Reklama

Awokado łakomym kąskiem dla złodziei

Co roku południowoafrykańscy producenci awokado tracą przez kradzież ponad półtora miliona dolarów. Farmerzy mówią o grze w kotka i myszkę z przestępcami i podkreślają: sytuacja staje się coraz gorsza.

Zielone złoto, jak nazywają farmerzy awokado, stało się obiektem zainteresowania miejscowych złodziei. Nie są to jednak pojedynczy przestępcy. Kradzieżą owoców zajmują się zorganizowane grupy, a farmerzy odpowiadają nocnymi patrolami. Dla wartego 70 mln dol. rynku to duży problem.

Widok samochodów ochrony w sadach owocowych nocą w Republice Południowej Afryki nie zaskakuje nikogo. Patrole sprawdzają plantacje awokado w poszukiwaniu złodziei. W ciągu ostatnich pięciu lat, zdaniem lokalnego stowarzyszenia farmerów, z upraw awokado skradziono tysiące ton tego owocu. - Kradzieży jest coraz więcej. Mówimy o pełnych ciężarówkach - tłumaczy Jacobs, pracownik ochrony. Jak dodaje, "kradzież nie wynika z tego, że ktoś jest głodny. Za tym stoją grupy przestępcze."

Reklama

Z powodu kradzieży, farmerzy dużo zainwestowali w ogrodzenie i prywatną ochronę. Jacobs i jego zespół, razem z psami, patrolują co noc ponad 20 farm. Oprócz nich, na miejscu pracuje ponad 150 osób. Gangi, które złapano na gorącym uczynku, są przekazywane w ręce policji.

Marzec to początek sezonu zbiorów awokado. To także, zdaniem farmerów, najlepszy czas na kradzież. Edrean Ernst posiada 250 hektarów sadów, w których rośnie awokado. Tylko w tym roku ukradziono mu owoce o wartości 17 tys. dol. - Policja i firmy ochroniarskie nie są w stanie skutecznie patrolować tak wielkich przestrzeni - mówi Ernst. Jak dodaje, "to działa na korzyść złodziei".

Allesbeste, farma zarządzana przez jego rodzinę, co roku eksportuje 1,5 tys. ton awokado. W ostatnich dwóch latach była okradziona co najmniej 20 razy. Podczas jednej akcji, złodzieje mogą ukraść tonę owoców. Jednemu pracownikowi farmy zebranie takiej ilości zajęłoby 13 godzin. W akcjach na większą skalę łupem złodziei może paść nawet 30 ton awokado.  

Choć Allesbeste to jedna z bogatszych farm w okolicy, to ogrodzenie otacza ją zaledwie w połowie. Właścicieli stać na zatrudnienie kilku ochroniarzy. Problemem są duże koszty, które ochrona generuje. Sytuację finansową farmerów pogorszyła pandemia koronawirusa.

Zdaniem Jacobsa, policja niewystarczająco poważnie podchodzi do kradzieży w sadach. Z kolei rzecznik lokalnej policji odpowiada: takie przestępstwa są rzadko zgłaszane.

Większość skradzionych owoców to produkt pierwszej klasy, przeznaczony na eksport, głównie do Europy. Tam jest sprzedawany po 10 euro za kilogram. Przestępcy nieumiejętnie odcinają owoce od gałęzi, przez co te nigdy nie dojrzewają. Mogą je sprzedawać tylko przy drogach, ponieważ wprawne oko hurtownika rozpozna kradziony produkt.

AFP
Dowiedz się więcej na temat: awokado | RPA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy