Zignorował ostrzeżenia, zapłacił życiem. Krokodyl ciągnął go po plaży
51-letni plażowicz z wyspy Celebes był ostrzegany i to wielokrotnie, aby trzymać się z dala od plaży, gdzie wypoczywały krokodyle różańcowe. Zignorował to, wszedł do płytkiej wody i brodził w niej. Cena, jaką za to zapłacił, była bardzo wysoka. Człowiek nie miał szans z krokodylem, który bronił swojego terytorium.

Cała sytuacja wydarzyła się na plaży Talise niedaleko Palu na wyspie Celebes leżącej w archipelagu Wielkich Wysp Sundajskich, które tworzy wraz z Borneo, Sumatrą czy Jawą. To właśnie na Celebesie oraz Borneo zdarza się zdecydowanie najwięcej ataków krokodyli różańcowych na ludzi.
Rośnie liczba ataków krokodyli w Indonezji
Jak informowaliśmy niedawno w Zielonej Interii, wzrost liczby tych ataków wiąże się z ingerencją człowieka w środowisku naturalne gadów. Chodzi zwłaszcza o tworzenie na ich terenach licznych plantacji palm olejowych oraz meliorowanie ich kanałami. Zwierzęta zyskują nowe możliwości migracji i zbliżają się do ludzi.
Jeżeli nie zachowuje się ostrożności, może dojść do tragedii. Tak było w wypadku 51-letniego plażowicza z wyspy Celebes, który był ostrzegany przez służby w sprawie krokodyli. Kilkukrotnie powtarzano mu, by nie zbliżał się do fragmentu plaży, na którym gady te mieszkają. Ostrzeżenia zignorował.

Krokodyl był widoczny. Pływak podpłynął do niego
Krokodyl chwycił nieostrożnego plażowicza i wlókł go przez jakiś czas po płytkiej wodzie, w której człowiek ten brodził. Jak mówią świadkowie, był to atak brutalny, a gad szarpał nieszczęśnikiem.
Miejscowy komisarz policji relacjonuje w mediach, że człowiek ten podpłynął bardzo blisko krokodyla, chociaż gad był doskonale widoczny z daleka. Dlaczego nieostrożny pływak to zrobił, nie wiadomo. Nie mógł krokodyla nie widzieć.
Nie żyje nie tylko 51-letni pływak, ale zginął również gad. Policja zastrzeliła zwierzę, po czym uwolniła ciało człowieka z jego paszczy. Już nie żył.