Reklama

Zmiany klimatu: Zjawisk takich, jak powodzie w Niemczech, będzie więcej

Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen stwierdziła, że powodzie w Europie Zachodniej są wyraźnym objawem zmian klimatycznych. W ich wyniku w samych Niemczech ponad tysiąc osób uznawanych jest za zaginione, a ponad sto osób straciło życie.

Mateusz Czerniak, Zielona Interia: Czy można stwierdzić, że powodzie w Niemczech i Belgii to skutek zmian klimatu?

Prof. Zbigniew Karaczun, sozolog: Nie można powiedzieć, że konkretnie te powodzie w Niemczech z ostatnich dni są skutkiem globalnego ocieplenia. Powodzie zawsze występowały i występować będą. Natomiast zmiana klimatu powoduje, że takie wydarzenia występują częściej. Tegoroczne lato jest rzeczywiście pod tym względem wyjątkowe, dawno nie było tak, żeby w ciągu miesiąca wystąpiło tyle gwałtownych zjawisk pogodowych w naszym regionie. Niemcy stwierdzili, że spadło tam najwięcej wody od 70 lat. Mimo że nie możemy powiedzieć, iż pojedyncze zjawiska takie jak ogromna powódź w Niemczech czy tornado w Czechach są dowodem na zmianę klimatu, to już wzrost częstotliwości tego rodzaju zdarzeń w ostatnich latach jest zdecydowanie manifestacją tego zjawiska.

Reklama

Widać wyraźny trend wzrostowy, jeśli chodzi o gwałtowne zjawiska pogodowe?

Zdecydowanie. W ostatnich latach ilość nawalnych deszczy, gwałtownych burz, bardzo silnych wiatrów czy huraganów zwiększa się w Polsce, a także w całej Europie. Rośnie także siła tych zjawisk. Zmieniła się na przykład gęstość deszczy i długość opadów. Kilkadziesiąt, czy kilkanaście lat temu, deszcz potrafił padać przez kilka kolejnych dni z intensywnością 15-30 mm wody na dobę. Teraz coraz częściej występują deszcze, w których trakcie w ciągu niecałej godziny spada 70, a nawet ponad 100 mm deszczu. To właśnie to zjawisko jest powodem wzrostu zagrożenia tzw. błyskawicznymi powodziami. 

Dlaczego właściwie zmiany klimatu zwiększają częstotliwość i intensywność gwałtownych zjawisk pogodowych? 

Zmiana klimatu jest spowodowana przez człowieka emisją tak zwanych gazów cieplarnianych, m.in. dwutlenku węgla, metanu czy podtlenku azotu. Ponieważ w wyniku tego procesu ich stężenie w atmosferze rośnie, to wzrasta w niej także ilość magazynowanej energii - ciepło to przecież jedna z form energii. Ponieważ tej energii jest więcej, to musi się ona bardziej gwałtownie i częściej rozładowywać. To właśnie jest przyczyną wzrostu ilości i gwałtowności ekstremalnych zdarzeń pogodowych. 

Tegoroczne lato jest tak obfite w tego rodzaju destrukcyjne wydarzenia. 

Nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Już przynajmniej od kilku lat wiemy, że skutki zmiany klimatu, a więc ilość tego rodzaju zjawisk, jakie właśnie widzimy i ich siła, będą występować szybciej, niż myśleliśmy. Potwierdził to raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu z 2018 r. Kiedyś wydawało nam się, że to będzie dopiero druga połowa XXI w., ale okazuje się, że to widać już teraz. Tak więc skutki zmiany klimatu to nie odległa przyszłość, ale nasza codzienność. 

Możemy się spodziewać, że tak gwałtowne tornada jak ostatnio w Czechach czy tak intensywne deszcze, jak te w Niemczech, nawiedzą także w najbliższym czasie Polskę?

Tak gwałtowny wiatr, jak tornado w Czechach, już się w Polsce pojawiał, ale nie trafiał na tereny zamieszkałe. Przykładem może być huragan w Puszczy Piskiej na początku XXI wieku. Dlatego nie będzie niczym dziwnym jeśli się to powtórzy. Taka powódź, jak teraz w Niemczech, również może się u nas zdarzyć. Jeżeli taki katastrofalny deszcz spadnie nad lasem, to las pochłonie nawet tak wielką ilość wody, ale jeśli wystąpi nad miastem, to będzie katastrofa i tragedia. Tutaj dużo zależy od przypadku.

Jakie działania dostosowawcze powinien poczynić nasz kraj, żeby się przygotować do takich zdarzeń? 

Jeżeli nie powstrzymamy zmiany klimatu poprzez redukcję emisji gazów cieplarnianych, to nie damy rady się dostosować do coraz silniejszych i częstszych gwałtownych zjawisk pogodowych, które będą występować. Zatrzymanie procesu zmiany klimatu jest absolutnie kluczowe.

Natomiast jeśli chodzi o dostosowywanie się do ulewnych opadów deszczu to w miastach należy rozszczelnić powierzchnię gruntu tam, gdzie jest to możliwe. Potrzebujemy odwrotu od wszechobecnej "betonozy" i sprawienia, że woda, która spada, będzie mogła być wchłonięta przez glebę. Natomiast na terenach pozamiejskich najważniejsza jest renaturyzacja, czyli zatrzymywanie wody opadowej, tam, gdzie spadła. Dzięki czemu nie trafi do rzek, gdzie może doprowadzić do powodzi. Musimy więc odtwarzać bagna i mokradła, chronić lasy, zadrzewienia oraz stawy śródpolne.

Prof. Zbigniew Karaczun to sozolog ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i ekspert Koalicji Klimatycznej.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL