Swojego pierwszego orangutana zobaczyłem 25 lipca 1956 roku podczas trzeciego wyjazdu z cyklu Na tropach zwierząt

Było to pamiętne spotkanie. Nigdy wcześniej nie widziałem małpy człekokształtnej na wolności. Ogromny samiec - czerwona masa futra huśtająca się wśród gałęzi - spoglądał na mnie z góry z zainteresowaniem, a nawet z lekką wzgardą. Ujęciom, które nakręciliśmy, daleko było do doskonałości. Zwierzę było częściowo schowane, a co gorsza, filmowaliśmy pod słońce, ale tak czy inaczej, według mojej wiedzy, jako pierwsi pokazaliśmy w telewizji nagrania orangutanów na wolności. Tego osobnika wytropili dla nas miejscowi myśliwi z długiego domu, w którym się zatrzymaliśmy, w połowie drogi w górę rzeki Mahakam we wschodniej części Borneo. 

Kiedy zbieraliśmy się do odejścia, jeden z nich strzelił do niego. Obróciłem się, oburzony. "Dlaczego to zrobiłeś?" - spytałem. "Takie małpy niszczą uprawy, bez których nie nakarmię rodziny" - odparł. Czy miałem prawo powiedzieć mu, że nie powinien tego robić?

Są domem dla ponad połowy wszystkich gatunków lądowych naszej planety. Rosną w wilgotnych, tropikalnych regionach, które obfitują w zasoby niezbędne dla prawie wszystkich roślin — słodką wodę i światło słoneczne. 

W okolicach równika słońce świeci przez dwanaście godzin dziennie. Właściwie nie występują tam pory roku. Prądy powietrzne przenoszą wilgoć, a roczne opady sięgają czterech metrów. Las ma też własny obieg wody — każdego ranka po wschodzie słońca wilgoć paruje z bilionów liści, by za jakiś czas opaść ponownie w postaci deszczu.

Jest to tak doskonałe środowisko dla roślin, że nigdzie indziej na całej planecie nie można zaobserwować równie potężnej i żywiołowej walki o przestrzeń życiową. 

Olbrzymie drzewa, osiągające czterdziestu metrów wysokości, rozpościerają gałęzie na wszystkie strony, aby zyskać dostęp do światła. Razem tworzą coś rzadko spotykanego — środowisko w pełni trójwymiarowe. Nad wszystkim góruje sklepienie z liści, a gałęzie pełnią rolę autostrad dla stworzeń, które nie potrafią latać. Dużo niżej, na zacienionym podłożu, plątanina potężnych korzeni i cieniutkich odnóżek tworzy podparcie dla masywnych pni. Tysiące roślin wspierają się na nieskończenie wiele sposobów. Niektóre pną się szybko w górę po drzewach, żeby zapewnić sobie dostęp do światła. Inne, których nasiona prawdopodobnie przenoszą ptaki, znajdują sobie miejsce na gałęziach. Jeszcze inne żyją niemal w mroku blisko ziemi. Rosną wolno, czerpiąc składniki odżywcze z dywanu opadłych liści.

Wśród tej całej roślinności kryją się zwierzęta. Przeważają wśród nich gatunki niewielkich rozmiarów. Występują tu liczne bezkręgowce, małe ssaki i ptaki. Żywią się nasionami, korą, owocami i liśćmi, wysysają soki roślin i nektar. Przyrodnik próbujący rozplątać tę sieć będzie się wciąż zachwycał zachowaniem i trybem życia każdego z nich. 

Można tam znaleźć osy, które większość życia spędzają wewnątrz malutkich fig, wciornastki skręcające się wewnątrz kwiatów, kijanki, które pływają w podobnych do kielicha liściach dzbaneczników, jaszczurki, których skóra i wypustki tak przypominają pnie drzew, że nie sposób je zauważyć, dopóki się nie ruszą. Lasy deszczowe to miejsca, w których ewolucja przybiera najbardziej szalone formy.

Cykl życia roślin nie zależy od klimatu, więc kwitnienie, owocowanie i wytwarzanie nasion może występować w dowolnym momencie. Niektóre drzewa owocują prawie bez przerw. Inne rosną miesiącami, a nawet latami, po czym znienacka obsypują się kwiatami i owocują. Dzięki temu zapylanie, konsumpcja owoców i przenoszenie nasion nie są zjawiskami sezonowymi, tak jak się to dzieje w lasach na północy i południu globu. 

Pożywienie dostępne jest przez cały rok i korzystają z niego dziesiątki gatunków należących do różnych grup zwierząt. Większość z milionów gatunków występuje niezbyt licznie, a ich zasięg ograniczony jest do niewielkiego obszaru. Wiele z nich prowadzi bardzo wyspecjalizowany tryb życia. Dany owad może występować tylko na jednym gatunku roślin. W rezultacie powstaje oszałamiająco złożona sieć powiązań, a każdy gatunek jest kluczowy dla istnienia całego ekosystemu.

Przykładem może być orangutan, o którym nie mogłem zapomnieć. Ten gatunek człekokształtnych występuje w lasach Borneo i Sumatry i odgrywa ważną rolę w roznoszeniu nasion wielu gatunków drzew. Samice orangutanów opiekują się potomstwem przez dziesięć lat, ucząc je kiedy i jak zbierać dziesiątki różnych owoców.

Ze względu na swój rozmiar i niemal całkowicie wegetariańską dietę potrzebują bardzo dużo pokarmu. Bezustannie przemieszczają się w poszukiwaniu dojrzałych owoców. Część pestek wypluwają od razu podczas jedzenia, a resztę noszą w żołądku całymi dniami. Wydalają je z odchodami wiele kilometrów dalej. Obie te metody zwiększają szanse na wykiełkowanie. Niektóre gatunki roślin są wręcz całkowicie zależne od orangutanów.

U podstaw bioróżnorodności lasów deszczowych leży zadziwiająca mnogość gatunków drzew. Tę cechę skutecznie niszczymy. 

Na przestrzeni lat wiele razy bywałem w Azji Południowo-Wschodniej. Od lat sześćdziesiątych Malezja, a potem także Indonezja zaczęły zastępować wielogatunkowe lasy plantacjami palm olejowych. 

Kiedy w 1989 roku pojechałem do Malezji podczas pracy nad serialem Na ścieżkach życia, plantacje pokrywały już dwa miliony hektarów. Pamiętam, że jechaliśmy wzdłuż rzeki w poszukiwaniu nosaczy. Otaczała nas znajoma ściana zieleni, a spomiędzy liści co chwilę wylatywały ptaki. Pozwoliłem sobie wierzyć, że może wszystko jest w porządku. Jednak w drodze powrotnej lecieliśmy nad tym obszarem samolotem i zobaczyłem, jak to wszystko naprawdę wygląda. Wzdłuż rzeki ciągnął się pas lasu szeroki mniej więcej na osiemset metrów, tak wąski i odsłonięty, że nie miał szans na przetrwanie. Wszędzie dookoła, jak okiem sięgnąć, widać było tylko jeden gatunek drzew - rosnące w równych rzędach olejowce.

Mieszkańcy Azji Południowo-Wschodniej szli po prostu w ślady ludzi Zachodu. Na zdjęciach satelitarnych Europy i Ameryki Północnej widać niewielkie plamy ciemnej zieleni, otoczone przez szerokie pasy pól uprawnych. Prawdę mówiąc, zawsze istniały dwa powody wycinki lasów. Ludzie potrzebują zarówno drewna, jak i wykarczowanej ziemi. Nic dziwnego, że Homo sapiens niszczy lasy tak skutecznie i z determinacją. Szacuje się, że od początków cywilizacji ubyły nam trzy biliony drzew. To, co ma miejsce obecnie, jest tylko najnowszym rozdziałem globalnej deforestacji, która trwa od tysiącleci.

Obecne czasy są przełomowe dla lasów deszczowych. I oczywiście działamy z rozmachem, w tempie, które zwiększa się co roku. To zresztą typowe dla drugiej połowy dwudziestego wieku - drugiej połowy mojego życia.

Orangutany z Borneo nie są w stanie przetrwać bez lasów, więc ich populacja zmniejszyła się o dwie trzecie od czasu mojego pierwszego spotkania z nimi, sześćdziesiąt lat temu. Wciąż łatwo je znaleźć i sfilmować, ale nie dlatego, że jest ich tak wiele — po prostu żyją w sanktuariach i ośrodkach rehabilitacji dzikich zwierząt, pod opieką przyrodników zaniepokojonych tempem obserwowanych zmian.

Nie możemy wycinać lasów w nieskończoność, a wszystko, co nie może trwać wiecznie, oznacza zachwianie równowagi w przyrodzie. Jeśli ją zaburzamy, szkody stają się coraz poważniejsze, aż wreszcie cały system zaczyna się walić. Żadne środowisko, nawet największe, nie jest już bezpieczne.