Reklama

Rosyjska inwazja dewastuje ukraińską przyrodę. Tych strat nie da się odrobić

Rosyjska inwazja na Ukrainę to nie tylko ogromna katastrofa humanitarna. Oprócz tysięcy zabitych i zniszczenia całych miast przez naloty i ostrzał artyleryjski, barbarzyński najazd powoduje też ogromne straty środowiskowe.


Na 3 tygodnie przed rozpoczęciem wojny, 1 lutego 2022, ukraińskie Polesie - ogromny, obejmujący 180 tys. kilometrów kwadratowych obszar pokryty bezcennymi dla środowiska mokradłami, zostało zgłoszone jako kandydat do wpisania na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO - listę najcenniejszych przyrodniczo obszarów świata, na której znajdują się Wielka Rafa Barierowa, Amazonia czy sawanny Serengeti

Poligon zamiast rezerwatu. Rosyjska inwazja dewastuje ukraińską przyrodę


Dziś to obszar wyjątkowo zaciekłych walk. Znaczna część obszarów, które miałyby trafić na listę, leży na ukraińsko-białoruskim pograniczu. To przez te mokradła rosyjskie czołgi nacierały na Kijów

Reklama

Czytaj też: Ukraina. W zoo w Mikołajowie nadal przebywa 4000 zwierząt 


Środowiskowe skutki wojny wykraczają jednak daleko poza niszczenie bezcennych przyrodniczo obszarów. I mogą być odczuwane nawet przez dziesięciolecia. 

Tych strat nie da się odrobić. Ataki na zakłady chemiczne i elektrownie


Niektóre ze środowiskowych konsekwencji wojny mogą mieć natychmiastowe, niszczycielskie skutki: ataki na zakłady chemiczne czy elektrownie atomowe grożą uwolnieniem toksycznych czy radioaktywnych substancji, które mogą skazić duże obszary. Inne zagrożenia są bardziej długoterminowe. Są wśród nich zanieczyszczenia gleb ropą czy paliwem a także pył unoszący się po uderzeniach bomb: może on zawierać promieniotwórcze, toksyczne lub rakotwórcze substancje takie jak azbest, które będą wpływały na zdrowie i życie ludzi przez wiele lat. 



Eksperci Conflict and Environment Observatory uprzedzają, że rosyjskie bombardowania zbiorników paliwa czy składów amunicji, do jakich doszło w Krasnopilli, Krzywym Rogu, Dnieprze, Żytomierzu Hostomelu, Gostomelu, Czuhujewie, Czernobajewce, Melitopolu, Iwano-Frankowsku, Mikołajowie i wielu innych miejscach doprowadziły do pożarów, wskutek których w powietrzu znalazły się szkodliwe substancje, które z dymem szybko dotarły do obszarów zabudowanych. Na mniejszą skalę źródłem zanieczyszczenia są również spalone czołgi, pojazdy, zestrzelone samoloty i inne pozostałości po walkach. 

Czytaj też: Masowa migracja. 200 mln ludzi będzie uciekać przed klimatyczną katastrofą 

Rosjanie dewastują przyrodę Ukrainy. Cyniczna gra Putina


Konsekwencje rosyjskiej inwazji na Ukrainę mogą być szczególnie poważne, bo Ukraina, a zwłaszcza jej wschodnie regiony, są silnie uprzemysłowione. Huty, zakłady chemiczne czy inne obiekty przemysłowe, dobrze zabezpieczone w czasach pokoju, w czasie wojny mogą stać się istotnym zagrożeniem. Jednym z największych zagrożeń, na jakie wskazują eksperci jest możliwość wycieku toksycznych odpadów z jednego ze znajdujących się w strefach walk zakładów chemicznych, takich jak te w Torecku w obwodzie Donieckim. W skład instalacji wchodzą dwa wielkie zbiorniki na toksyczne odpady. Cytowana przez “Time" ukraińska ekspert od toksycznych odpadów Iryna Nikołajewa już w 2019 r. wskazywała na to, że walki w pobliżu zakładu grożą ekologiczną katastrofą, w ramach której miliony ton toksycznego szlamu trafiłyby do pobliskiej rzeki, zanieczyszczając ujęcia wody w całym regionie. A wraz z wodami rzeki trafiłaby także do rosyjskich zbiorników. 

Czytaj też: Timmermans na szczycie w Łodzi: OZE i transformacja to sposób na Rosję 


Oczywistym powodem do niepokoju jest także los ukraińskich elektrowni jądrowych. Strefa wykluczenia w Czarnobylu była jednym z pierwszych celów rosyjskiej inwazji, a okupanci utrudniają pracę specjalistom dbającym o bezpieczeństwo wygaszonej elektrowni. Walki toczące się na terenie elektrowni Zaporoże doprowadziły do pożaru jednego z budynków sąsiadujących elektrowni. Poważny wypadek mógłby mieć skutki odczuwalne nie tylko na Ukrainie - na terenie elektrowni Zaporoże znajduje się 20 razy więcej materiałów rozszczepialnych, niż w 1986 roku przechowywano w Czarnobylu, a walki mogą uniemożliwić ewentualne przeprowadzenie skutecznej akcji ratunkowej takiej jak ta, która towarzyszyła czarnobylskiej katastrofie. 

Rosjanie dewastują przyrodę. Ukraina próbuje katalogować straty


Ministerstwo ochrony środowiska Ukrainy podjęło już pierwsze próby skatalogowania szkód w środowisku spowodowanych rosyjskimi atakami. Ukraińscy eksperci ds. środowiska stworzyli strony internetowe, na których lokalni mieszkańcy i firmy mogą zgłaszać incydenty środowiskowe podczas konfliktu, które mogą wymagać późniejszej naprawy, takie jak rozlana benzyna ze zniszczonych magazynów paliw lub zniszczenie zakładów przemysłowych. Ale w obliczu trwających walk oszacowanie realnych zniszczeń i skażeń jest niemal niemożliwe. “Po zakończeniu wojny raport zostanie oceniony i opublikowany" mówi tygodnikowi Tetiana Omalianenko, ekspert ds. gospodarki odpadami. “Dopiero potem możemy dokonać szacunków szkód środowiskowych".

Czytaj też: Plan odejścia od gazu i ropy z Rosji zapowiedziany przez polski rząd 


Pewne jest jednak, że niszczenie środowiska i powodowanie ekologicznych katastrof jest w obliczu prawa międzynarodowego zbrodnią wojenną. Statut Międzynarodowego Trybunału Karnego zakazuje świadomego ataku, który zniszczy środowisko naturalne. Jak dotąd żadna osoba ani państwo nie były ścigane na podstawie tego zapisu.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | przyroda | Ukraina | klimat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy