szczeki występują u zwierząt nie tyle polujących, co padlinożernych. Przydaje się do kruszenia kości, by wydobyć z nich szpik. Smok wawelski tak właśnie czynił, co potwierdzają badania jego koprolitów - skamieniałych odchodów. Siła jego szczęk niewiele ustępowała zębom tyranozaura, zatem mógł skruszyć nawet wielkie kości ogromnych roślinożernych dicynodontów, jakie wtedy mieszkały w Polsce.
Wymarł, ale został odnaleziony. Żeby go przywrócić do żywych po tym, co zrobił szewczyk Dratewka, potrzeba było jednak sporo wysiłku. Wszystko przez obowiązujące w nauce zasady.

Zwierzętom nadaje się bowiem nazwy w języku łacińskim - uniwersalnym w świecie przyrody. Poszczególne zwierzęta mogą mieć różne określenia w różnych krajach świata, ale nazwa łacińska jest uniwersalna i stanowi rozpoznawalny wszędzie kod. Żeby ją nadać, trzeba spełnić określone warunki. Jednym z nich jest złożenie nazwy gatunkowej z dwóch członów,. Pierwszy oznacza rodzaj (zapisujemy go dużą literą), a drugi - gatunek.
Np. w rodzaju Panthera mamy takie gatunki jak Panthera leo (lew afrykański), Panthera tigris (tygrys azjatycki) czy Panthera onca (jaguar amerykański).
W wypadku polskiego drapieżnika Smok jest właśnie rodzajem, a wawelski to nazwa gatunkowa. Problem w tym, że nadanie mu tej akurat nazwy jest złamaniem zasad obowiązujących w nauce. Nazwy łacińskie zwierząt mają być bowiem z założenia nowe, wymyślone, bez zapożyczeń językowych, a słowo "smok" istnieje w języku polskim. Ponadto nazwa gatunkowa powinna być odmieniona.
Nic się tu zatem nie zgadza, ale polskim uczonym udało się jednak przewalczyć tę nazwę, która stanowi rodzaj żartu z ich strony, ale jednocześnie jak ulał pasuje do ogromnego drapieżcy sprzed wieków, który żył w południowej Polsce.

Smok wawelski ponownie istnieje
Od 2012 roku obowiązuje zatem łacińska nazwa Smok wawelski, a autorami opisu zwierzęcia są Grzegorz Niedźwiedzki, Tomasz Sulej i Jerzy Dzik. Puryści językowi mogą więc teraz zauważyć, że:
- Smok wawelski - to naukowa łacińska nazwa zwierzęcia, które naprawdę żyło w Polsce przed milionami lat
- smok wawelski - to jego spolszczona wersja
- Smok Wawelski - to z kolei nazwa mitycznego potwora z baśni o Krakowie, królu Kraku i szewczyku Dratewce.













