Reklama

Opieka nad zwierzętami mimo wojny. Tak to wygląda w zoo w Kijowie

Na terenie Ogrodu Zoologicznego w Kijowie przebywa nadal 4 tys. zwierząt, w tym słonie, wielbłądy i jedyny w Ukrainie goryl. Zwierzęta są narażone na ogromny stres z powodu głośnych wybuchów. Cały czas są przy nich opiekunowie, którzy wraz z rodzinami zamieszkali w budynkach zoo. W mieście działa też specjalny Zoopatrol zajmujący się psami i kotami pozostawionymi przez właścicieli.

W Kijowie zorganizowano Zoopatrol, który zajmuje się pozostawionymi bez opieki zwierzętami domowymi. Wolontariusze przyjmują zgłoszenia do właścicieli opuszczonych mieszkań, w których pozostały zwierzęta. Opiekunowie pozostawili jedzenie i wodę dla zwierząt tylko na kilka dni, mając nadzieję, że szybko wrócą do swoich domów. Członkowie Zoopatrolu robią dziury w drzwiach wejściowych i przez nie podają pożywienie dla zwierząt. W ten sposób uratowano ich już niemal 20.

Uproszczono przywożenie zwierząt zagrożonych z Ukrainy do Polski

Reklama

Cztery tysiące zwierząt w zoo w Kijowie

Ogromnym wyzwaniem jest także opieka nad zwierzętami w kijowskim zoo. Szacuje się, że przebywa tam cały czas około 4 tys. osobników z 200 różnych gatunków. Wśród zwierząt są między innymi słonie, wielbłądy i jedyny w Ukrainie goryl o imieniu Tony. "Staramy się jak najwięcej z nim komunikować, bo Tony zaczął tęsknić za gośćmi. Jego stan fizyczny jest w normie" - uspokajają władze zoo.

17-letni słoń Horacy tak bardzo boi się wybuchów, że podawane mu są środki uspokajające. Zebry trzymane są wewnątrz budynków, bo raz spanikowały podczas ostrzału artyleryjskiego i wbiegły prosto na ogrodzenie. Z kolei samica lemura Maja jest tak przytłoczona sytuacją, że odrzuciła swoje nowo narodzone dziecko - relacjonuje w swoim reportażu amerykański "Washington Post".

Pracownicy w obawie przed najgorszym schronili się na stałe w zoo. W sumie jest to około 50 osób, które przez całą dobę zajmują się zwierzętami. Zabrali też ze sobą swoje rodziny - kolejne około 30 osób. W budynkach utworzono prowizoryczne schrony - jeden w ptaszarni, kolejny w niedokończonym akwarium. 

Jednak dużych zwierząt jak słonie czy żyrafy nie można przenieść pod ziemię. "Nie mają gdzie się schować ani uciec" - mówi dyrektor Kyryło Trantin. "Jeśli się wydostaną z zoo, będą miały mniej możliwości niż ludzie. Znajdą się na ulicach pełnych czołgów".

"Opieka nad zwierzętami nie ustaje - personel zoo jest na miejscu przez całą dobę. Zwierzęta przerażają głośne odgłosy wybuchów, ale nasi lekarze weterynarii stale monitorują ich stan" - informują przedstawiciele Ogrodu Zoologicznego w Kijowie.

Pojawiły się doniesienia mówiące o tym, że pożywienia dla zwierząt w kijowskim zoo wystarczy tylko na 10 dni. Władze ogrodu dementują te informacje i proszą, aby nie organizować zbiórek na rzecz zoo. "Mamy jedzenie, światło, ciepło i wodę" - zapewniają. Zwierzęta są karmione i znajdują się pod całodobową opieką pracowników zoo i weterynarzy.  

Transporty zwierząt do Polski

Z okolic Kijowa organizowane są transporty egzotycznych zwierząt do Polski, przy których pomaga Ogród Zoologiczny w Poznaniu. Do tej pory ewakuowano już kilkadziesiąt osobników. Były to m.in. lwy, tygrysy i karakale.

Władze zoo w Kijowie podkreślają jednak, że są to zwierzęta pochodzące z prywatnych azyli, nie z miejskiego ogrodu zoologicznego. Na ten moment nie jest planowana ewakuacja mieszkańców zoo w Kijowie. Przewiezienie tak dużych zwierząt jak słonie czy żyrafy byłoby trudne nawet w czasie pokoju, a co dopiero teraz - mówi dyrektor Kyryło Trantin.

Od momentu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji w Ukrainie w kijowskim zoo przyszły na świat już m.in. dwie kozy oraz lemur. Ostatnie zwierzę otrzymało imię Bayraktar na cześć tureckich dronów używanych przez ukraińskie wojsko w walce z Rosją. 

Źródła: PAP, Reuters, The Washington Post, New York Post

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | ZOO | Kijów | zwierzęta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy