Prof. Karaczun: Musimy zatrzymać katastrofę klimatyczną albo czeka nas świat jak z "Mad Maxa"

"Jeśli nie powstrzymamy katastrofy klimatycznej, to zniknie cywilizacja, znikną więzi społeczne, to wszystko, co zbudowaliśmy przez tysiące lat" - twierdzi sozolog i ekspert Koalicji Klimatycznej prof. Zbigniew Karaczun. Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) opublikował raport na temat zmian klimatycznych.

Wizualizacja metanu w atmosferze ziemskiej, wykonana przez NASA.
Wizualizacja metanu w atmosferze ziemskiej, wykonana przez NASA.HANDOUT/AFP/East NewsEast News
partner merytoryczny
banner programu czyste powietrze

Mateusz Czerniak, Zielona Interia: Jakie są najważniejsze wnioski wynikające z nowego raportu IPCC?

Prof. Zbigniew Karaczun: Najważniejsze jest zdecydowane potwierdzenie wniosków z wcześniejszych raportów: zmiany klimatu są spowodowane przez człowieka i przyspieszają. Skutki emisji gazów cieplarnianych wystąpią zdecydowanie wcześniej, niż kiedyś przewidywaliśmy. W ciągu 20 lat średnia globalna temperatura wzrośnie o ponad 1,5 stopnia w stosunku do czasów sprzed rewolucji przemysłowej. Już dzisiaj jest to 1,1 st. Celsjusza. Stężenie CO2 w atmosferze jest w tym momencie najwyższe od 2 mln lat, a stężenie metanu i podtlenku azotu od 800 tys. lat.

Jest coś, czego przed publikacją raportu nie wiedzieliśmy?

Nie ma tam rzeczy, których nie wiedzieliśmy tak zupełnie, ale jednocześnie dopiero po tym raporcie wiemy niektóre rzeczy na sto procent pod względem naukowym. Na przykład właśnie to, o czym wspomniałem przed chwilą, że temperatura wzrośnie ponad 1,5 stopnia w ciągu dwóch dekad niezależnie od dalszych scenariuszy emisji CO2. Dopiero później będziemy mogli obniżyć ją nieco poprzez wyciąganie CO2 z atmosfery. Natomiast same skutki zmian klimatu widać już teraz, na to nie trzeba czekać. Wystarczy spojrzeć na ostatnie miesiące - trąba powietrzna w Czechach, powodzie w Niemczech i Belgii, pożary w Grecji i Turcji.

Warto tutaj wyjaśnić, czemu próg 1,5-2 stopni jest taki ważny. Zgodnie z wiedzą naukową jest to dla klimatu punkt krytyczny. Jeśli temperatura wzrośnie powyżej tego poziomu, to system klimatyczny może się tak zmienić, że nie będziemy się już w stanie, jako cywilizacja do tych zmian dostosować, bo będą one tak wielkie. Na szczęście nadal możemy uniknąć tego scenariusza. I to jest ważne, optymistyczne przesłanie raportu IPCC. Ale to chyba jedyny taki optymistyczny akcent w tym pracowaniu. Wszystkie inne dane, dotyczące tempa zachodzących zmian, prognozowanych skutków, czy gotowości do podejmowania niezbędnych zadań, brzmią niestety pesymistycznie.

To kluczowa dekada w historii cywilizacji, żeby przetrwała taka, jaką ją znamy?

Myślę, że możemy tak powiedzieć. Te niecałe 10 lat, które nam zostało, są kluczowe dla zapewnienia długoterminowego bezpieczeństwa ludzkości.

Jeśli nie powstrzymamy katastrofy klimatycznej, to świat się nie skończy, system przyrodniczy przetrwa, ale będziemy mieli po prostu coś w rodzaju "Mad Maxa". Zniknie cywilizacja, znikną więzi społeczne, to wszystko, co zbudowaliśmy przez tysiące lat.

Gaya Herrington, analityczka KGPM, skonfrontowała ostatnio z najnowszymi danymi raport Klubu Rzymskiego "Granice wzrostu" z 1972 r., który mówił, że społeczeństwa, jakie znamy, upadną w XXI w. przy obecnym tempie eksploatacji Ziemi. Okazało się, że raport miał rację - jesteśmy właśnie na drodze do upadku.

Bo nam się ciągle wydaje, że zasoby, którymi dysponujemy, są nieograniczone. Jednak jest inaczej. Dobrze to widać, kiedy się patrzy na zdjęcie "Wschód Ziemi" z 1968 r., zrobione przez Apollo 8 podczas pierwszego okrążenia Księżyca. Kiedy patrzymy na tę małą niebiesko-zieloną kulkę, naszą planetę, która jest naszym jedynym domem, zanurzoną w bezmiarze przestrzeni kosmicznej, zdajemy sobie sprawę, że te zasoby są naprawdę bardzo ograniczone.

"Wschód Ziemi"
"Wschód Ziemi"HO / NASAAFP

Jeżeli chcemy przetrwać jako gatunek, to nie możemy przekroczyć granic stabilności systemów przyrodniczych. Inaczej będziemy tylko kolejnym etapem ewolucji, który zniknie i otworzy szanse na rozwój dla innych gatunków.

I rzeczywiście to w tej dekadzie zadecyduje się to, czy tak będzie.

I co musimy zrobić, żeby tak się nie stało?

Musimy sobie uświadomić, że czas nieograniczonej konsumpcji i wzrostu się skończył. Musimy budować cywilizację umiaru.

Najpierw oczywiście potrzeba jak najszybszej dekarbonizacji. Dwa sektory, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę, to energetyka i transport. Później rolnictwo, które musimy zbudować zupełnie od nowa. Dieta w krajach wysokorozwiniętych to przede wszystkim mięso. By je wyprodukować, zużywa się ogromne ilości energii. Niemal 70 proc. całej produkcji roślin uprawnych i 70 proc. wody pitnej, którą zużywamy, przeznacza się na hodowlę zwierząt. A to dostarcza jedynie około 15 proc. kalorii, które spożywamy. Reforma sektora rolniczego będzie jedną z najtrudniejszych na drodze do osiągnięcia neutralności klimatycznej, bo emisja ma tam charakter procesowy. Jeśli chcemy uprawiać rośliny, jeśli chcemy hodować zwierzęta, to musi następować emisja gazów cieplarnianych. Ale na drugiej szali mamy głód i niedostatek produktów rolnych.

Jeżeli chodzi o energetykę to my, jako konsumenci, bezpośrednio nie możemy za wiele zmienić, ale jeśli chodzi o transport, czy wybory żywnościowe to możemy wybierać alternatywy z niższym śladem węglowym. Czy indywidualne wybory życiowe są więc w stanie coś zmienić? Czy znaczenie mają tylko zmiany systemowe?

To muszą być dwa równoległe procesy, nie można traktować ich jako alternatywy. Zmiany systemowe są oczywiście podstawą, ale indywidualne są również ważne. Poprzez wybory konsumenckie wpływamy na producentów, na podaż mniej lub bardziej emisyjnych produktów. Nawet z energią jest tak, że możemy po prostu starać się ograniczać jej zużycie lub kupować ją od producentów, którzy korzystają z odnawialnych zasobów energetycznych.

Poza tym trzeba pamiętać, że to my dokonujemy wyboru polityków, którzy kształtują zmiany systemowe.

Zastanawiam się, jak przekonać do tych zmian społeczeństwo. Niektórzy powiedzą, że politycy jeżdżą limuzynami i latają ciągle za granicę, a im zabrania się aspirować do takiego poziomu życia. I trudno tych emocji nie rozumieć.

W tym przypadku bardzo ważna jest rola demonstracyjna władzy publicznej. Władza publiczna, która zachęca do korzystania z komunikacji publicznej czy transportu pieszego, a sama jeździ służbowymi samochodami, jest niewiarygodna. Za tym powinny iść też przepisy, które mówią np. o tym, że nie można odliczać sobie od podatku korzystania z samochodów służbowych, a można sobie odliczyć zakup roweru.

Zmiany systemowe są potrzebne, żeby zachęcać ludzi do wyborów korzystnych dla naszej przyszłości. Trzeba też ludzi edukować, rozmawiać z nimi i pokazywać, jaki jest sens danych polityk. Ten przekaz powinien być bardzo wiarygodny. Co się dzieje, kiedy nie jest, pokazuje pandemia. Rok temu rząd mówił, że nie musimy się już bać koronawirusa, a teraz ostrzega przed czwartą falą i zachęca do szczepień. Nic dziwnego, że ludzie po prostu nie mają do niego zaufania i odmawiają działan, które mogą ocalić ich życie. Więc jak teraz słyszę doradcę prezydenta Dudy, który relatywizuje zagrożenie klimatyczne, to dla mnie to jest skandal.

Skoro już jesteśmy przy Polsce, to jakie są najpilniejsze działania, które nasz kraj powinien podjąć?

Przede wszystkim dekarbonizacja energetyki, ale ważne są także zmiany w sektorze transportu. W Polsce w ciągu ostatnich 30 lat nastąpił 70 proc. wzrost emisji gazów cieplarnianych z tego sektora. To efekt prowadzenia przez kolejne rządy polityki protransportowej i promotoryzacyjnej. To musi się koniecznie zmienić.

Elektrownia Bełchatów jest elektrownią emitującą najwięcej CO2 na całym świecie.
Elektrownia Bełchatów jest elektrownią emitującą najwięcej CO2 na całym świecie.Tomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

Duże zmiany powinny także zajść w leśnictwie. Jest to sektor, który można wykorzystać w ochronie klimatu, ale w Polsce bardzo mocno spada poziom pochłaniania przez lasy CO2 ponieważ spada powierzchnia zalesiania. 15 lat temu zalesialiśmy ok. 15-20 tys. hektarów rocznie, a w tej chwili zalesiamy około tysiąca. Jest to naprawdę duży spadek.

Musimy zmieniać też normy efektywności energetycznej w budownictwie i lepiej gospodarować odpadami. Wiemy, co trzeba zrobić, natomiast brakuje decyzji politycznych.

Spotykam się z licznymi głosami, które mówią o tym, że Polska to przecież tylko jeden procent światowych emisji i nie ma sensu tego redukować, bo emitują też wielkie Chiny czy Indie.

To oczywiście całkowicie bezsensowne myślenie. Jeżeli wiem, że Kowalski i Malinowski kradną, to czy to usprawiedliwia mnie? Odpowiedzialność spoczywa na nas wszystkich i takie oglądanie się na innych nic nie zmienia. Kiedy przynosiłem dwójkę ze szkoły i próbowałem się usprawiedliwić, że moi koledzy też takie oceny dostali, to moi rodzice słusznie mówili, że ich to nie interesuje.

Sprostanie wyzwaniu jakie tworzy zmiana klimatu wymaga globalnej solidarności. Trzeba pamiętać, że Polska była krajem, który w latach 80. i 90. podczas transformacji dostał wiele różnego rodzaju pomocy, więc powinien poczuwać się do odpowiedzialności międzynarodowej i oferować solidarność krajom, które dziś są w gorszej sytuacji materialnej i rozwojowej niż Polska.

Zresztą pierwszy z tych krajów - Chiny - zadeklarowały już, że osiągną neutralność klimatyczną w 2060 r. Dodatkowo emisja per capita, czyli na osobę, jest w tych dwóch krajach znacznie niższa niż w Polsce. Znaczna część emisji Chin to emisja dotycząca produktów eksportowanych do Europy i krajów wysoko rozwiniętych gospodarczo z pozostałych kontynentów.

Od kilkudziesięciu lat wiedzieliśmy, że dążymy do tego punktu, w którym teraz jesteśmy, ale zabrakło politycznej woli do wystarczających zmian. Mamy powody, by sądzić, że decydenci zachowają się teraz inaczej?

Przyznam się, że nie jestem optymistą, ale gdzieś tam we mnie jest cień nadziei, że jesteśmy w stanie zatrzymać się nad tą przepaścią. Z drugiej strony moja znajomość systemu przyrodniczego sprawia, że wiem, jak łatwo jest przekroczyć punkt krytyczny. Skutki naszych działań nie ujawnią się z dnia na dzień. Jest to proces rozciągnięty w czasie, który może trwać 20, 50 lub 300 lat.

Moją największą nadzieją są młodzi ludzie, którzy są coraz bardziej świadomi tego, że starsze pokolenia chcą im zabrać należącą do nich przyszłość i będą dużo bardziej radykalnie dążyli do zmian.

Prof. Zbigniew Karaczun to sozolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i ekspert Koalicji Klimatycznej.

INTERIA.PL
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd na stronie?
Dołącz do nas