Reklama

Manuel Pulgar Vidal, WWF: Dla ratowania klimatu rozpoczęła się decydująca dekada

Konsekwencje zmian klimatu będą wielokrotnie gorsze od pandemii - mówi w rozmowie z Interią Manuel Pulgar Vidal, dyrektor ds. klimatu i energii Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF).

Ewa Wysocka, Interia: Czy pana zdaniem, istnieją szanse na przechytrzenie zmian klimatycznych? Nie mówię o ich zahamowaniu tylko ograniczeniu, zmianie torów. 

Manuel Pulgar Vidal, dyrektor ds. klimatu i energii: Myślę, że podejmowane na świecie decyzje idą właściwą drogą ale wciąż nie są wystarczające. Nie są też wypełniane zobowiązania dotyczące tych decyzji. Dlatego uważam, że potrzebujemy nowych inicjatyw i wsparcia a nawet wymuszania na tych, którzy nie dotrzymują zobowiązań, aby to zrobili. Dlaczego myślę, że podjęto dobre decyzje? Ponieważ po podpisaniu porozumień paryskich byliśmy w stanie wspólnie budować konsensusy. Cała planeta, bez wyjątków zgadza się, że temperatura nie może wzrosnąć powyżej 1,5 stopni Celsjusza. 

Reklama

W ciągu ostatnich 100 lat wzrosła już o 1,1 stopnia. 

- Właśnie. Ale żeby nie przekroczyła kolejnych 1,5 stopnia Celsjusza, nasza gospodarka -  każdego kraju i całej planety - do 2050 roku musi przestać wysyłać do atmosfery dwutlenek węgla. Uważam, że w ciągu trwającej dekady musimy znacząco podnieść poziom naszych ambicji dotyczących redukcji emisji gazów. Ta dekada to nasza ostatnia szansa abyśmy mogli wypełnić cele, do których się zobowiązaliśmy. 

Ostatni raport Międzyrządowego Zespołu ds. Klimatu (IPCC), który działa przy ONZ i zrzesza naukowców z całego świata, nie jest optymistyczny. 

- Raport Międzyrządowego Zespołu ds. Klimatu jest jak zwykle realistyczny. Jego podstawową funkcją jest ocena rzeczywistości i kształtowanie przyszłości. W części optymistycznej możemy przeczytać, że wciąż jest możliwe dotrzymanie umowy dotyczącej nieprzekraczania wzrostu temperatury na Ziemi o 1,5 stopnia Celsjusza. Autorzy raportu podkreślają jednak, że aby tak się stało, zmiany muszą być głębokie, transformujące istniejące systemy. Do tych zmiany jednak nie dochodzi. Dlatego eksperci ostrzegają, że jeśli nie zmienimy naszych zachowań, doprowadzimy do wzrostu temperatury od 3 do 5 stopni Celsjusza. 

A to będzie dla Ziemi katastrofą.

- Tak. Ale z drugiej strony eksperci twierdzą, że rezultaty naszych pozytywnych zachowań będą widoczne nie wcześniej niż za 30-50 lat. Dlatego w grę wchodzą kwestie etyki międzypokoleniowej i na to trzeba bardzo uczulać. 

Oznacza to, że my, mieszkańcy Ziemi, mamy od 30 do 50 lat na działania, zanim wpadniemy w klimatyczną przepaść? 

- Nie, mamy mniej czasu. 

Ile zostało nam lat? 

- Powiedziałbym - decyzyjna dekada, czyli od teraz do 2030 roku. Nadeszła chwila, w której naprawdę musimy zredukować emisję gazów. Bo tylko to wprowadzi świat na drogę, która pozwoli mu sprostać postawionym celom. 

Czyli zostało nam dziewięć lat? 

- Tak, dziewięć lat. 

Co stanie się, jeśli do 2030 roku nie wypełnimy zobowiązań?

- Jeśli tego nie zrobimy, to wtedy - i o tym też jest w raporcie - szybko dojdzie na Ziemi do wzrostu temperatury ponad ustalony w Paryżu 1,5 stopnia Celsjusza. 

A wtedy co się stanie? 

- Jeśli po wzroście o 1.1 stopnia widzimy już duże konsekwencje, to po przekroczeniu 1,5 stopnia Celsjusza efekty zmian klimatycznych będą się mnożyły. I co gorsza, to będą efekty systemowe, naruszające ekosystem planety. Wzrośnie poziom mórz bo rozpuszczą się lodowce, dojdzie do przemieszczenia biegunów, w oceanach wzrośnie temperatura powierzchniowa wody. Wszystkie te efekty będą miały konsekwencje gospodarcze - utrata akwenów połowowych, zasolenie gruntów rolnych, utrata ich powierzchni, brak pitnej wody. A wszystko to razem będzie wpływało na nasze zdrowie. 

Czytaj dalej na INTERIA BIZNES


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje