Reklama

W Polsce rosną góry śmieci z zagranicy

Polska jest trzecim największym odbiorcą brytyjskich plastikowych śmieci - wynika z raportu Greenpeace. Większość odpadów, które do nas przyjeżdżają, zamiast być przetwarzana, zalega na wysypiskach.

Do Polski z Wielkiej Brytanii co roku trafia 38 tys. ton plastikowych odpadów. Łącznie nad Wisłę z zagranicy przyjeżdża ponad 430 tys. ton śmieci przeznaczonych na recykling. Choć w teorii każda ciężarówka, która przekracza granicę, musi mieć zgodę na wwóz śmieci, to problemem nielegalnych wysypisk nie został rozwiązany. Co więcej, kłopoty mają nawet legalne obiekty. W 2020 r. kontrola NIK wykryła nie tylko nieprawidłowości w przechowywaniu odpadów, ale także błędy w nadzorze. Śmieci, które powinny być poddane recyklingowi, zalegają na wysypiskach, co nie przeszkadza odbiorcom w przyjmowaniu kolejnych dostaw z zagranicy. 

Reklama

Największym "producentem" plastikowych śmieci na świecie są Stany Zjednoczone. Za nimi plasuje się Wielka Brytania, która twierdzi, że prawie połowę plastikowych odpadów poddaje recyklingowi. Z kolei zdaniem Greenpeace, do odzysku trafia zaledwie 10 proc. śmieci. Większość jest spalana, a połowa tego, co według Londynu jest oddawane do recyklingu, trafia za granicę. Większość tych śmieci przyjmują Turcja i Malezja. Tam trafiają na nielegalne wysypiska, często są wyrzucane nawet koło dróg. Polska jest na trzecim miejscu tej niechlubnej listy. Problem w tym, że my także tych śmieci nie przetwarzamy, przez co zatruwają one środowisko.

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w 2018 r. recyklingowi poddano 26 proc. śmieci w Polsce. Na wysypiska trafiło 42 proc. odpadów. Zdaniem NIK, odpady są niewłaściwie przetwarzane, przez co później nie nadają się do dalszej obróbki. Brakuje także kontroli Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska nad wysypiskami, nawet w przypadkach, kiedy wiadomo o nieprawidłowościach.

Problemem jest także brak wiedzy o przyczynach i skali pożarów wysypisk, co ma ułatwiać funkcjonowanie "szarej strefy" - w 2018 r. przez Polskę przeszła fala pożarów nielegalnych wysypisk śmieci. Problem był na tyle poważny, że rząd zaostrzył prawo dotyczące firm zajmujących się odbiorem i składowaniem odpadów. Według danych GUS, w latach 2009-2018 zlikwidowano prawie 125 tys. nielegalnych wysypisk. Państwo musiało zagospodarować prawie 660 tys. ton śmieci.

Raport NIK nie pozostawiał złudzeń: "Nieskuteczna kontrola rynku odpadów przez organy administracji publicznej przyczynia się do degradacji środowiska i stwarza zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi". 

Problemem jest także nielegalne wwożenie odpadów do Polski. Na każdą dostawę musi być wyrażona zgoda. W zeszłym roku Ministerstwo Klimatu zapewniało, że do Polski nie są wwożone odpady komunalne. To jednak dotyczy tylko "legalnych" śmieci. Okazuje się, że przestępcy środowiskowi wwożą do Polski tony nielegalnych odpadów. Potem lądują one m.in. na nielegalnych wysypiskach śmieci, za które prędzej czy później zapłacą obywatele. 

Zgorzeleccy funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej wykonując kontrole na autostradzie A4 zapobiegli nielegalnemu przywozowi do Polski ponad 24 ton zużytej przemysłowej taśmy gumowej. Transport jechał z Niemiec. Wskazany w dokumentach polski odbiorca towaru nie posiadał wymaganego zezwolenia na przetwarzanie odpadów i nie był w stanie legalnie dokonać ich odzysku lub unieszkodliwienia. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska uznał przewóz za nielegalny. Kierowcę ukarano mandatem karnym w wysokości 200 zł, jednak przewoźnikowi grozi 13 tys. zł kary. Z kolei odbiorca w postępowaniu karnym może otrzymać nawet 500 tys. zł kary.

- Zgodnie z procedurą, odpady zostaną odesłane do Niemiec. Dokument w tej sprawie ma wystosować Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska - mówi w rozmowie z nami Agnieszka Rzeźnicka-Gniadek, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu. 

Zdaniem Rzeźnickiej-Gniadek, takie przypadki zdarzają się przynajmniej raz, dwa razy w miesiącu. - Większość przypadków mamy z Niemiec. Zdarzają się także przewozy z Francji, jednak zdecydowanie dominują pojazdy z Niemiec - tłumaczy rzecznik. 

Z innego raportu Najwyższej Izby Kontroli wynika, że to kropla w morzu przemytu. W latach 2015-2019 zaledwie 8 proc. transportów odpadów przewiezionych przez granicę z Ukrainę było szczegółowo kontrolowanych. To granica unijna, przez którą swobodnie przejechać nie można. Na granicy polsko-niemieckiej kontrole są prowadzone wyrywkowo. Nie może zatem dziwić, że Polska stała się śmietnikiem Europy, a my sobie z problemem śmieci po prostu nie radzimy.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy