Ze wstępnych szacunków Lasów Państwowych wynika, że powódź zalała 6000 ha lasów na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach, 5100 ha w RDLP w Zielonej Górze, 330 ha w RDLP w Poznaniu i 9115 ha na terenie dyrekcji wrocławskiej.
Powodzie w Polsce. Ogromne straty w lasach
Trwa także liczenie strat w infrastrukturze leśnej: zniszczone są drogi, mosty, przepusty, zbiorniki i urządzenia retencyjne, które służyły nie tylko leśnikom, ale i lokalnym społecznościom.
Regionalne dyrekcje Lasów Państwowych dopiero zaczynają liczyć straty, ale już dziś jasno widać, że będą one ogromne - podkreśla Anna Choszcz-Sendrowska, rzecznika prasowa Lasów Państwowych. Największe są tam, gdzie przeszła powódź i woda stała przez kilka dni.
"Straty w drzewostanach zależą od tego, jak długo woda będzie stała lesie i od tego, które gatunki drzew zostały podtopione. Np. olsza w wodzie poradzi sobie znakomicie i nic jej nie będzie, ale jeżeli korzenie sosen, dębów czy buków zbyt długo będą w wodzie, te drzewa uduszą się i umrą" – mówi Witold Koss, dyrektor generalny Lasów Państwowych
"Zamarłe drzewa trzeba będzie usunąć i w ich miejsce posadzić nowe. To zadanie leśników" - dodaje Witold Koss.

Zatrzymać wodę w lasach
Lasy Państwowe przy usuwaniu skutków klęski chcą przebudować drzewostany tak, aby w lasach było więcej gatunków drzew. To sprawi, że będą bardziej odporne na zmiany klimatu.
Tak jest np. w Sudetach, gdzie zamierają 100-letnie świerki posadzone jeszcze przez Niemców. Leśnicy chcą sadzić tam lasy jodłowo-sosnowe. "To pomoże ocalić las i zatrzymać w nim wodę" - ocenia Jan Dzięcielski z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych we Wrocławiu.
Obszary dotknięte powodzią, zwłaszcza rozległe ośrodki miejskie wzdłuż głównych rzek, już dawno zostały zidentyfikowane jako wysoce podatne na powodzie - przypominają Lasy Państwowe. Regiony te obejmują Nysę i Wrocław w Polsce, Bratysławę na Słowacji, wschodnie regiony Galati i Vaslu w Rumunii, dolną Austrię i Wiedeń, a także Ostrawę, Opawę, Krnov, Jeseník i Litovel w Czechach.
Jednak żaden las, nawet z najlepszym systemem retencyjnym, nie zatrzymałby takiej ilości wody, jaka spadła przed tygodniem na Dolnym Śląsku - oceniają leśnicy.













