Reklama

TSUE: Rozpoczął się proces ws. kopalni Turów. "Zarzuty wyssane z palca"

Mimo prawie półrocznych negocjacji ws. kopalni Turów, Czechy nie wycofały pozwu z TSUE. Dzisiaj przed Trybunałem ruszył proces w sprawie polsko-czeskiego sporu.

- Dzisiejsze posiedzenie służy ustaleniu okoliczności postępowania w stopniu umożliwiającym wydanie przez TSUE orzeczenia. Nie powinniśmy spodziewać się go jednak wcześniej niż w pierwszym kwartale 2022 r., tym bardziej że wyrok poprzedzony będzie jeszcze opinią rzecznika generalnego. Jedyną deską ratunku polskiego rządu jest osiągnięcie porozumienia z Czechami, które wiązać będzie się z cofnięciem skargi i tym samym końcem postępowania w sprawie Turowa przed TSUE — komentuje Dominika Bobek, radca prawny z Fundacji Frank Bold.

Wojciech Ilnicki, szef Komisji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" KWB Turów uważa, że "zarzuty strony czeskiej są wyssane z palca" i nie potwierdzają ich żadne niezależne badania.

Reklama

- W Czechach jest hydrologiczna susza i to jest pierwsza sprawa. Jeżeli zaś chodzi o czeskie ujęcie w Uhelnej, to według najnowszych badań woda płynie w tym kierunku z Polski. Nie jest więc tak, że odkrywka Turów zabiera wodę z Czech. Jest dokładnie odwrotnie i wszyscy to wiedzą. Merytoryczne argumenty nie są tutaj w ogóle brane pod uwagę - tłumaczył Ilnicki w rozmowie z PAP.

Związkowiec uważa, że gdyby sędziowie podeszli do sprawy czysto merytorycznie, to wyrok musiałby być korzystny dla Polski.

- Uzależnienie Polski od węgla dawno przestało być tylko naszym wewnętrznym problemem. Dziś procedowany jest pierwszy w historii środowiskowy pozew złożony do TSUE przez inne państwo członkowskie. To sytuacja bez precedensu, a jednocześnie nie jest ona zaskoczeniem - rząd na własne życzenie doprowadził do eskalacji tego konfliktu. Wydając pozwolenie na dalszą rozbudowę kopalni Turów, zignorowano wszystkie uwagi obywateli i organizacji pozarządowych z Polski, Czech i Niemiec, wniesione przeciwko tej szkodliwej inwestycji. Rozwiązaniem jest jak najszybsze ogłoszenie przyspieszonej daty zamknięcia kompleksu energetycznego Turów oraz opracowanie planu sprawiedliwej transformacji regionu - komentuje Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska.

Geneza sporu

Nadal trwają negocjacje z Czechami ws. sporu wokół kopalni węgla brunatnego Turów. W piątek minister klimatu i środowiska Anna Moskwa spotkała się ze swoim czeskim odpowiednikiem. Wówczas poinformowano, że strony potrzebują "czasu do poniedziałku". Z kolei w poniedziałek w komunikacie resortu podano, że rozmowy są kontynuowane telefonicznie, a komunikat w sprawie ich przebiegu ma być opublikowany w połowie tygodnia.

Czesi pozwali Polskę przed TSUE w lutym. Zdaniem Pragi wydobycie węgla w Turowie spowodowało obniżenie się poziomu wody w regionie. Strona polska, choć temu zaprzeczyła, to wybudowała specjalną zaporę, która ma blokować przepływ wody do odkrywki.

W maju TSUE nakazało Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia, do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia. Pod koniec maja premier Mateusz Morawiecki na szczycie w Brukseli ogłosił, że osiągnięto porozumienie, a Czechy wycofają swój pozew. Zaprzeczył temu następnego dnia premier Czech, Andrej Babiš.

W czerwcu Czechy złożyły wniosek o nałożenie na Polskę 5 mln euro kary dziennie za niewstrzymanie wydobycia w Turowie. We wrześniu TSUE nakazało Polsce płacić 500 tys. euro kary dziennie. Do sporu przyłączyła się Komisja Europejska, która opowiedziała się po stronie Czech.

- Polska ma do zapłacenia już ponad 115 mln złotych kary za niedostosowanie się do postanowienia TSUE w sprawie czasowego wstrzymania działalności kopalni i kwota ta nieustannie rośnie. Wczoraj Polska otrzymała już pierwsze wezwanie do zapłaty. Turów będzie nas jednak kosztował znacznie więcej, jeśli przez brak odpowiedzialnych działań ze strony polskiego rządu zaprzepaścimy szansę na sprawiedliwą transformację regionu - komentuje Maria Wittels z Fundacji "Rozwój TAK - Odkrywki NIE". - Jedynym racjonalnym wyjściem, jest podanie daty wyłączenia Turowa zgodnej z prawem klimatycznym UE i celami porozumienia Paryskiego, a więc najpóźniej do 2030 r. - podsumowuje. 

Źrodło: PAP, Fundacja RT-ON, Zielona Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy