Reklama

Elektrownia Turów. Czy miliony pójdą z dymem?

Miliony euro może stracić województwo dolnośląskie przez nowy blok w Elektrowni Turów. Do jutra PGE GiEK ma zakończyć prace nad jego budową. Dodatkowe emisje gazów cieplarnianych mogą kosztować Polskę utratę części dotacji z Unii Europejskiej.

Nowy blok będzie emitował tyle dwutlenku węgla, co dwa i pół miliona samochodów - wyliczył niedawno Greenpeace. Budowa ma zakończyć się 15 maja. Ma, ponieważ PGE GiEK odesłało nas do komunikatu prasowego, którego w momencie publikacji tekstu na stronie spółki jeszcze nie było. 

Reklama

- To prawdziwa twarz PGE. Zamiast wziąć odpowiedzialność za transformację energetyczną, chce pozbyć się swoich nierentownych elektrowni węglowych i przekazać je Skarbowi Państwa. W efekcie wszyscy mamy zapłacić za skrajnie nieodpowiedzialne decyzje zarządu PGE. Ponad 4,3 miliarda złotych, które koncern wydał na blok w Turowie to pieniądze wyrzucone w błoto - mówi Joanna Flisowska, szefowa zespołu Klimat i Energia w Greenpeace Polska.

Dołącz do ZIELONA INTERIA także na Facebooku.

Według Anny Meres, koordynatorki kampanii ds. węgla brunatnego w Greenpeace Polska, "wola budowy nowego bloku w elektrowni Turów jest konsekwencją długofalowej,  niedorzecznej polityki energetycznej kraju przez lata opartej wyłącznie na węglu oraz błędnych decyzji, z których spółka PGE nie ma odwagi się wycofać". Koordynatorka podkreśla, że nowy blok w Turowie już w momencie uruchomienia będzie przynosić straty. 

Wynika to z cen emisji gazów cieplarnianych. Ta w Unii cały czas rośnie. W ciągu ostatniego roku cena podskoczyła z 20, do 53 euro. Tylko przez pierwsze dwa tygodnie maja tona podrożała o pięć euro. Polityka Energetyczna Polski na rok 2040 już w lutym, czyli w momencie publikacji, opierała swoje prognozy na o wiele niższych stawkach. Z powodu rosnących cen, PKN Orlen niedawno poinformowało, że kupiło zapas licencji na najbliższe dwa, trzy lata.  

Kolejny koszty to kara, jaką PGE otrzyma za niewypełnienie obowiązku mocowego. Nowy blok miał funkcjonować od początku 2020 r. We wrześniu zeszłego roku ówczesny wiceprezes PGE GiEK Paweł Strączyński ocenił, że efekt finansowy wynikający z opóźnienia wyniesie niespełna 40 mln zł.

Żeby uniknąć dodatkowych kosztów i kar, należy odejść od węgla do końca dekady. - Dalsze brnięcie w zaparte, utrzymywanie przez rząd i PGE, że węgiel w Turowie będzie można spalać do 2044 r., jest działaniem na szkodę społeczności lokalnej. Przez tę skrajną nieodpowiedzialność region straci szansę na wsparcie z unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji - komentuje Anna Meres, koordynatorka kampanii ds. węgla brunatnego w Greenpeace Polska. 

Fundusz ma wspierać te państwa Unii, które podejmują kroki w kierunku odejścia od spalania węgla do 2030 r. Polska do tej pory, przynajmniej bezpośrednio, nie poparła celu neutralności klimatycznej do 2050 r. Co więcej, nadal inwestujemy w węgiel, czego Turów jest przykładem. 

W marcu minister Piotr Naimski powiedział, że Polska może otrzymać połowę planowanych środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. To swego rodzaju kara za brak deklaracji odnośnie neutralności klimatycznej i inwestowanie w węgiel.

Dla krajów, które będą odchodzić od węgla w ciągu najbliższych 10 lat, przeznaczono kilkadziesiąt miliardów euro. Zdaniem Maras, opóźniona polityka energetyczna Polski może spowodować, że i tych pieniędzy nasz rząd nie dostanie.

Podczas ostatniej akcji w Turowie, aktywiści Greenpeace wyświetlili na chłodni kominowej nowego bloku napis: "Tutaj spalimy waszą przyszłość. PGE". Zaprezentowano także zdjęcie wicepremiera Jacka Sasina, który w rządzie odpowiada za sektor węglowy. To właśnie Sasin brał udział w negocjacjach umowy społecznej, która zapewnia górnikom, że ostatnia kopalnia zostanie zamknięta w 2049 r. Zaledwie rok później Unia Europejska ma osiągnąć neutralność klimatyczną. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Elektrownia Turów | neutralność klimatyczna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy