Reklama

Okiem biologa: Życie bez szkodników

Nielubiane, przeganiane i tępione. Wielu gatunkom człowiek nadał określenie "szkodnik". Tylko, czy rzeczywiście dalibyśmy radę bez nich przeżyć?

Kamila Plis

Od kiedy powstały pierwsze domostwa człowiek zaczął wywierać coraz większy wpływ na otaczające go środowisko. W krajobrazie pojawiły się domy, osiedla, miasta, spichlerze i magazyny. To właśnie te elementy, wabiły zwierzęta, zapewniając ciepłe schronienie i stały dostęp do pokarmu. Wiele gatunków roślin i zwierząt, dostosowało się do funkcjonowania w bliskiej obecności człowieka, z czasem uzależniając się od nas. Określono je grupą gatunków synantropijnych. Zaliczamy do nich m.in.: wróbla, bociana białego, jaskółkę oknówkę, mysz domową, kunę domową, muchę domową, karalucha, pokrzywę zwyczajną, chabra bławatka czy maka polnego.

Reklama

Dzielenie wspólnej przestrzeni ze zwierzętami nie stanowi problemu, dopóki nie zaczynają korzystać z zasobów zgromadzonych przez ludzi, wyrządzając tym samym szkody. To właśnie kwestie ekonomiczne stały się przesłanką do wydzielenia kategorii "szkodniki". Gdy dany gatunek zostaje włączony do tej niechlubnej grupy, rozpoczyna się walka pomiędzy ludźmi chroniącymi swe wytwory a zwierzętami próbującymi się do nich dostać w celu uzyskania pokarmu i miejsca do życia.

Wielka walka z plagami

Historia zna wiele przypadków, gdy gatunki określane mianem szkodników, oskarżano o przenoszenie groźnych chorób. Szczury obwiniano o wywoływanie epidemii dżumy, która wielokrotnie dziesiątkowała ludność Europy w XIV-XIX w. Czarna śmierć, w latach 1347-1351 pochłonęła około 25 mln istnień ludzkich, co stanowiło ponad jedną trzecią ówczesnej populacji Europy. Najnowsze badania zespołu naukowców z uniwersytetów w Oslo i Ferrarze, wskazują jednak, że to pchły i wszy pasożytujące na ludziach, a nie na szczurach, przyczyniły się do takiego rozwoju sytuacji.

Krajem, który przeprowadził najsłynniejszą kampanię przeciwko zwierzętom, które uznał za szkodniki, były Chiny. Akcja odbiła się negatywnie na jej twórcach, uświadamiając jednocześnie, jak tragiczne w skutkach może być zwalczanie gatunków. W latach 1958-1962 w CRL wprowadzono kampanię społeczno-polityczną polegającą na tępieniu szczurów, wróbli, komarów i much. Nazwano to "Kampanią walki z czterema plagami". 

Ptaki obwiniono o wyniszczanie zapasów zboża i oskarżono, że są "publicznymi zwierzętami kapitalizmu". Miliony ludzi włączono w aktywnie niszczenie populacji wróbli. W krótkim czasie gatunek na terenie Chin niemal całkowicie wyginął. Nie wzięto tylko pod uwagę, że to naturalny wróg szarańczy i innych owadów. Po zniknięciu wróbli insekty tak szybko zaczęły się namnażać, że produkcja rolna spadła o 75 proc., a ludzie zaczęli masowo umierać z głodu. Według oficjalnych statystyk wytępienie wróbli spowodowało śmierć 15 mln ludzi. Nieoficjalne źródła podają, że liczba ta mogła wynosić nawet 78 mln.

Bzyczący problem

Najintensywniej tępimy owady. Zaliczamy do nich zarówno uciążliwe dla człowieka komary jak i gatunki żerujące w drewnie, które powodują znaczne szkody w uprawach leśnych, przemyśle drzewnym, a nawet budownictwie. To jednak one stanowią często istotny element funkcjonowania ekosystemów. Owady są głównym pokarmem ptaków, nietoperzy oraz wielu innych gatunków ssaków. Larwy much wspomagają rozkład padliny i odchodów, zapobiegając ich nagromadzeniu i przyśpieszając obieg materii w środowisku. Mszyce wydzielają spadź, z której chętnie korzystają niektóre gatunki mrówek. Dzięki pomocy pszczół powstaje z niej także ceniony miód spadziowy.

Współcześnie, praktycznie nie istnieją środki, które byłyby w stanie uśmiercać tylko jeden, określony gatunek owada. Skutkuje to śmiercią wielu przypadkowych owadów, a jednym ze sztandarowych przykładów jest masowe wymieranie pszczół spowodowane nadmiernym stosowaniem środków ochrony roślin.

Dziki szkodnik

Nie tylko zwierzęta z naszego najbliższego otoczenia mogą uzyskać miano szkodnika. Gdy gospodarka ludzka wchodzi głęboko w środowisko naturalne, pojawia się konflikt pomiędzy interesami ekonomicznymi ludzi a dzika naturą. Pojawienie się wilków, często budzi niepokój wśród rolników, szczególnie hodowców owiec oraz bydła. Dziki, jelenie a w trakcie przelotów także i żurawie mogą stać się szkodnikami na polach uprawnych, niszcząc oraz wyjadając plony. W Afryce słonie stanowią poważny problem. Oszacowano, że w okolicach masywu wulkanicznego w Kenii spowodowały uszkodzenia upraw, które  stanowiły około 16 proc. oczekiwanych plonów.

Pomimo, że zwierzęta, określane jako szkodniki, w znacznym stopniu potrafią utrudnić ludziom funkcjonowanie, trudno jest sobie wyobrazić świat bez nich. Wielu zależności, jakie występują pomiędzy poszczególnymi gatunkami, nawet nauka nie jest w stanie dokładnie określić. Ludzie, będąc także elementem w wielopoziomowej układance zwanej naturą, są integralną częścią środowiska, a każde zaburzenie w nim może dotkliwie odbić się na naszym codziennym życiu. Szanujmy więc szkodniki, bo być może nie wiemy jeszcze, jak istotną rolę pełnią.

Kamila Plis jest biologiem z wykształcenia i zamiłowania. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego, obecnie pracownik Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL