Przypadek Steve'a Irwina był bardzo głośny na świecie. Australijski twórca wprowadził filmy przyrodnicze na zupełnie nowy, niebezpieczny poziom. Kręcił filmy głównie o sobie, nie o zwierzętach. O tym jak je tropi, łapie, jak bardzo to podniecające i niebezpieczne.
Steve Irwin, czyli typ przyrodnika-ryzykanta
Jego filmy najczęściej wyglądały tak: Steve Irwin skradał się do zwierzęcia, zerkał w kamerę i gestem pokazywał, by zachować ostrożność, bo szalenie ryzykuje. Następnie łapał upatrzony cel za ogon albo drażnił w inny sposób, by ten przed kamerą pokazał złość. Wybierał zawsze zwierzęta bardzo groźne: rekiny, krokodyle, węże, pająki.
W końcu, w 2006 r. podczas realizacji filmu na Wielkiej Rafie Koralowej, ukłuła go płaszczka. Przebiła kolcem ogonowym pierś filmowca, ten zdążył powiedzieć "umieram".
Jego śmierć była początkiem dyskusji o współczesnych filmach przyrodniczych. Nie każdemu się podobało to, co Australijczyk tworzył. Steve Irwin miał wielu zwolenników i fanów, ale też wielu przeciwników, którzy uważali, że męczy zwierzęta. On bronił się, że nie robi nigdy niczego, co mogłoby im zaszkodzić. Uczy za to ludzi rozwagi w podejściu do zwierząt. No i miał wysoką oglądalność. Filmy realizowane dla Discovery Channel i Animal Planet ściągały przed ekrany tłumy.

Graham "Dingo" Dinkelman chciał być jak Steve Irwin
W jego ślady poszedł Graham "Dingo" Dinkelman, pochodzący z Republiki Południowej Afryki youtuber i treser węży. Właśnie te gady budziły jego zainteresowanie i z nimi realizował swoje programy, najczęściej także chwytając węże, drażniąc je i pokazując widzom.
Swoje wyczyny argumentował podobnie jak Steve Irwin - popularyzacją wiedzy o wężach i innych niebezpiecznych zwierzętach. Ponadto promował ochronę przyrody od lat, miał na koncie wiele akcji służących dbaniu o środowisko naturalne i zwierzęta RPA i Afryki. Swoje programy realizował nawet dla dzieci.
Budziły one kontrowersje, ale YouTube i wymagania współczesnego widza rządzą się swoimi prawami. Samo obserwowanie zwierząt to dzisiaj za mało, trzeba je chwycić, wykazać się odwagą.
Wielu twórców filmów przyrodniczych łamie dzisiaj zasadę mówiącą o tym, by dzikich zwierząt - od pająków po duże kręgowce - nie brać do rąk, bo nie tylko jest to niebezpieczne, ale im szkodzi. Obserwacja przyrody nie na tym polega.
Graham "Dingo" Dinkelman też brał do ręki węże. W końcu zdarzył się wypadek.
Tragiczny finał kariery youtubera. Zabił go jadowity wąż
Pod koniec września internetowy twórca z RPA został ukąszony przez mambę. Po ponad trzech tygodniach pobytu w szpitalu umarł. Mamby są zwierzętami bardzo niebezpiecznymi i należą do najbardziej jadowitych węży Afryki. Mamba zielona jest mniejsza i mniej jadowita niż mamba czarna, ale uważa się, że bez podania surowicy pewna dawka jadu może zabić człowieka nawet w 30 minut.
Wiele wskazuje jednak na to, że Grahama Dinkelmana ukąsiła nie mamba zielona, która spotykana jest wyłącznie w zachodniej Afryce, ale bardzo do niej podobna mamba pospolita. Ona także jest zielonkawa, także żyje wśród drzew, ale ją spotyka się na terenie Republiki Południowej Afryki i wschodniej części kontynentu afrykańskiego.
To także wąż bardzo groźny. Dawka jadu o wadze 0,45 mg na kg zabija mysz. Synergiczny mechanizm toksykologiczny jadu mamby pospolitej wymaga podania ukąszonemu antidotum o szerokim spektrum działania, ponieważ do skutecznego działania odtrutki konieczne jest zablokowanie wszystkich kluczowych toksyn
Graham "Dingo" Dinkelman trafił do szpitala i wydawało się, że wydobrzeje. Okazało się jednak, że ukąszenie mamby było poważniejsze, niż się wydawało. Internetowy twórca, ojciec trójki dzieci, okazał się być uczulony na toksynę. Nastąpił wstrząs anafilaktyczny i twórca przyrodniczych filmów zmarł.
Jego żona poinformowała o śmierci filmowca. Dodała, że chociaż był znany z zaangażowania w sprawy węży i innych gadów, jego miłość rozciągała się na wszystkie stworzenia. W jego sercu szczególne miejsce zajmowały afrykańskie ssaki, a jego ulubionymi były słonie, nosorożce i lwy, a także żyrafa, Elliot, którą się opiekował.
"Dingo" Dinkelman opublikował na YouTube w sumie 320 filmów. Jego poczynania śledziło 110 tys. subskrybentów. Mężczyzna w jednym z materiałów przyznał, że wcześniej był już kąsany przez jadowite węże, co kończyło się wizytami w szpitalu i podaniem antidotum. Na Instagramie obserwuje go 644 tys. osób.












