Dzikie konie na celowniku. Australia chce do nich strzelać z helikopterów
Wizja "dzikich koni" brzmi bardzo romantycznie. Niestety jej realizacja może wiązać się z różnymi problemami. Za przykład mogą służyć "brumbies" - dzikie konie żyjące w australijskim buszu. Zwierzęta rozmnożyły się w niekontrolowany sposób i zaczęły stanowić zagrożenie dla innych gatunków. Sytuacja jest na tyle trudna, że rząd nie wyklucza ich odstrzału z helikopterów.


Populacje brumbies rozsiane są po centralnej i północnej części kraju. Zwierzęta są potomkami koni przywiezionych do Australii przez osadników - część z nich uciekła lub została uwolniona, tworząc z czasem dzikie populacje.
Brumbies stanowią symbol Australii. Są żywą pamiątką czasów kolonializmu i niegdysiejszej kultury wiejskiej. Dzikie konie stały się częścią australijskiego dziedzictwa i są często ukazywane w literaturze, filmach i sztuce.
Ich obecność w Parku Narodowym Kościuszki staje się jednak coraz bardziej problematyczna. Szacuje się, że występuje tam od 14,5 tys. do 23,5 tys. osobników. Konie nie mają naturalnego wroga, dlatego rozmnażają się bez przeszkód. W ostatnich dwóch latach ich liczba wzrosła o ok. 4 tys. Niestety ich obecność nie pozostaje bez wpływu na lokalny ekosystem.
Zobacz także: Nowa Zelandia chce opodatkować beknięcia i odchody krów
Brumbies a ekosystem
Brumbies, jak każdy gatunek inwazyjny, mają niebagatelny wpływ na rodzime gatunki. Naukowcy obwiniają koniec o niszczenie obszarów, po których wędrują, przez ich metody wypasu. Najbardziej narażone są obszary blisko strumieni, tereny podmokłe i nadbrzeżne.
Obecność koni zmienia w znaczny sposób strukturę gleby i roślinność. W efekcie lokalnie występujące zagrożone gatunki mają jeszcze większą trudności z przetrwaniem.
Za przykład można wymienić Acacia pycnantha. Brumbies niszczą siedliska niektórych ptaków, np. żurawia australijskiego (Grus rubicunda) oraz mogą wpływać na dostępność pokarmu dla endemitów australijskich, takich jak kangury myszate, co może wpływać na ich przeżycie.
Co z dzikimi końmi w Australii?
Dotychczasowe działania mające na celu ograniczenie populacji, takie jak ich odławianie i udomawianie, nie zdały egzaminu. W związku z tym rząd rozważa odstrzał koni z helikopterów.
"Ja też kocham konie. Ale liczby są zbyt wysokie i musimy znaleźć najbardziej humanitarny i zrównoważony sposób, aby je obniżyć i przywrócić parkowi równowagę" - stwierdziła Penny Sharpe, ministra środowiska NPW w rozmowie z "The Guardian".
Organizacja Australian Brumby Alliance, której celem jest ochrona dzikich koni, podkreśla, że odstrzał z helikoptera nie jest humanitarnym rozwiązaniem. Metoda ta była już stosowana w Australii - w efekcie część zwierząt nie została zabita, tylko okaleczona i skazana na długą agonię w niewyobrażalnym bólu.