Reklama

Gatunki inwazyjne zagrażają naszej przyrodzie. Rząd chce działać

Wiele z nich sprowadzono, bo miały być ozdobą. Inne przywędrowały tu same. Gatunki inwazyjne nieodwracalnie zmieniają polską przyrodę. Przyrodnicy ostrzegają: będzie ich tylko przybywać.

Sprawiają wrażenie niewiniątek, ale to pozory. Małe, sprytne drapieżniki umieją wywołać chaos w każdym środowisku, w którym się pojawią. - Szopy poza tym, że penetrują środowiska wodne, wchodzą także na drzewa, gdzie niszczą lęgi ptaków - mówi Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo. Taką właśnie wizytę nagrała kamera w nadleśnictwie Prudnik. Szop zakradł się do gniazda bocianów czarnych. Na szczęście nie było w nim piskląt.

Reklama

Szopy, poza tym, że zagrażają innym gatunkom, mogą też przenosić niebezpieczne choroby, w tym baylisaskariozę. - Będziemy mieli dziwne objawy. Znajomi będą się od nas odsuwać, ale nikt nie wpadnie na pomysł, żeby zdiagnozować nas pod kątem larwy, którą złapaliśmy od szopa pracza - uprzedza Kruszewicz. 

Choroby to tylko jeden z problemów, jakie wiążą się z pojawianiem w Polsce tak zwanych gatunków inwazyjnych. To zwierzęta i rośliny, których naturalne siedliska znajdowały się w innych krajach, czasem nawet na innych kontynentach. Do Polski zwykle były sprowadzane przez ludzi. Coraz częściej się jednak zdarza, że migrują do naszego kraju same, bo zmuszają je do tego zmiany klimatu.

Rząd już w najbliższych dniach zamierza przyjąć projekt ustawy dotyczącej właśnie takich obcych gatunków inwazyjnych. - Podstawowym zadaniem będzie niewpuszczenie przez granicę przewożonych gatunków inwazyjnych i odesłanie ich z powrotem do kraju, skąd zostały przywiezione - wyjaśnia wiceminister klimatu Małgorzata Golińska dodając: - Problemem jest oczywiście nielegalny wwóz, dlatego projekt przewiduje odpowiednie działania, łącznie z ewentualną eliminacją takiego gatunku.

Gatunki inwazyjne są groźne nie tylko dlatego, że wraz z nimi mogą pojawiać się choroby wcześniej nieznane wśród naszych zwierząt i roślin. Przede wszystkim, nowi przybysze mogą wypierać rodzime gatunki, które nie są przygotowane na taką rywalizację. Przykładem jest żółw czerwonolicy, który był wpuszczany do stawów, jezior i oczek wodnych. Miał być w nich ozdobą. - Zjada nasze traszki, żaby i kijanki. Poluje także na ryby i wypiera naszego rodzimego żółwia błotnego - mówi dyrektor Kruszewicz.

Zagrożenie dla naszej bioróżnorodności jest realne, ale część biologów uważa, że zwalczanie gatunków inwazyjnych to często skazana na porażkę donkiszoteria. Powód jest prosty. Wiele spośród nich migruje do naszego kraju z powodu zmieniającego się klimatu. Często nie są w stanie przeżyć na obszarach, które kiedyś zamieszkiwały. U nas odnajdują przyjazne warunki, choć kiedyś było tu dla nich za zimno. Jednym z takich gatunków jest aleksandretta obroźna. Pierwszy lęg tej papugi stwierdzono trzy lata temu w Nysie. Dziś te ptaki widywane są praktycznie w całym kraju. 

Coraz więcej jest też u nas inwazyjnych owadów. Wśród nich pochodząca z Azji ćma bukszpanowa. Nocny motyl dał się poważnie we znaki wielu właścicielom ogrodów. - W Polsce ma dwa, trzy pokolenia w ciągu roku. Nawet jeśli bukszpan, na którym żyła zamiera, to motyle mogą przelecieć nawet do 10 km i zasiedlić nową roślinę - wyjaśnia dr Tomasz Mokrzycki, entomolog z SGGW w Warszawie.

Jednym z problemów z gatunkami inwazyjnymi jest to, że wiele z nich jest obecnych w naszym kraju od dziesięcioleci, a czasem nawet od stuleci. Niektóre uważane są za część polskiej przyrody, choć tak naprawdę w dalszym ciągu ekosystem nie zdołał przystosować się do ich obecności. Obcymi gatunkami są akacje, babki bycze, czy raki pręgowate. Niepożądanym gościem jest też m.in. klon jesionolistny. - Bardzo popularny w parkach i sadzony tam, jako ozdoba już do XIX w., po prostu zdołał się przedostać do naszego środowiska naturalnego - mówi Stefan Sołtan z Ogrodu Botanicznego PAN w Powsinie. Oprócz klonu jesionolistnego inwazyjny jest m.in. rdestowiec, bożodrzew, barszcz Sosnowskiego, nawłoć i dąb czerwony. 

Rosnące temperatury sprawiają, że nasz kraj staje się coraz bardziej gościnny dla preferujących cieplejszą pogodę zwierząt takich, jak szakal złocisty, który z południa Europy dotarł do Polski około 2015 r., czy zaskroniec rybołów, którego pierwsze osobniki widziano w naszym kraju już w 2009 r. W Odrze odkryto nawet gatunek niewielkich, słodkowodnych krewetek, choć na razie czują się one najlepiej w gorących wodach wypuszczanych do rzeki z elektrowni. W Bałtyku zadomowiły się kraby wełnistoszczypce, przywiezione w zbiornikach balastowych chińskich statków. Jednocześnie niektóre gatunki dotąd powszechne w Polsce zaczną migrować na północ, szukając chłodniejszej pogody. 

Nie wszystkie gatunki obce sprawiają kłopoty. Przykładem może być kaczka mandarynka, której zdziczała populacja mieszka w Łazienkach Królewskich w Warszawie. - Zajęła wolną niszę ekologiczną, jest kolorowym uzupełnieniem naszej krajowej awifauny - mówi Łukasz Wardecki z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Fauny. Mandarynki widywane są praktycznie w każdym większym parku miejskim. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje