Prawo do czystego środowiska ma być prawem człowieka? Nie tak prędko

Czy mamy prawo do bezpiecznego i zdrowego środowiska? Odpowiedź wydaje się oczywista, skąd przedłożona w ONZ propozycja, by uznać to za prawo człowieka. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i kilka innych państw swoje poparcie dla pomysłu jednak wstrzymały. Spadła na nie za to fala krytyki, że podminowują własne zobowiązania i to tuż przed szczytem klimatycznym w Glasgow.

Dyplomaci twierdzą, że Rada Praw Człowieka w tym tygodniu przyjmie rezolucję dotyczącą prawa do czystego środowiska. Wśród licznych zwolenników rezolucji są kraje takie, jak Kostaryka, Malediwy i Szwajcaria. Już teraz ponad sto państw na świecie ma takie rozwiązania w swoich własnych przepisach. Zwolennicy rezolucji argumentują, że przyjęcie jej stworzy presję na pozostałych, by przyjęły prawo do czystego środowiska. Rezolucja oczywiście nie byłaby wiążąca, ale zdaniem prawników pomogłaby kształtować globalne normy. Dałaby także aktywistom skuteczny argument podczas rozpraw sądowych dotyczących kwestii klimatycznych.

Reklama

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że na świecie co roku z powodu zanieczyszczeń środowiska przedwcześnie umiera 13,7 mln ludzi. 

- Na poziomie krajowym taka norma prawna daje ludziom siłę, zwłaszcza tym osobom, które są najbardziej narażone na skutki zanieczyszczenia środowiska czy zmian klimatycznych, by dążyły do zmian i rozliczenia rządów - mówi Marc Limon z think-tanku Universal Rights Group, dodając: - To może tłumaczyć, dlaczego niektórym rządom, w tym brytyjskiemu, rosyjskiemu czy amerykańskiemu, to się nie podoba.

Dwuznaczna postawa rządu w Londynie

Obserwatorzy, którzy śledzą trwające w ONZ dyskusje, krytykują postawę Londynu. - Wielka Brytania w przyszłym miesiącu będzie gospodarzem zaplanowanej na przyszły miesiąc konferencji klimatycznej COP26. - Przywództwo w kwestiach klimatycznych musi znajdować odbicie we wszystkich zobowiązaniach dyplomatycznych i nie polega tylko na byciu gospodarzem COP - mówi Sebastien Duyck, kierownik kampanii ds. praw człowieka i zmian klimatycznych w Center for International Environmental Law. Wtóruje mu Limon: - Wielka Brytania musi przyłączyć się do przytłaczającej większości krajów, które popierają tę rezolucję, by nie podminowywać swojej własnej pozycji. 

Yasmine Ahmed, dyrektor w brytyjskim oddziale Human Rights Watch mówi, że liczy na to, że rząd w Londynie "pójdzie po rozum do głowy", bo rezolucja jest wspierana przez "liczne kraje bardziej narażone na skutki zmian klimatu i są to te same kraje, które obiecał wspierać premier Johnson". 

- Brytyjskie przywództwo w kwestiach klimatycznych jest dobrze udokumentowane, a nasze wysiłki skupiają się obecnie nad przeprowadzeniem udanych rozmów COP26 w Glasgow - odpowiada rzecznik brytyjskiej misji w Genewie. - Mamy prawne zastrzeżenia odnośnie gwarantowania w ten sposób prawa do zdrowego środowiska, ale jesteśmy w konstruktywnym dialogu z twórcami rezolucji w Radzie Praw Człowieka.  

Amerykańska misja nie odpowiedziała na prośbę o komentarz.

Spóźniona rezolucja

W trakcie dyskusji nad rezolucją Waszyngton odniósł się do obaw prawnych z nią związanych, a także - co może jeszcze ciekawsze - zdaniem Amerykanów uznanie nowych praw może osłabić tradycyjne prawa obywatelskie i polityczne. Stany Zjednoczone nie są obecnie członkiem Rady, ale starają się o to i mogą brać udział w debatach w charakterze obserwatora. 

Brak amerykańskiego wsparcia dla rezolucji stoi w sprzeczności z zapowiedziami prezydenta Joe Bidena, że jego administracja będzie odgrywać wiodącą rolę w globalnych kwestiach klimatycznych. Waszyngton od lat opiera się przed dodawaniem nowych praw i stara się unikać prawnie wiążących traktatów, które mogą być trudne do ratyfikowania.

Przeciwne rezolucji są także Brazylia i Rosja.

Dla Davida Boyda, specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. praw człowieka i środowiska, propozycja, po raz pierwszy przedstawiona w latach 90. XX wieku, już teraz jest zdecydowanie spóźniona. - Mamy przytłaczające dowody na to, że wyzwania środowiskowe bezpośrednio wpływają na to, jak ludzie korzystają z fundamentalnych praw człowieka - mówi Boyd, dodając: - Są kraje, które mają głębokie interesy w utrzymaniu status quo, a ta propozycja jest dla nich wyzwaniem.

Wcześniejsze rezolucje ONZ, takie jak ta z 2010 r. dotycząca prawa do wody i kanalizacji, odnosły skuces mobilizując wiele państw do wprowadzenia do prawa krajowego odpowiednich przepisów. Elementy przełomowej Powszechnej deklaracji praw człowieka z 1948 r. zostały później w traktatach wcielone do prawa międzynarodowego. 

Miękkie prawo i największe wyzwanie

W ostatnich latach liczba spraw sądowych dotyczących kwestii klimatycznych rośnie i coraz więcej pozywających powołuje się w nich na prawa człowieka. Remo Klinger, prawnik organizacji środowiskowej Deutsche Umwelthilfe mówi, że nowa rezolucja jest przykładem "miękkiego prawa", które może być wykorzystywane do lepszego przygotowywania pozwów. Grupa Deutsche Umwelthilfe była jedną z ogranizacji, które pozwały rząd w Berlinie wymuszając na nim zaostrzenie polityki klimatycznej. 

Dennis van Berkel, radca prawny Urgenda Foundation, które w 2019 r. wygrało przełomową sprawę wytoczoną rządowi Holandii, twierdzi, że nowa rezolucja może w przyszłości pomóc sądom interpretować prawo. - Chociaż to prawo jest zapisane w wielu konstytucjach, sądy nie mają dużego doświadczenia w jego egzekwowaniu - mówi. 

47 członków Rady ma też w tym tygodniu podjąć decyzję odnośnie wniosku Unii Europejskiej odnośnie powołania nowego urzędu specjalnego sprawozdawcy ds. zmiany klimatu. Wysoka komisarz ONZ ds. praw człowieka Michelle Bachelet otworzyła wrześniową sesję Rady nazywając zagrożenia środowiskowe "największym wyzwaniem dla praw człowieka w naszych czasach".

© 2021 Reuters
Dowiedz się więcej na temat: COP26 | ochrona środowiska | szczyt klimatyczny
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy