Reklama

NABE: bezpieczeństwo energetyczne czy niepotrzebny twór?

Coraz więcej wiadomo na temat Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, która ma skupiać aktywa węglowe obecnie należące do takich spółek jak PGE, Tauron, Enea i Energa. Resort uważa, że utworzenie NABE to konieczność, ale eksperci są wobec tej koncepcji bardzo krytyczni.

Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NABE) ma być podmiotem skupiającym w sobie aktywa węglowe, które zostaną mu przekazane z innych spółek energetycznych. To ma pozwolić im na łatwiejsze pozyskiwanie funduszy na inwestycje w czystą energię. Dodatkowo subsydiowanie NABE z publicznych pieniędzy ma zahamować wzrost cen prądu wynikający z drożejących pozwoleń na emisję CO2. Nie wiadomo jednak czy zgodzi się na to Komisja Europejska. 

- To będzie stabilizator rynku energetycznego, dający nam to, co najważniejsze, czyli bezpieczeństwo energetyczne, możliwość wytwarzania odpowiedniej ilości energii, potrzebnej do funkcjonowania naszej gospodarki i naszego kraju - mówił o NABE minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Według niego mechanizmy i narzędzia finansowe pozwalające wspierać NABE mają powstrzymać rosnące ceny prądu. Dodatkowo wydzielenie aktywów węglowych ze spółek energetycznych ma sprawić, że będzie im łatwiej pozyskiwać fundusze na inwestycje w czystą energię - Aby dokonać takich inwestycji, spółki muszą mieć możliwość pozyskiwania finansowania zewnętrznego (...). Te ogromne środki, które muszą być zainwestowane przez spółki, muszą być pozyskane drogą rynkową (...) - także z instytucji finansowych, które dzisiaj niechętnie finansują, albo wręcz nie chcą finansować, inwestycji podmiotów, których częścią działalności jest produkcja energii z węgla - mówił Sasin

Reklama

NABE pod ostrzałem

Jednak zapytani przez nas eksperci są krytyczni w stosunku do pomysłu utworzenia NABE.

- Te same cele, która ma zrealizować NABE, dałoby się lepiej osiągnąć innymi środkami, bez tworzenia takiej agencji. Jeśli zostanie ona utworzona, będzie to bardzo duży podmiot, który będzie kontrolował znaczną część polskiego rynku wytwarzania energii, składając się wyłącznie z aktywów węglowych, które szybko tracą rentowność i w krótkiej perspektywie będą musiały być wygaszone. Uzależnianie bezpieczeństwa dostaw energii od takiego podmiotu jest ryzykowne  - mówi Zielonej Interii Izabela Zygmunt, starsza analityczka instytutu WiseEuropa. 

Dołącz do ZIELONA INTERIA także na Facebooku

Według niej powołanie NABE może utrudniać prowadzenie dalszej transformacji energetycznej. 

- Będziemy mieli wielki podmiot w systemie energetycznym, który będzie trudno poddawał się zmianom, bo z jednej strony dla NABE nie przewidziano ścieżki rozwoju, dla węgla jedynym możliwym kierunkiem jest wygaszanie, a z drugiej - ze względu na swój rozmiar NABE będzie istotnym elementem systemu energetycznego. Jednocześnie ten podmiot będzie musiał się mierzyć z rosnącymi cenami praw do emisji CO2 i innymi trudnościami.  To może skłaniać władze do tworzenia polityki energetycznej w sposób faworyzujący ten podmiot, co zostawi mniej miejsca dla rozwoju innych podmiotów, które mogłyby inwestować w czystą energię - mówi Zygmunt.

Analityczka podkreśla też, że NABE może mieć negatywny wpływ na koszty energii. 

Niskie ceny prądu? Nic z tych rzeczy

- NABE będzie wymagać subsydiowania, żeby przy rosnących cenach uprawnień do emisji CO2 utrzymać się na powierzchni. Będziemy zatem wszyscy dopłacać z budżetu do wytwarzanej przez Agencję energii, co znaczy, że te środki nie zostaną zainwestowane w transformację i w czyste, tańsze źródła energii - mówi. O ile w ogóle Komisja Europejska zgodzi się na udzielenie wsparcia z budżetu dla aktywów węglowych, bo to stoi w opozycji do całej unijnej polityki i spowolni adaptację Polski do wymagań Wspólnoty.

- Poza tym nie jest wcale konieczne tworzenie takiej instytucji, bo bezpieczeństwo energetyczne można zapewnić bez niej, dzięki odpowiednim mechanizmom wsparcia. Drugi problem, który miałoby rozwiązać przekazanie aktywów węglowych do NABE, czyli trudności spółek energetycznych z pozyskiwaniem środków na inwestycje, też można rozwiązywać inaczej, np. przez przyjęcie przez te spółki jasnego i wiążącego planu wygaszenia tych aktywów - stwierdza ekspertka i dodaje: - Jedyną zaletą, jaką widzę w tym całym projekcie, jest to, że może on stać się początkiem dyskusji na temat tego, jak ma być kształtowany dalszy rozwój systemu energetycznego w Polsce. Natomiast NABE jako taka nie stanowi odpowiedzi na to pytanie. 

Podobnego zdania jest Paweł Czyżak, ekonomista i analityk danych fundacji Instrat. 

- Jeśli chodzi o jego wpływ na ceny o energii to będzie on negatywny. Tworzenie monopolisty, jakim ma być NABE, powoduje, że taki monopolista może sobie dowolnie kształtować ceny - stwierdza i dodaje, że "od początku wiadomo, że NABE to podmiot, który nie jest nastawiony ani na inwestycje, ani innowacje, ani rozwój pracowników, tylko jest to po prostu »umieralnia«, która w końcu będzie musiała zostać zamknięta, bo składa się z samych węglowych aktywów". 

- Co prawda NABE jest jakąś metodą zapewnienia stabilności systemu energetycznego, bo w tej chwili bez dodatkowego wsparcia z budżetu państwa spółki posiadające aktywa węglowe miałyby problem z rentownością. Jednak powołanie tego podmiotu nie jest najlepszym rozwiązaniem problemu. Już lepiej byłoby przyznać wsparcie istniejącym spółkom, ale podzielić je na mniejsze. Albo zrobić tak, jak jest w Niemczech, gdzie jest jeden podmiot, który zajmuje się w całości energetyką konwencjonalną, ale ma także aktywa elektrowni gazowych i elektrociepłowni, a więc rentowne aktywa, co pozwala istnieć takiemu podmiotowi realnie na zasadach rynkowych, a nie utrzymywać się tylko przez subsydia - tłumaczy Czyżak.

Według niego wpływ NABE na tempo dekarbonizacji nie może być korzystny. 

- Cała idea tego podmiotu jest taka, aby jak najbardziej wydłużyć czas życia elektrowni węglowych. Nowa agencja, nad którą nie będzie żadnej kontroli, może łatwo szantażować państwo, domagając się kolejnych transz finansowania w zamian za zapewnienie prądu w gniazdku. Nie mamy żadnej gwarancji, że będzie ona respektowała unijne cele klimatyczne ani dbała o dobro i zdrowie obywateli - stwierdza.

Ekspert uważa, że "jedyną zaletą tego projektu jest to, że zaczęła się przy jego okazji dyskusja na temat wyłączaniu polskich elektrowni". 

W sprawie NABE poprosiliśmy o komentarz Ministerstwo Aktywów Państwowych, ale do momentu publikacji nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Jeżeli ją otrzymamy, aktualizujemy tekst. 

Aktualizacja: 6 sierpnia otrzymaliśmy odpowiedź od Ministerstwa Aktywów Państwowych.

"Głównym celem (powołania NABE - przyp. red.) jest ograniczenie kosztów procesu transformacji energetycznej dla odbiorców końcowych. Wydzielenie aktywów wytwórczych do NABE pozwoli ograniczyć ryzyko regulacyjne i klimatyczne (ceny EUA) spółek sektora elektroenergetycznego. Proces istotnie zwiększy potencjał spółek do inwestowania w nowe nisko i zeroemisyjne źródła wytwórcze ponieważ uzyskają one dostęp do szerszej i atrakcyjniejszej oferty instytucji finansowych, zamkniętej, zgodnie z ich politykami, dla przedsiębiorstw obarczonych tzw. śladem węglowym. W przypadku braku podjęcia odpowiednich działań, utrzymanie statusu quo może prowadzić do niekontrolowanej transformacji energetycznej zagrażającej bezpieczeństwu energetycznemu państwa w wyniku masowego odstawiania niskoobciążonych jednostek węglowych. W konsekwencji nastąpiłby gwałtowny i niekontrolowany wzrost cen energii wynikający z kosztów emisji, który będzie potęgowany brakiem nowych inwestycji i stopniowym odstawianiem najstarszych wyeksploatowanych jednostek węglowych. (...) Powstanie NABE przyczyni się do zapewnienia stabilnych cen energii elektrycznej bez drastycznych wzrostów cen energii" - napisał w oświadczeniu resort.

Źródło: Zielona Interia, PAP

mcz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje